Po 12 latach nie ma winnych w aferze receptowej
2012-01-23
, aktualizacja: 23.01.2012 19:36
Sąd Okręgowy w Częstochowie nakazał powtórzyć proces większości oskarżonych w głośnej przed laty aferze. Lekarze i właściciele aptek zostali oskarżeni o wyłudzenie od NFZ-etu refundacji za leki onkologiczne - blisko 2 mln zł. Proces w pierwszej instancji toczył się aż siedem lat
Sprawa sięga połowy 2000 r. Wówczas to pracownicy wydziału gospodarki lekami w ówczesnej Śląskiej Regionalnej Kasie Chorych (w 2003 r. powstał w jej miejsce oddział Narodowego Funduszu Zdrowia) stwierdzili, że z niewyjaśnionych przyczyn niemal wszystkie recepty na drogi lek onkologiczny realizowane są w jednej częstochowskiej aptece. Gdy zaczęli przyglądać się sprawie, wyszło na jaw, że wszystkie recepty wystawił ten sam lekarz - pracownik poradni i oddziału onkologii szpitala na Parkitce. Jego pieczątka była także na innych receptach na leki nowotworowe, kosztujące wówczas od 1 tys. do 9 tys. zł (płaciła kasa chorych, bo to specyfik refundowany). Było to dla kontrolerów tym bardziej zastanawiające, że poza oddziałem szpitalnym nie powinno się pacjentom podawać takich leków.
Afera rozpętała się wiosną 2001 r., po pierwszych zatrzymaniach lekarzy z Parkitki. Według prokuratury, pisali oni na receptach - na ogół nieczytelnie - fikcyjne nazwiska pacjentów. A nawet gdy były one prawdziwe, to ci konkretni chorzy tych leków nie potrzebowali. Policja dotarła m.in. do wdowy po jednym z pacjentów onkologii; kobieta dowiedziała się, że w chwili, gdy jej mężowi można już było tylko podawać silne środki przeciwbólowe, na jego nazwisko wystawiono receptę na lek warty 4 tys. zł, zupełnie choremu niepotrzebny. W latach 1999-2001 miało być wystawionych blisko półtora tysiąca podobnych recept.
Śledztwo w częstochowskiej prokuraturze trwało ponad rok, zgromadzono 17 tomów akt. Jednak śledczym nie udało się ustalić, co się stało z lekami, na które wypisano recepty. Wiadomo było tylko tyle, że jeden z oskarżonych lekarzy używał ich w swojej prywatnej przychodni, koszt specyfiku wliczając w cenę wizyty (choć leki onkologiczne były dla pacjentów bezpłatne). Część z medykamentów znaleziono w mieszkaniu należącym do właścicieli apteki oskarżonych w tej sprawie. Ale tego, co się stało z resztą specyfików, nie udało się ustalić.
Akt oskarżenia trafił do sądu jesienią 2002 r. Proces rozpoczął się dwa lata później. Dopiero w czerwcu ubiegłego roku Sąd Rejonowy wydał w tej sprawie wyroki, uznając wszystkich zasiadających na ławie oskarżonych za winnych. Trzej lekarze: onkolog Leszek P., chemioterapeuta Wojciech S i radiolog Krzysztof A. zostali skazani na kary po dwa lata więzienia w zawieszaniu, kilkutysięczne grzywny i konieczność zwrotu zagarniętych - zdaniem sądu - kwot, od 200 tys. do ponad 600 tys. zł. Rok więzienia w zawieszeniu to kara dla ówczesnej ordynator oddziału Barbary B.-S., która wystawiając 17 fikcyjnych recept miała narazić kasę chorych na straty rzędu 17 tys. zł. Współpracujący z lekarzami właściciele częstochowskich aptek, małżeństwo K. i Maria S., a także przedstawiciel medyczny Artur W. zostali skazani na kary po półtora roku więzienia w zawieszeniu. Dzień po ogłoszeniu nieprawomocnego wyroku 52-letni onkolog Leszek P., wskazywany jako główny oskarżony, popełnił samobójstwo.
Gdy w 2002 r. jeszcze trwało śledztwo, szpital na Parkitce musiał oddać śląskiej kasie chorych 907 tys. zł. Nie miał innego wyjścia, kasa postawiła go po prostu przed faktem dokonanym, zmniejszając mu o tę kwotę kontrakt. Przedstawiciele kasy tłumaczyli: umowa na refundację leków zawierana jest nie z lekarzami, a z zatrudniającym ich szpitalem. Kierownictwo Parkitki zapowiedziało wówczas, że będzie dochodziło zwrotu tych pieniędzy od swoich pracowników (już wtedy byłych), pod warunkiem jednak, że w sprawie zapadną prawomocne wyroki skazujące.
Na to ostatnie się nie zanosi, w każdym razie nieprędko. Sąd Okręgowy, który rozpatrywał apelację oskarżonych, prawomocnie uniewinnił od zarzutu wyłudzenia refundacji byłą ordynator Barbarę B.-S. Uznał, że prokuratura nie udowodniła lekarce wystawiania fikcyjnych recept. W stosunku do pozostałych nakazał proces powtórzyć od początku.
- W postępowaniu sądowym w pierwszej instancji były błędy proceduralne, a także błędy w weryfikacji ponad tysiąca recept zakwestionowanych przez fundusz zdrowia - tłumaczy rzecznik Sądu Okręgowego Bogusław Zając.
marek.mamon@czestochowa.agora.pl
Afera rozpętała się wiosną 2001 r., po pierwszych zatrzymaniach lekarzy z Parkitki. Według prokuratury, pisali oni na receptach - na ogół nieczytelnie - fikcyjne nazwiska pacjentów. A nawet gdy były one prawdziwe, to ci konkretni chorzy tych leków nie potrzebowali. Policja dotarła m.in. do wdowy po jednym z pacjentów onkologii; kobieta dowiedziała się, że w chwili, gdy jej mężowi można już było tylko podawać silne środki przeciwbólowe, na jego nazwisko wystawiono receptę na lek warty 4 tys. zł, zupełnie choremu niepotrzebny. W latach 1999-2001 miało być wystawionych blisko półtora tysiąca podobnych recept.
Śledztwo w częstochowskiej prokuraturze trwało ponad rok, zgromadzono 17 tomów akt. Jednak śledczym nie udało się ustalić, co się stało z lekami, na które wypisano recepty. Wiadomo było tylko tyle, że jeden z oskarżonych lekarzy używał ich w swojej prywatnej przychodni, koszt specyfiku wliczając w cenę wizyty (choć leki onkologiczne były dla pacjentów bezpłatne). Część z medykamentów znaleziono w mieszkaniu należącym do właścicieli apteki oskarżonych w tej sprawie. Ale tego, co się stało z resztą specyfików, nie udało się ustalić.
Akt oskarżenia trafił do sądu jesienią 2002 r. Proces rozpoczął się dwa lata później. Dopiero w czerwcu ubiegłego roku Sąd Rejonowy wydał w tej sprawie wyroki, uznając wszystkich zasiadających na ławie oskarżonych za winnych. Trzej lekarze: onkolog Leszek P., chemioterapeuta Wojciech S i radiolog Krzysztof A. zostali skazani na kary po dwa lata więzienia w zawieszaniu, kilkutysięczne grzywny i konieczność zwrotu zagarniętych - zdaniem sądu - kwot, od 200 tys. do ponad 600 tys. zł. Rok więzienia w zawieszeniu to kara dla ówczesnej ordynator oddziału Barbary B.-S., która wystawiając 17 fikcyjnych recept miała narazić kasę chorych na straty rzędu 17 tys. zł. Współpracujący z lekarzami właściciele częstochowskich aptek, małżeństwo K. i Maria S., a także przedstawiciel medyczny Artur W. zostali skazani na kary po półtora roku więzienia w zawieszeniu. Dzień po ogłoszeniu nieprawomocnego wyroku 52-letni onkolog Leszek P., wskazywany jako główny oskarżony, popełnił samobójstwo.
Gdy w 2002 r. jeszcze trwało śledztwo, szpital na Parkitce musiał oddać śląskiej kasie chorych 907 tys. zł. Nie miał innego wyjścia, kasa postawiła go po prostu przed faktem dokonanym, zmniejszając mu o tę kwotę kontrakt. Przedstawiciele kasy tłumaczyli: umowa na refundację leków zawierana jest nie z lekarzami, a z zatrudniającym ich szpitalem. Kierownictwo Parkitki zapowiedziało wówczas, że będzie dochodziło zwrotu tych pieniędzy od swoich pracowników (już wtedy byłych), pod warunkiem jednak, że w sprawie zapadną prawomocne wyroki skazujące.
Na to ostatnie się nie zanosi, w każdym razie nieprędko. Sąd Okręgowy, który rozpatrywał apelację oskarżonych, prawomocnie uniewinnił od zarzutu wyłudzenia refundacji byłą ordynator Barbarę B.-S. Uznał, że prokuratura nie udowodniła lekarce wystawiania fikcyjnych recept. W stosunku do pozostałych nakazał proces powtórzyć od początku.
- W postępowaniu sądowym w pierwszej instancji były błędy proceduralne, a także błędy w weryfikacji ponad tysiąca recept zakwestionowanych przez fundusz zdrowia - tłumaczy rzecznik Sądu Okręgowego Bogusław Zając.
marek.mamon@czestochowa.agora.pl
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy




