Promujcie swoje talenty. Eksportujcie muzykę, nie ludzi
2009-11-22
, aktualizacja: 22.11.2009 21:42
Szkoda, że Częstochowa nie dba o promocję swoich muzyków. Sam tego doświadczyłem - mówi znakomity kompozytor Romuald Twardowski.

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Romuald Twardowski, rocznik 1930, pochodzi z Wilna, gdzie w latach 50. studiował fortepian i kompozycję w Konserwatorium. Potem z rodziną na kilka lat osiadł w Częstochowie. Studia kompozytorskie kontynuował w Warszawie i Paryżu. Zdobywał nagrody na największych międzynarodowych konkursach. Od 1971 roku jest profesorem Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie
ZOBACZ TAKŻE
- Kompozytor broni Częstochowy (23-11-09, 22:00)
- Imprezy pod znakiem świętej od muzyki (19-11-09, 20:48)
Twardowski był gościem tegorocznego Święta Muzyki. Koncert prezentujący jego twórczość odbył się w niedzielę w Filharmonii Częstochowskiej.
Tadeusz Piersiak: Nazywa Pan siebie częstochowianinem, choć wyjechał Pan na stałe do Warszawy w 1968 roku.
Romuald Twardowski: Każdy wie, że emocje, jakie przeżywamy w młodości, są najtrwalsze. A właśnie wiele lat, jakie spędziłem w Częstochowie, przypadło na ten okres. Do wszystkiego, co tu robiłem, mam sentymentalny stosunek. Poza tym moja mama mieszkała na Rakowie do 1988 roku, więc jej obecność sprzyjała powrotom. A i Tadeusz Wawrzynowicz, dyrektor tutejszej szkoły muzycznej, ciągle wiercił mi dziurę w brzuchu, żebym u niego pracował. Na kilka dobrych lat objąłem więc stanowisko w klasie fortepianu. Przewinęło się przez nią sporo uczniów.
Jak widać Częstochowę ze stolicy?
- To, co się tutaj robi, jest godne oklasków. Jednak słabo to widać na zewnątrz. Przykładem jest Międzynarodowy Festiwal Muzyki Sakralnej "Gaude Mater". Ta poważna impreza w kraju praktycznie nie istnieje. Szkoda, bo Częstochowa wychowała całkiem poważny zastęp muzyków. To kompozytor Juliusz Łuciuk i światowej sławy pianista Andrzej Jasiński. Stąd pochodzą Tomasz Bugaj - w przeszłości mój student - i znakomity pianista Maciej Zagórski. Nazywam go Maciek Bachista, bo to spec od Bacha i wydał wspaniałą płytę z jego muzyką. Niestety, Częstochowa nie dba o promocję swoich muzyków. Sam tego doświadczyłem. Zdążyłem już zdobyć Grand Prix na konkursie w Monte Carlo, ale nie przypominam sobie, że ktoś poza szkołą muzyczną coś mi tu zaproponował. To działa zniechęcająco i, niestety, trwa do dziś. Życzyłbym sobie, żeby na festiwalu Gaude Mater w większym niż dotychczas stopniu do głosu doszły lokalne siły.
No właśnie. Festiwal dobiega jubileuszowej, 20. edycji, a w mieście słychać coraz głośniejsze głosy krytyki.
- Słyszałem, choć szczegółów nie znam. Niewątpliwie to, co robi Małgorzata Nowak jako dyrektorka Ośrodka Promocji Kultury "Gaude Mater", jest godne szacunku. Jest kompetentna, znakomita w pozyskiwaniu funduszy. Niemniej niepromowanie swoich ludzi na własnym terenie jest słabością festiwalu. Wszystko odbywa się na zasadzie importu. A cóż warta jest gospodarka kraju, który wszystko importuje i nic nie tworzy na miejscu? Powtarzam, trzeba szukać również talentów tutaj. Pamiętam koncerty na zamku w Warszawie organizowane przez Fundację na Rzecz Dzieci. Wystąpił częstochowski trębacz, uczeń szkoły muzycznej. To geniusz, najlepszy trębacz w Polsce. Ale nie pamiętam, żeby częstochowska filharmonia zaprosiła go do wykonania jakiegoś koncertu z orkiestrą. Byłby przyjęty owacyjnie! Czemu nie słyszę na festiwalu Gaude Mater znakomitego chóru Janusza Siadlaka? Jako przewodniczący jury festiwalu w Hajnówce dwukrotnie wręczałem mu pierwszą nagrodę. Więcej lokalnego patriotyzmu!
A festiwal? Ma nieocenione zasługi w zdobywaniu dla muzyki nowych słuchaczy. Z tego korzysta cała kultura miasta. Bo jeśli muzyka będzie tu doceniana i promowana, może przestanie być importowana, ale będzie eksportowana z Częstochowy. Choćby ten trębacz jest gotowym towarem. Mówię jednak o eksporcie muzyki, a nie ludzi, którzy później niekoniecznie pamiętają o mieście swojej młodości.
Tadeusz Piersiak: Nazywa Pan siebie częstochowianinem, choć wyjechał Pan na stałe do Warszawy w 1968 roku.
Romuald Twardowski: Każdy wie, że emocje, jakie przeżywamy w młodości, są najtrwalsze. A właśnie wiele lat, jakie spędziłem w Częstochowie, przypadło na ten okres. Do wszystkiego, co tu robiłem, mam sentymentalny stosunek. Poza tym moja mama mieszkała na Rakowie do 1988 roku, więc jej obecność sprzyjała powrotom. A i Tadeusz Wawrzynowicz, dyrektor tutejszej szkoły muzycznej, ciągle wiercił mi dziurę w brzuchu, żebym u niego pracował. Na kilka dobrych lat objąłem więc stanowisko w klasie fortepianu. Przewinęło się przez nią sporo uczniów.
Jak widać Częstochowę ze stolicy?
- To, co się tutaj robi, jest godne oklasków. Jednak słabo to widać na zewnątrz. Przykładem jest Międzynarodowy Festiwal Muzyki Sakralnej "Gaude Mater". Ta poważna impreza w kraju praktycznie nie istnieje. Szkoda, bo Częstochowa wychowała całkiem poważny zastęp muzyków. To kompozytor Juliusz Łuciuk i światowej sławy pianista Andrzej Jasiński. Stąd pochodzą Tomasz Bugaj - w przeszłości mój student - i znakomity pianista Maciej Zagórski. Nazywam go Maciek Bachista, bo to spec od Bacha i wydał wspaniałą płytę z jego muzyką. Niestety, Częstochowa nie dba o promocję swoich muzyków. Sam tego doświadczyłem. Zdążyłem już zdobyć Grand Prix na konkursie w Monte Carlo, ale nie przypominam sobie, że ktoś poza szkołą muzyczną coś mi tu zaproponował. To działa zniechęcająco i, niestety, trwa do dziś. Życzyłbym sobie, żeby na festiwalu Gaude Mater w większym niż dotychczas stopniu do głosu doszły lokalne siły.
No właśnie. Festiwal dobiega jubileuszowej, 20. edycji, a w mieście słychać coraz głośniejsze głosy krytyki.
- Słyszałem, choć szczegółów nie znam. Niewątpliwie to, co robi Małgorzata Nowak jako dyrektorka Ośrodka Promocji Kultury "Gaude Mater", jest godne szacunku. Jest kompetentna, znakomita w pozyskiwaniu funduszy. Niemniej niepromowanie swoich ludzi na własnym terenie jest słabością festiwalu. Wszystko odbywa się na zasadzie importu. A cóż warta jest gospodarka kraju, który wszystko importuje i nic nie tworzy na miejscu? Powtarzam, trzeba szukać również talentów tutaj. Pamiętam koncerty na zamku w Warszawie organizowane przez Fundację na Rzecz Dzieci. Wystąpił częstochowski trębacz, uczeń szkoły muzycznej. To geniusz, najlepszy trębacz w Polsce. Ale nie pamiętam, żeby częstochowska filharmonia zaprosiła go do wykonania jakiegoś koncertu z orkiestrą. Byłby przyjęty owacyjnie! Czemu nie słyszę na festiwalu Gaude Mater znakomitego chóru Janusza Siadlaka? Jako przewodniczący jury festiwalu w Hajnówce dwukrotnie wręczałem mu pierwszą nagrodę. Więcej lokalnego patriotyzmu!
A festiwal? Ma nieocenione zasługi w zdobywaniu dla muzyki nowych słuchaczy. Z tego korzysta cała kultura miasta. Bo jeśli muzyka będzie tu doceniana i promowana, może przestanie być importowana, ale będzie eksportowana z Częstochowy. Choćby ten trębacz jest gotowym towarem. Mówię jednak o eksporcie muzyki, a nie ludzi, którzy później niekoniecznie pamiętają o mieście swojej młodości.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów



