Pasażerka: przewróciłam się w autobusie, kierowca mi nie pomógł

Joanna Skiba
2012-02-07 , aktualizacja: 06.02.2012 22:18
A A A Drukuj
Zapakowaniem ręki w gips na sześć tygodni zakończyła się dla pasażerki jazda miejskim autobusem. Kobieta upadła, gdy kierowca dodał gazu. Ludzie krzyczeli, żeby zwolnił, ale jechał dalej.

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Pani Anna ma 75 lat, ale jest samodzielna. Wsiadła do autobusu linii 31 na przystanku Estakada. Był piątek 27 stycznia, godzina 10.20. Jako subordynowana pasażerka, weszła pierwszymi drzwiami i natychmiast skasowała swój darmowy bilet emeryta. Gdy dokonywała manipulacji z kartą, kierowca ruszył z przystanku...

- Zrobił to tak gwałtownie, że mama się przewróciła - opowiada jej syn Roman. - Kierowca musiał to zauważyć, bo było to tuż koło jego kabiny, zresztą ludzie zaczęli wołać, żeby był ostrożniejszy. Ale w ogóle nie zareagował. Nie zatrzymał wozu, nie wyszedł z kabiny, nie zapytał, jak się mama czuje. Jechał dalej dodając gazu, jakby nic się nie stało.

Starszą panią pozbierali z podłogi inni pasażerowie. Bolała ją ręka. Tak bardzo, że pani Anna musiała szukać pomocy ortopedy. Na Parkitce zrobiono jej rentgen i - kiedy się okazało, że rękę ma złamaną - opatrunek gipsowy.

- Mama będzie się męczyła z tym gipsem przez sześć tygodni! - denerwuje się syn. - Kierowcy powinni zdawać sobie sprawę, że autobusami jeżdżą również osoby starsze, niekoniecznie sprawne fizycznie (a w godzinach przedpołudniowych głównie one). Zresztą coś takiego może przytrafić się każdemu pasażerowi.

Pani Anna napisała skargę do MPK. - Jedna rzecz to nieuprzejmość kierowców i lekceważenie przez nich pasażerów - tłumaczy syn. - Druga - poniesiony uszczerbek na zdrowiu. Czy za coś takiego mama może żądać od MPK jakiegoś zadośćuczynienia?

Zapytaliśmy, co na to wszystko miejski przewoźnik. I wtedy się okazało, że sprawa nie jest prosta. MPK bowiem załatwia samodzielnie tylko skargi pasażerów dotyczące np. zachowania kierowców lub motorniczych, nieprzestrzegania przez nich rozkładu jazdy itp. Zajmują się tym kierownicy odpowiednich wydziałów firmy. Jak? Zapraszają np. skarżącego się pasażera i konfrontują go z oskarżanym kierowcą. Jeśli pracownikowi MPK zostanie udowodniona wina, poniesie on karę zgodnie z Kodeksem pracy.

- Natomiast to konkretne zdarzenie należy traktować jako wypadek drogowy. Powinno się go zgłosić policji drogowej, która wyjaśni okoliczności tego, co się stało - tłumaczy rzecznik MPK Marcin Maranda. - Czyli organ do tego powołany zdecyduje o ewentualnej winie przewoźnika. Na tej podstawie wystąpimy do naszego ubezpieczyciela o zrekompensowanie strat pasażerki.

Wtedy także firma wyciągnie konsekwencje wobec kierowcy: będzie miała do tego podstawy prawne.

- A czy takie interwencje stają się okazją do przypominania wszystkim kierowcom o kulturze jazdy? - zapytaliśmy rzecznika. Zapewnił w odpowiedzi: - Kierowcy i motorniczy MPK, zgodnie z przepisami prawa, ale także dobrym zwyczajem przyjętym w spółce, są systematycznie szkoleni w zakresie przepisów ruchu drogowego i obsługi pasażera.

- Oczywiście, że mama - i tak już wystarczająco poszkodowana - nie będzie jeszcze biegać na policję, żeby skłonić MPK do powiedzenia: "Przepraszam". Nie doczekała się tego od kierowcy, nie doczeka się pewnie od firmy - komentuje syn starszej pani.

Komentarz "Gazety"

Wypadki się zdarzają, nie o każde gwałtowne szarpnięcie autobusu powinno się winić kierowcę. Ale fakt, że kierowca nie pomógł przewróconej pasażerce, nadaje całej tej sprawie zupełnie innego wymiaru. I to tym powinno się zająć MPK, zamiast czekać, co - o ile w ogóle - ustali policja. Odsyłanie do niej skarżącej się pasażerki trąci spychoterapią.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 56 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów