Przyszłość III Alei widzę w czarnych barwach
2009-02-23
, aktualizacja: 23.02.2009 21:51
Na zakupy wolę jechać do Łodzi, do dyskoteki gdzieś na Śląsk, a jak mam ochotę posiedzieć w kawiarni, to wsiadam w samochód i jadę do Krakowa - pisze czytelniczka Justyna.
ZOBACZ TAKŻE
- III Aleja ma kłopoty? A może tylko się zmienia (13-02-09, 21:10)
Przyszłość III Alei widzę w czarnych barwach, zwłaszcza pod względem restauracyjno- kawiarnianym. Dzieje się tak dlatego, że w Częstochowie najzwyczajniej w świecie nie ma dla kogo otwierać nowych knajp. Mamy wprawdzie ponad 4 mln turystów rocznie, ale co to są za turyści?! Przychodzą pieszo, ściskając w kieszeni góra 50 zł, a po mszy na Jasnej Górze wracają pierwszym pociągiem do domu. Ci "turyści" często są utrapieniem okołojasnogórskich restauratorów. Potrafią na przykład rozsiąść się w kawiarnianym ogródku i wyciągnąć własne kanapki! Ludzie, z którymi szłam w pielgrzymce warszawskiej, potrafili przyjść do Częstochowy i rozbić namiot na miejskim trawniku. I nie był to odosobniony przypadek, więc co tu się dziwić, że w Częstochowie jest tak mało hoteli. Nie mówiąc już, że w niemalże ćwierćmilionowym, słynącym z turystów mieście nie ma ani jednego czterogwiazdkowca.
Drugim problemem, dla którego otwieranie knajpy w III Alei jest ryzykowne, są sami częstochowianie. Przypomnijmy, że to ćwierć miliona ludzi, którzy jeszcze do niedawna obywali się bez porządnego kina. Ponadto częstochowianie mają tendencję do zadowalania się bylejakością. Triumfy święcą lokale, których wystrój przypomina "sen szalonego spawacza", a poziom sztuki tam prezentowanej ociera się o lekcje plastyki w gimnazjum. W naszym mieście można wydać fortunę na urządzenie wyróżniającej się wystrojem, atmosferą czy jadłospisem knajpy i odnieść porażkę, bo ludzie i tak pójdą do tych miejsc, które znają i gdzie nic nowego ich nie spotka. Tych kilka lokali, które mają klientów, pomimo swej oryginalności, stanowi swoisty ewenement w tym mieście. Mam tu na myśli pub przy Focha, kawiarnię na zbiegu Focha i Nowowiejskiego, herbaciarnię w bramie.
Inna sprawa to fakt, że bywalcy częstochowskich restauracji to ciągle ci sami ludzie. Wchodząc do określonego lokalu, z góry mogę powiedzieć, kogo tam spotkam. Widocznie grupa "chodzących po knajpach" jest za mała, żeby zapełnić większą liczbę lokali. Co więc z resztą mieszkańców? Reszta siedzi w swoich mieszkankach z wielkiej płyty i zadowala się puszką piwa przed telewizorem. I tak każdego dnia, w tygodniu i w weekend. Rozumiem, że kwestią mogą być niskie finanse. Co w takim razie z zamożnymi częstochowianami? Ci wolą spędzać wolny czas w innych miastach, krajach?! Nic dziwnego, bo nawet ja wolę jechać do dyskoteki gdzieś na Śląsk, a na zakupy do Łodzi. W Częstochowie, przynajmniej na razie, tych rozrywek zażywać się nie da, albo jest to bardzo utrudnione i po częstochowsku byle jakie. A jak mam ochotę posiedzieć w wielkomiejskiej kawiarni, w której większość twarzy nie jest mi znana co najmniej z widzenia, to wsiadam w samochód i jadę do Krakowa.
Drugim problemem, dla którego otwieranie knajpy w III Alei jest ryzykowne, są sami częstochowianie. Przypomnijmy, że to ćwierć miliona ludzi, którzy jeszcze do niedawna obywali się bez porządnego kina. Ponadto częstochowianie mają tendencję do zadowalania się bylejakością. Triumfy święcą lokale, których wystrój przypomina "sen szalonego spawacza", a poziom sztuki tam prezentowanej ociera się o lekcje plastyki w gimnazjum. W naszym mieście można wydać fortunę na urządzenie wyróżniającej się wystrojem, atmosferą czy jadłospisem knajpy i odnieść porażkę, bo ludzie i tak pójdą do tych miejsc, które znają i gdzie nic nowego ich nie spotka. Tych kilka lokali, które mają klientów, pomimo swej oryginalności, stanowi swoisty ewenement w tym mieście. Mam tu na myśli pub przy Focha, kawiarnię na zbiegu Focha i Nowowiejskiego, herbaciarnię w bramie.
Inna sprawa to fakt, że bywalcy częstochowskich restauracji to ciągle ci sami ludzie. Wchodząc do określonego lokalu, z góry mogę powiedzieć, kogo tam spotkam. Widocznie grupa "chodzących po knajpach" jest za mała, żeby zapełnić większą liczbę lokali. Co więc z resztą mieszkańców? Reszta siedzi w swoich mieszkankach z wielkiej płyty i zadowala się puszką piwa przed telewizorem. I tak każdego dnia, w tygodniu i w weekend. Rozumiem, że kwestią mogą być niskie finanse. Co w takim razie z zamożnymi częstochowianami? Ci wolą spędzać wolny czas w innych miastach, krajach?! Nic dziwnego, bo nawet ja wolę jechać do dyskoteki gdzieś na Śląsk, a na zakupy do Łodzi. W Częstochowie, przynajmniej na razie, tych rozrywek zażywać się nie da, albo jest to bardzo utrudnione i po częstochowsku byle jakie. A jak mam ochotę posiedzieć w wielkomiejskiej kawiarni, w której większość twarzy nie jest mi znana co najmniej z widzenia, to wsiadam w samochód i jadę do Krakowa.
- 72 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Przyszłość III Alei widzę w czarnych barwach
paolo.89
23.02.09, 22:32
Musisz mieć duzo hajsu skoro "na kawe" jezdzisz az do Krakowa:)»
-
Przyszłość III Alei widzę w czarnych barwach
xxxczestochowa
24.02.09, 17:42
Wyrazy wspolczucia dla czytelniczki Justny. Najlepiej jakby sie wyprowadzila z tego miasta wszyscy bysm na tym skozystali. »
-
Re: Przyszłość III Alei widzę w czarnych barwach
darknes86
26.02.09, 10:06
ja też wole kraków ... nie ma porównania ... »
Najczęściej czytane24 htydzień





