Połączenie Tysiąclecia i Parkitki ma sens

Joanna Skiba
02.09.2009 , aktualizacja: 02.09.2009 21:29
A A A Drukuj
Czy wojewódzcy radni PiS i SLD odebrali szpitalom na Parkitce i Tysiącleciu jedyną szansę na wyjście z długów? Wicemarszałek twierdzi, że nie interesowało ich to.

Fot. Fot: Grzegorz Skowronek / AG
Zgody na połączenie szpitali sejmik nie dał w ubiegłym tygodniu. Uchwałę przygotowaną przez PO zablokowali radni z PiS i SLD. - Urząd marszałkowski nie zdradził nam, do czego może doprowadzić połączenie. Nie sprecyzował, które oddziały zostaną scalone, które zlikwidowane, jaka będzie redukcja zatrudnienia - uzasadniał Ryszard Majer, wiceprzewodniczący sejmiku, PiS-owski radny wybrany z Częstochowy, członek rady społecznej szpitala na Tysiącleciu. Podkreślał przy tym, że decyzja opozycji była merytoryczna, nie polityczna.

Joanna Skiba: To była trzecia próba uzyskania zgody sejmiku na fuzję Tysiąclecia z Parkitką (nie udało się to w latach 2001 i 2007). Warto się upierać? Może takie połączenie po prostu nie ma sensu i dlatego sejmik wciąż mówi: nie.

Mariusz Kleszczewski: - Jak najbardziej ma sens. Głównie dlatego, że Parkitka i Tysiąclecie mają takie same problemy - przede wszystkim zadłużenie. Trzeba połączyć oba szpitale, połączyć w ten sposób ich problemy w jeden i rozwiązać go.

Nie boi się Pan, że stworzy molocha - nieruchawego, za to z gigantycznym długiem? Ogromnym szpitalem trudniej kierować niż małym...

- Przez decyzję wojewódzkich radnych PiS-u i SLD Częstochowa straciła okazję, by mieć największy szpital w województwie. Została z dwiema placówkami, które konkurują ze sobą - bo mają dublujące się oddziały, które zabiegają o te same kontrakty. Gdyby się połączyły, uniknęlibyśmy powielania świadczeń medycznych i otworzyli drogę dla nowych. Przykład: z dwóch okulistyk robimy jedną, a w powstałym dzięki temu miejscu uruchamiamy oddział, jakiego w Częstochowie brakuje, np. dla chorych przewlekle wentylowanych. A kiedy powstają nowe oddziały, do szpitala idą pieniądze z nowych kontraktów.

Robiliście jakieś próby kosztów?

- Korzyści z połączenia są wymierne. Np. kuchnia: Tysiąclecie jej nie ma, musi ogłaszać konkurs dla firm cateringowych, z kolei Parkitka ma kuchnię niewykorzystaną w pełni. Mogłaby dostarczać obiady na Tysiąclecie, ale nie może stanąć do konkursu, bo ma długi. Po połączeniu jedna kuchnia pracowałaby dla wszystkich.

Po drugie, sprzęt. Dla jednego połączonego oddziału okulistyki moglibyśmy kupić jeden, dobry. A tak musimy kupować ten sam sprzęt dla dwóch osobnych oddziałów.

Po trzecie, zakupy. Jeden wielki szpital kupuje więcej leków i środków opatrunkowych, niż dwa mniejsze. A większe zakupy to niższe ceny, nawet o 25-30 proc. W ten sposób na samych zakupach można oszczędzić rocznie 7 mln zł.

Po czwarte, po połączeniu zostaje jedna dyrekcja, jedna administracja, jeden dział techniczny. To też oszczędności.

W sumie, samo tylko połączenie daje 10-procentową oszczędność na kosztach (tak było w innych jednoczących się szpitalach). Tysiąclecie i Parkitka razem mają te koszty w wysokości 185 mln na rok. Czyli możemy uzyskać 18 mln. Może nie od razu, może po trzech latach - ale jednak. Natomiast na wstępie oszczędności obliczam na ok. 10 mln zł. To niemal tyle, ile wynoszą w tym roku długi Parkitki.

A pacjenci?

- Połączenie nie powoduje ograniczeń w dostępności do usług. Tak naprawdę tylko zadłużony szpital jest dla pacjentów niebezpieczny, choćby dlatego, że znikają jego oddziały. Jak było na Tysiącleciu? Urologia i urazówka same się wygasiły, bo lekarze nie chcieli pracować w zadłużonym szpitalu i odeszli.

Ale część pracowników trzeba będzie zwolnić...

- Nie da się uniknąć redukcji w administracji, personelu pomocniczym. Ale wśród pielęgniarek i lekarzy na pewno nie. Proszę pamiętać, że jeśli nie połączymy obu szpitali, one same nie przetrwają. Wtedy ludzie i tak stracą pracę. Dlatego trzeba coś zrobić, bo samo czekanie kończy się tym, że Parkitka przez sześć miesięcy tego roku powiększa 15-mln dług o kolejne 13 mln.

Jest coś takiego, jak wskaźnik płynności błyskawicznej. Kiedy pierwszy raz przeglądałem dokumenty Parkitki, ten wskaźnik miała w wysokości 0,02. To znaczy, że z kwotą 2 zł realnie posiadaną w kieszeni, robiła zakupy za 100 zł. Tymczasem bezpieczne minimum to kupować za 100 zł, mając 50 zł.

Radni jednak słusznie podkreślają, że fuzja jest ryzykiem.

- I to olbrzymim. Ale trzeba je podjąć. Można naszemu projektowi zarzucić brak precyzji, ale zaryzykować trzeba.

Może jednak - skoro radni potrzebują precyzji - warto było przygotować konkretne plany?

- Na sejmiku nie było zgody na restrukturyzację obu szpitali, bo nie miało jej być. I nie z powodów merytorycznych. Przecież komisja zdrowia sejmiku zaakceptowała projekt uchwały. Decyzja sejmiku była polityczna - niezależnie od tego, jak się ją teraz uzasadnia.

Co dalej?

- Nie przestaję pracować nad naprawą szpitali w Częstochowie. Nie tą, to inną drogą dojdę do celu. Inne województwa, które zdecydowały się na łączenie i restrukturyzację, już mają uregulowane sprawy szpitalne. Ja też tak chcę.

Mariusz Kleszczewski

Działacz PO, członek zarządu województwa śląskiego odpowiedzialny za służbę zdrowia, lekarz ortopeda, wcześniej dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Myszkowie



Podziel się

  • 41 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Połączenie Tysiąclecia i Parkitki ma sens stranieri777 02.09.09, 23:45

    Motłoch z SLD i PiS rozwali oba częstochowskie szpitale. Ten tekst artykułu powinni sobie wydrukować działacze tych dwóch partii i nauczyć na pamięć. Ale co mozna się spodziewać po takich »

  • Połączenie Tysiąclecia i Parkitki ma sens wva1 03.09.09, 13:55

    To połaczenie rzeczywiscie nie ma sensu. Parkitka 95% swoich zysków przeznacza na wynagrodzenia,długi rosną a dzielni dyrektorzy powiazani układem z PO licza na to , że znowu kosztem lepiej »