Szukali śladów wojny, odkryli średniowiecze

Tadeusz Piersiak
2009-07-26 , aktualizacja: 26.07.2009 20:35
A A A Drukuj
Wrzesień 1939 - grupa oficerów zakopuje sztandar pułku. Lipiec 2009 - miłośnicy historii Lelowa próbują go odszukać. Bezskutecznie. Na pocieszenie znajdują skarby z XIV wieku.
Historykom z Lelowa zależało na wykorzystaniu nowoczesnego sprzętu. Zgodę na poszukiwania z użyciem wykrywaczy metali wydał wojewódzki konserwator zabytków archeologicznych
Fot. Piotr Deska / AG
Historykom z Lelowa zależało na wykorzystaniu nowoczesnego sprzętu. Zgodę na poszukiwania z użyciem wykrywaczy metali wydał wojewódzki konserwator zabytków archeologicznych
Jeśli ktoś w sobotę trafił do lelowskich lasów, szukając grzybów czy jagód, mógł się nieźle wystraszyć. Wśród drzew wędrowali ludzie w ubraniach moro. Na szczęście byli bez broni, choć wyposażeni w dziwne przyrządy. To grupa miłośników historii, która postanowiła odnaleźć wojskowy sztandar. Skąd się tam wziął?

W pierwszych dniach II wojny światowej niemieckie wojska parły przez ziemie regionu częstochowskiego. Stoczyły słynną bitwę pod Mokrą, by 2 września zaatakować 7. Dywizję Piechoty broniącą tzw. reduty częstochowskiej. Polska piechota w nocy z 2 na 3 września opuściła miasto z zamiarem koncentracji w okolicach Janowa i Lelowa. Jednak tam została okrążona. Częścią polskich wojsk był 7. Pułk Artylerii Lekkiej z Częstochowy, który następnej nocy został rozbity pod Lelowem.

- Od Żarek po Koniecpol niemieckie wojska rozstawiły posterunki ze szczególnym nasileniem w okolicach Lelowa - opowiada Jerzy Karolczyk z Lelowskiego Towarzystwa Historyczno-Kulturalnego. - Posterunki, czasem kilkudziesięcioosobowe, wsparte samochodem pancernym pilnowały dróg od strony Janowa w Mzurowie, Dąbrownie, Ślęzanach... Polacy przedzierali się więc lasami. Tutaj pod Lelowem, mając w perspektywie walkę z przeważającymi siłami wroga, dowódcy 7. Pułku Artylerii Lekkiej zdecydowali się zakopać sztandar i skrzynię z dokumentami. Prawdopodobnie wykorzystali lej po bombie.

Zbliża się 70. rocznica tamtych wydarzeń. Dlatego członkowie towarzystwa postanowili odszukać wojenne pamiątki. Tym bardziej że mają pewność, iż zostały one ukryte w okolicach Lelowa. Szukano ich zresztą po wojnie. Zaświadcza o tym mieszkający w pobliżu Bogdan Pluta.

- Moi dziadkowie byli świadkami tamtych wojennych wydarzeń, a rodzice w latach 50. i 60. pomagali oficerom 7. pułku w poszukiwaniach sztandaru - opowiada. - Wtedy polegało to na nakłuwaniu wyglądających znajomo miejsc żelaznymi prętami. Niestety, nigdy nic nie znaleźli.

Tym razem lelowianie postanowili zaprosić fachowców. Od wojewódzkiego konserwatora zabytków archeologicznych otrzymali zezwolenie na prowadzenie poszukiwań z użyciem wykrywaczy metali. Informację o akcji umieścili na portalu odkrywcy.pl, adresując ją do posiadaczy najnowocześniejszego sprzętu. Zgłosiło się kilkadziesiąt osób, przyjechało 15 - głównie ze Śląska. Reszta prawdopodobnie przestraszyła się prognoz meteorologicznych zapowiadających na sobotę deszcz.

Wśród uczestników był "Kruku" prowadzący inny portal: poszukiwania.pl. - Zasięgnąłem języka u swoich informatorów. Od dawna mówi się, że tutaj coś jest na rzeczy. Dlatego zdecydowałem się na udział w tych poszukiwaniach - przyznał. Zastrzegł od razu: - Dla mnie skarbem nie jest to, co dla większości ludzi: złoto i brylanty, ale choćby taki zardzewiały mauzer, jaki znaleźliśmy tu w ziemi.

Około godz. 12.30 sygnalizator jednego z wykrywaczy oszalał. Z ziemi poszukiwacze wydobyli zardzewiały karabin wyprodukowany w Radomiu, jaki był na wyposażeniu polskiej piechoty w 1939 roku. Znaleziono także łuski karabinowe. Byliśmy również świadkiem wykopania... gwoździa. Choć okazało się, że i gwóźdź może być skarbem. Tym bardziej że z ziemi poszukiwacze wyciągnęli jeszcze obuch topora. Obuch i bretnal (czyli gwóźdź) prawdopodobnie pochodzą z XIV wieku! Kolejny skarb to pięć boratynek - pieniążków bitych za Jana Kazimierza.

- Miejsca znalezisk oznaczyliśmy i daliśmy znać konserwatorowi zabytków - zapewnia obecny w zespole Bogdan Święcicki, emerytowany archeolog. - On zdecyduje, czy rozpocząć wykopaliska. To nic dziwnego, że w średniowieczu były tutaj osady. Tędy biegła dawna droga częstochowska. Znaleziska są o tyle ważne, że mogą dopomóc w odszukaniu śladów tych osad.

Droga częstochowska to piaszczysty trakt przecinający miejsce poszukiwań. Tuż przed wrześniem 1939 roku był intensywnie utwardzany. Jak mówią poszukiwacze, na polskich mapach sztabowych był nawet już oznaczony jako droga bita.

Na ślad sztandaru w sobotę nie udało się trafić. - Ale akcję i tak uznajemy za sukces - zapewnia Marian Nowak, prezes Towarzystwa Historyczno-Kulturalnego. - Udało nam się nawiązać cenne kontakty, poszukiwaczy jeszcze zaprosimy do wspólnego działania. Aż do skutku.

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

  • Szukali śladów wojny, odkryli średniowiecze benio-net 27.07.09, 19:20

    Coś podobnego?Większych bzdur już nie było do napisania?Jedno wystarczy napisać:żadnego Lelowa przed 1941 rokiem, nie było!Kto niby miał sie bić pod Mokrą?Tej miejscowości również nie było. »