Nie wiem, czy z powodu małej liczby studentów, czy braku chęci i funduszy. W Opolu na przykład przez kilka dni całe miasto należy do studentów. Imprezy odbywają się w kilku miejscach naraz. Całe miasto żyje tym świętem, studentów widać na ulicach, bawią się. Są koncerty, imprezy sportowe (turnieje), imprezy klubowe. Codziennie na scenie gra inna gwiazda. Nie chodzi o to, że tam jest uniwersytet. Uważam, że Częstochowa nie jest miastem akademickim. Studiuje tu niewielu ludzi, którzy na dodatek nie utożsamiają się z tym miastem postrzeganym jako nudne, religijne, miasto ludzi starych, w którym nic się nie dzieje poza pielgrzymkami. Studenci nawet w miasteczku akademickim mają zakaz spożywania alkoholu. Ponadto z ulicy widać wszystko, co się w miasteczku dzieje. We wspomnianym przeze mnie Opolu, akademiki są usytuowane tak, że żadna ruchliwa droga nikomu nie przeszkadza.
Może to tylko szczegół, ale dość istotny. Nie należę do osób, które szczególnie lubią koncerty, np. zespołów rockowych, ale kiedy by w plenerze zaplanowano imprezę o charakterze klubowym, chętnie bym się na nią wybrał.
Nie planuję organizować imprez na własną rękę. Czyli - znając nasze realia - juwenalia jak zwykle będą dla mnie świętem tylko z tego względu, iż nie będzie zajęć na uczelni.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa