We wrześniu obudził się Mars. Kto o tym napisał?
05.09.2011
, aktualizacja: 06.09.2011 12:01
- Cała historia ma wręcz bajkowy przebieg. Składa się z samych przypadków, ale takich, które przywracają wiarę w ludzi - mówi historyk o poszukiwaniach autora pamiętnika z czasów wojny.
ZOBACZ TAKŻE
- 1 września w Częstochowie (fragment pamiętnika) (05-09-11, 15:22)
Do Ośrodka Dokumentacji Dziejów Częstochowy trafił pamiętnik z pierwszych miesięcy II wojny światowej. Jest napisany ręcznie w grubym zeszycie z twardymi okładkami, wyprodukowanym przez częstochowską Fabrykę Ksiąg Handlowych W. Nagłowski i S-ka. Ma prawie 300 stron i tytuł "Mars przebudzony. Pamiętnik pospolity z niezwykłych dni". Składa się z trzech rozdziałów: "Na wędrówce", "W Kowlu" oraz "Powrót". Na końcowej stronie jest wpisana data 22 grudnia 1942 r. Wycyzelowane pismo świadczy o tym, że na gorąco notowane obserwacje i refleksje dotyczące wojennych wydarzeń, których świadkiem był autor, były poddane późniejszej, spokojnej redakcji.
W brulionie brakuje tylko nazwiska autora. Pracownikom Ośrodka po detektywistycznym wręcz śledztwie udało się ustalić kim był.
- Cała historia ma wręcz bajkowy przebieg - mówi Juliusz Sętowski, szef Ośrodka. - Składa się z samych przypadków, ale takich, które przywracają wiarę w ludzi.
Przed kilkoma miesiącami do częstochowskiego Ośrodka zadzwonił mężczyzna o nazwisku Kiełczewski. Przedstawił się jako miłośnik rozmaitych staroci. Mieszka w Warszawie, ale realizując swoje pasje odwiedza rozmaite pchle targi w całej Polsce. Na jednym z nich kupił brulion wojennych zapisków. Czytając je, stwierdził, że dotyczą działań wrześniowych w Częstochowie i okolicach, a autor musiał być mieszkańcem naszego miasta.
- Mężczyzna przekonywał, że tekst jest znakomitą lekturą. Dla niego pamiętnik częstochowianina nie ma jednak takiej wartości, jakiej może nabrać w naszym mieście. W tej sytuacji chętnie podaruje brulion naszemu muzeum i ośrodkowi - relacjonuje Sętowski.
Warszawiak w Częstochowie nie bywał, ale akurat planował wizytę na Jasnej Górze. Pewnego dnia zadzwonił, że może spotkać się z Sętowskim na dworcu. Kiełczewski przekazał rękopis. Spotkanie przebiegło tak szybko, a Sętowski był tak przejęty, że zapomniał zapytać darczyńcę nawet o numer telefonu.
- Lektura brulionu była rzeczywiście wielką przyjemnością - potwierdza Sętowski. - Co prawa pamiętnik nie wnosi nic nowego w kategoriach historycznych. Z zapisków wynikało jednak, że autor był obdarzony talentem literackim. Tworzył barwne obrazy, opatrywane mądrą refleksją. Nie było tylko wiadomo, kim był.
Dokładna lektura pamiętnika przyniosła więcej informacji, choć autor podobnie jak swojego nazwiska nie ujawnił też danych osób, o których pisał. Używał tylko inicjałów. To jednak oczywiste w okupacyjnej rzeczywistości.
Andrzej Kuśnierczyk z Ośrodka Dokumentacji Dziejów Częstochowy relacjonuje, co w pierwszym etapie udało się ustalić. Na pewno autor miał na imię Tadeusz. Był absolwentem Gimnazjum i Liceum im. Sienkiewicza, potem studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim. W chwili wybuchu wojny miał 21 lat. W 1942 roku mieszkał "naprzeciw punktu zbornego dla robotników rolnych. Jest to obóz z budowany z szeregu długich baraków". - To mogło chodzić o baraki przy ul. Chłopickiego, które były punktem etapowym dla osób wysyłanych na roboty do Niemiec - mówi Kuśnierczyk.
1 września autor pamiętnika był w Częstochowie. Następnego dnia - jak wynika z tekstu - opuścił miasto i zetknął się z pierwszymi ofiarami wojny. Przez Kłomnice i Gidle pojechał do Włoszczowy i dalej przez Kielce, Opatów, Sandomierz, Lublin, Chełm - do Kowla. W październiku 1939 roku dotarł pociągiem z Kowla do Brześcia. Potem była przeprawa łodzią przez graniczny Bug, Lublin i powrót do Częstochowy 29 października 1939 roku.
Na podstawie danych stopniowo wydobywanych z tekstu, pracownicy ODDC rozpoczęli wręcz detektywistyczne śledztwo. Sętowski - znawca historii Gimnazjum i Liceum im. Sienkiewicza (sam to liceum kończył) - znalazł w szkolnych kronikach kilku kandydatów na poszukiwanego autora. Najbardziej przełomowy okazał się jednak trop z pamiętnika, że piszący był kuzynem częstochowskiej rodziny Sejfriedów. A Tadeusz Marian Sejfried przez wiele lat uczył w "Sienkiewiczu". I tak historycy dotarli do przedsiębiorcy Michała Sejfrieda, syna profesora.
- Na 99 procent chodzi o Tadeusza Wiktora Sosnowskiego, mojego kuzyna - mówi Michał Sejfried. - Jesteśmy spowinowaceni przez rodzinę Górskich. Z kuzynem kontakt miał mój ojciec, pewnie wiedziałby coś o jego wojennych przeżyciach. Wszystkie jednak tropy wskazują na Sosnowskiego. Rzeczywiście w 1939 roku miał 21 lat, skończył "Sienkiewicza", studiował farmację na UJ. Mieszał przy ul. Chłopickiego, w pobliżu zburzonej już dawno cukierni Szwarca. Jego dom istnieje, ale nie powiem, który to.
Sosnowski urodził się w 1918 roku w Wozniesieniku w Rosji. Ojciec Marcin był aptekarzem. Matka Elżbieta z domu Gonczarenko była Rosjanką. Tadeusz spędził młodość w Częstochowie. Śmigał na rowerze z częstochowskiej wytwórni wujka. Na pojeździe o drewnianych rajfach (rowerowe felgi) skakał z pagórka pod szczytem jasnogórskim. Przerwane przez wojnę studia skończył i otworzył aptekę w Dąbrowie Tarnowskiej. Po jej upaństwowieniu zatrudnił się jako farmaceuta w miejscowym szpitalu. Zmarł w 2003 roku. Pisarzem nie został. Choć właśnie jemu zawdzięczamy wyjątkowe świadectwo początków wojny z częstochowskiego punktu widzenia.
- Narracja ujawnia stopniowe dojrzewanie, oswajanie się z grozą wojny i ze zmianami relacji międzyludzkich, szczególnie na terenach zajętych przez Armię Czerwoną - recenzuje Kuśnierczyk. - Autor nie ubarwia rzeczywistości, opisuje realia, analizuje swoje reakcje, np. w czasie okradania pociągów na stacji w Kowlu. Dla historyka pamiętnik nie stanowi rewelacji, ale jest zasługującą na uwagę pozycją w literaturze wspominkowej.
W brulionie brakuje tylko nazwiska autora. Pracownikom Ośrodka po detektywistycznym wręcz śledztwie udało się ustalić kim był.
- Cała historia ma wręcz bajkowy przebieg - mówi Juliusz Sętowski, szef Ośrodka. - Składa się z samych przypadków, ale takich, które przywracają wiarę w ludzi.
Przed kilkoma miesiącami do częstochowskiego Ośrodka zadzwonił mężczyzna o nazwisku Kiełczewski. Przedstawił się jako miłośnik rozmaitych staroci. Mieszka w Warszawie, ale realizując swoje pasje odwiedza rozmaite pchle targi w całej Polsce. Na jednym z nich kupił brulion wojennych zapisków. Czytając je, stwierdził, że dotyczą działań wrześniowych w Częstochowie i okolicach, a autor musiał być mieszkańcem naszego miasta.
- Mężczyzna przekonywał, że tekst jest znakomitą lekturą. Dla niego pamiętnik częstochowianina nie ma jednak takiej wartości, jakiej może nabrać w naszym mieście. W tej sytuacji chętnie podaruje brulion naszemu muzeum i ośrodkowi - relacjonuje Sętowski.
Warszawiak w Częstochowie nie bywał, ale akurat planował wizytę na Jasnej Górze. Pewnego dnia zadzwonił, że może spotkać się z Sętowskim na dworcu. Kiełczewski przekazał rękopis. Spotkanie przebiegło tak szybko, a Sętowski był tak przejęty, że zapomniał zapytać darczyńcę nawet o numer telefonu.
- Lektura brulionu była rzeczywiście wielką przyjemnością - potwierdza Sętowski. - Co prawa pamiętnik nie wnosi nic nowego w kategoriach historycznych. Z zapisków wynikało jednak, że autor był obdarzony talentem literackim. Tworzył barwne obrazy, opatrywane mądrą refleksją. Nie było tylko wiadomo, kim był.
Dokładna lektura pamiętnika przyniosła więcej informacji, choć autor podobnie jak swojego nazwiska nie ujawnił też danych osób, o których pisał. Używał tylko inicjałów. To jednak oczywiste w okupacyjnej rzeczywistości.
Andrzej Kuśnierczyk z Ośrodka Dokumentacji Dziejów Częstochowy relacjonuje, co w pierwszym etapie udało się ustalić. Na pewno autor miał na imię Tadeusz. Był absolwentem Gimnazjum i Liceum im. Sienkiewicza, potem studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim. W chwili wybuchu wojny miał 21 lat. W 1942 roku mieszkał "naprzeciw punktu zbornego dla robotników rolnych. Jest to obóz z budowany z szeregu długich baraków". - To mogło chodzić o baraki przy ul. Chłopickiego, które były punktem etapowym dla osób wysyłanych na roboty do Niemiec - mówi Kuśnierczyk.
1 września autor pamiętnika był w Częstochowie. Następnego dnia - jak wynika z tekstu - opuścił miasto i zetknął się z pierwszymi ofiarami wojny. Przez Kłomnice i Gidle pojechał do Włoszczowy i dalej przez Kielce, Opatów, Sandomierz, Lublin, Chełm - do Kowla. W październiku 1939 roku dotarł pociągiem z Kowla do Brześcia. Potem była przeprawa łodzią przez graniczny Bug, Lublin i powrót do Częstochowy 29 października 1939 roku.
Na podstawie danych stopniowo wydobywanych z tekstu, pracownicy ODDC rozpoczęli wręcz detektywistyczne śledztwo. Sętowski - znawca historii Gimnazjum i Liceum im. Sienkiewicza (sam to liceum kończył) - znalazł w szkolnych kronikach kilku kandydatów na poszukiwanego autora. Najbardziej przełomowy okazał się jednak trop z pamiętnika, że piszący był kuzynem częstochowskiej rodziny Sejfriedów. A Tadeusz Marian Sejfried przez wiele lat uczył w "Sienkiewiczu". I tak historycy dotarli do przedsiębiorcy Michała Sejfrieda, syna profesora.
- Na 99 procent chodzi o Tadeusza Wiktora Sosnowskiego, mojego kuzyna - mówi Michał Sejfried. - Jesteśmy spowinowaceni przez rodzinę Górskich. Z kuzynem kontakt miał mój ojciec, pewnie wiedziałby coś o jego wojennych przeżyciach. Wszystkie jednak tropy wskazują na Sosnowskiego. Rzeczywiście w 1939 roku miał 21 lat, skończył "Sienkiewicza", studiował farmację na UJ. Mieszał przy ul. Chłopickiego, w pobliżu zburzonej już dawno cukierni Szwarca. Jego dom istnieje, ale nie powiem, który to.
Sosnowski urodził się w 1918 roku w Wozniesieniku w Rosji. Ojciec Marcin był aptekarzem. Matka Elżbieta z domu Gonczarenko była Rosjanką. Tadeusz spędził młodość w Częstochowie. Śmigał na rowerze z częstochowskiej wytwórni wujka. Na pojeździe o drewnianych rajfach (rowerowe felgi) skakał z pagórka pod szczytem jasnogórskim. Przerwane przez wojnę studia skończył i otworzył aptekę w Dąbrowie Tarnowskiej. Po jej upaństwowieniu zatrudnił się jako farmaceuta w miejscowym szpitalu. Zmarł w 2003 roku. Pisarzem nie został. Choć właśnie jemu zawdzięczamy wyjątkowe świadectwo początków wojny z częstochowskiego punktu widzenia.
- Narracja ujawnia stopniowe dojrzewanie, oswajanie się z grozą wojny i ze zmianami relacji międzyludzkich, szczególnie na terenach zajętych przez Armię Czerwoną - recenzuje Kuśnierczyk. - Autor nie ubarwia rzeczywistości, opisuje realia, analizuje swoje reakcje, np. w czasie okradania pociągów na stacji w Kowlu. Dla historyka pamiętnik nie stanowi rewelacji, ale jest zasługującą na uwagę pozycją w literaturze wspominkowej.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
We wrześniu obudził się Mars. Kto o tym napisał?
prawdziwykicha.1
05.09.11, 16:22
Ale co w tym kajecie napisał?»
-
We wrześniu obudził się Mars. Kto o tym napisał?
jj-j3
06.09.11, 11:39
25 sierpnia jeden z czytelników pytał: "Czy pan redaktor nie nauczy się, że dr Andrzej Kuśnierczyk z ODDCz nazywa się właśnie tak, tzn. Kuśnierczyk, a nie Kuśmierczyk?"Nie, Pan Redaktor się »




więcej zdjęć