Częstochowianie pobili rekord Guinessa

Marek Mamoń
2009-09-13 , aktualizacja: 13.09.2009 20:07
A A A Drukuj
Dyrektor Muzeum Częstochowskiego Janusz Jadczyk w roli konferansjera musiał się sporo natrudzić, by namówić częstochowian na czynny udział w biciu rekordu Guinnessa. Ale się udało!

Fot. Piotr Deska / AG
Kongres Częstochowian nie musi być tylko akademicką imprezą na koturnach - pomyślano jakiś czas temu w Ośrodku Promocji Kultury "Gaude Mater", pytając częstochowian o pomysł na imprezę, która mogłaby zintegrować młodych i starych, a miastu przynieść należny rozgłos. Do plebiscytu włączyła się "Gazeta", apelując o pomysły. Wygrała propozycja pobicia rekordu największej liczby pasażerów w autobusie i zapisanie się w Księdze rekordów Guinnessa.

Pomysł nie był nowy. Już w lipcu 2004 r. MPK w Olsztynie - tym na Warmii - w odpowiedzi na utyskiwania pasażerów na zatłoczone autobusy zaproponowało próbę: w określonym miejscu i czasie postawiono przegubowego ikarusa (wg dowodu rejestracyjnego 35 miejsc siedzących i 113 stojących) i liczono wsiadających. Weszły 182 osoby. To był pierwszy nieoficjalny rekord Polski (za PRL-u ściśniętych jak śledzie w beczce klientów MPK nie liczono). W styczniu tego roku podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy we Wrocławiu od przegubowego ikarusa zmieściło się 320 osób. Jednak oficjalny rekord odnotowany w księdze Guinnessa pochodzi z Niemiec: w 2005 r. do krótkiego ikarusa 260 (100 miejsc stojących i 22 siedzące) zmieściło się tam 200 dorosłych osób.

Częstochowianie zamarzyli, by rozprawić się z oboma rekordami. Pewnie dlatego pojawiły się apele, by na pl. Biegańskiego przyszli w sobotnie popołudnie wysmukli i wygimnastykowani. Ten ostatni warunek był dość istotny przy biciu rekordu w "przegubowcu". Tam nie obowiązywały żadne reguły - można było wisieć pod sufitem, siedzieć komuś na kolanach albo na tzw. barana. Nie było limitu wiekowego.

Młodzież nie zawiodła, tłumnie wsiadając do autobusu. Do kabiny kierowcy - to też rekord godny odnotowania - w jego relacji zmieściło się... 11 szczupłych dziewcząt.

Wsiadanie do autobusu trwało sporo czasu, bo coś się zacięło po drugiej setce. Chętnych do pobicia rekordu zaczęło brakować. Janusz Jadczyk - na co dzień stateczny dyrektor Muzeum Częstochowskiego (tu w roli konferansjera, a raczej wodzireja), z mikrofonem w ręku dwoił się i troił, by zachęcić ludzi do wsiadania. Był tak sugestywny, że Polska Agencja Prasowa pomyliła go w swej depeszy z innym znanym częstochowianinem Irkiem Bieleninikiem, informując, że to właśnie znany prezenter był na pl. Biegańskiego.

Gdy gasła nadzieja na pobicie wrocławian, do akcji wkroczyła pani Anna. Starsza pani skutecznie zachęcała swoim przykładem do zabawy. Skaptowała z pół setki ludzi. I udało się: kierowca odpalił silnik i przejechał 50 metrów. Do przegubowca zmieściły się 332 osoby (włącznie z kierowcą). Najstarsza pasażerka miała 83 lata.

Dopiero gdy już wszyscy wysiedli, organizatorzy zorientowali się, że ikarus ma numer boczny 332. Co prawda nie padło słowo "cud", ale Janusz Jadczyk stwierdził, że "to mogło się wydarzyć tylko w Częstochowie." Chwilę potem ruszył werbować chętnych do bicia rekordu Guinnessa w autobusie krótkim. Żarty się skończyły, bo trzeba było pilnować regulaminu: uczestnicy próby musieli być pełnoletni i mieć co najmniej 152 cm wzrostu. Wszyscy potwierdzali uczestnictwo własnoręcznymi podpisami. W autobusie mogli tylko stać lub siedzieć - trzymanie kogoś na kolanach lub ramionach nie wchodziło w grę. Do autobusu wsiedli dziennikarze (w tym niżej podpisany), fotoreporterzy, strażnicy miejscy, urzędnicy z prezydentem Tadeuszem Wroną i wiceprezes MPK Andrzej Głuch. Łącznie zebrało się 219 dorosłych osób i... aż tak wielkiego tłoku nie było. Kierowca zamknął drzwi i przejechał 50 metrów.

Relacja z częstochowskiej próby (wszystko skrupulatnie filmowano) zostanie wkrótce wysłana do komisji zatwierdzającej rekordy Guinnessa w Londynie, która w ciągu trzech miesięcy zdecyduje, czy nowy rekord zostanie uznany. Tyle że autobusem użytym do bicia rekordu nie był węgierski ikarus 260 - jak zapewniali organizatorzy - a poczciwy jelcz. No, ale w Częstochowie nie takie cuda się zdarzały...



Podziel się

  • 26 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów