Rzeźnia psów. Policja postawiła zarzuty

Eliza Kwiatkowska, Częstochowa
2009-08-09 , aktualizacja: 10.08.2009 10:31
A A A Drukuj
Agata G. ze szczególnym okrucieństwem zabiła co najmniej sześć psów - uznali policjanci i prokurator. Policja zapowiada, że to nie koniec zarzutów
W czasie pierwszego przesłuchania Agata G. przyznała, że na jej podwórku zabijano psy i robiono z nich smalec
Fot. Piotr Deska / AG
W czasie pierwszego przesłuchania Agata G. przyznała, że na jej podwórku zabijano psy i robiono z nich smalec
Policjanci zatrzymali 37-letnią mieszkankę Kłobucka w sobotę rano, potem wysłuchała zarzutów. Teraz dwa razy w tygodniu ma zgłaszać się na komendę policji, nie może opuszczać kraju, odebrano jej paszport. - Podejrzana nie przyznaje się do winy. Złożyła obszerne wyjaśnienia, ale ze względu na dobro śledztwa nie możemy ich ujawniać - informuje prokurator Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Wcześniej, gdy była przesłuchiwana jako świadek, mówiła, że na jej podwórzu mordowano psy, wyrabiano z nich smalec. Przyznała też, że psy dusiła na oczach innych.

Za zabijanie zwierząt ze szczególnym okrucieństwem Agacie G. grozi do dwóch lat więzienia. Prokuratura nie wyklucza, że zarzuty będą uzupełnione lub otrzymają je inne osoby. - Przesłuchamy jeszcze świadków - mówi prokurator.

Policja sprawdza też, czy kobieta nie sprzedawała produktów szkodliwych dla zdrowia ludzi (grozi za to do dwóch lat więzienia). Chodzi o tłuszcz znaleziony na posesji Agaty G. Na razie wysłano go do badania. Policja, zarząd Fundacji "For Animals" i lekarz weterynarii weszli na podwórko Agaty G. w środę. Obecni byli dziennikarze "Gazety", choć nie mogli wejść na posesję. Policjanci znaleźli butelki z tłuszczem nieznanego pochodzenia, psie szczątki leżące w boksach żywych czworonogów, siekierę, broń, zakrwawioną odzież, strzykawkę wypełnioną płynem z grubą igłą, krew w wirówce. Za podwórkiem w kupie gnoju fotoreporter "Gazety" odkrył kości - najprawdopodobniej psie i końskie - ze śladami po siekierze, rozkładające się psy. Sprawa zaczęła się w lutym od prowokacji: sympatyczka "Fundacji For Animals" i dziennikarka "Gazety" kupiły za 50 zł butelkę smalcu reklamowanego przez gospodarzy z Kłobucka jako psi. Badania w balickim laboratorium Instytutu Zootechniki Państwowego Instytutu Badawczego wykazały, że to tłuszcz bydła, świni i kota. Fundacja złożyła doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Po psy ocalałe z rzezi zgłaszają się ludzie z całej Polski. Wiele z nich wciąż jeszcze czeka na dom. Nie wiadomo, czy doczekają. W piątek rodzina Agaty G. próbowała ukraść jednego ze spisanych przez policję psów (spisano je, by potem zwierzęta odebrać). Po interwencji policji pies wrócił na posesję i czeka na nowego właściciela.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów