Pogryzł panią pies? Tym się nie zajmujemy

Joanna Skiba
2009-10-06 , aktualizacja: 05.10.2009 19:26
A A A Drukuj
Trzy wizyty w kilku częstochowskich przychodniach oraz dwie w dwóch szpitalach miała za sobą pacjentka, nim wreszcie jakiś lekarz opatrzył jej pogryzioną przez psa nogę.

Fot. Daniel Adamski / AG
Panią Elizę ugryzł pies. Bezpański był i zajadły, choć mały. Rana nie była duża, krew nie chlupotała w bucie, ale bolała bardzo, pani Eliza uznała więc, że bez lekarza się nie obejdzie. Zadzwoniła na pogotowie. Tam poradzili, żeby poszła do własnej przychodni i pokazała kostkę lekarzowi podstawowej opieki zdrowotnej.

Noga bolała, pani Eliza nie mogła prowadzić samochodu. Znajomy zawiózł ją do przychodni na Nadrzeczną. Tam się jednak okazało, że jej karty nie ma "na składzie". Ze zdecydowanej postawy recepcjonistki pani Eliza wywnioskowała, że na pomoc lekarza nie może tu liczyć. Ani na zatroskane pytanie: "Czy pani dobrze się czuje? Czy noga boli? Może założyć opatrunek?". Zamiast tego usłyszała (od recepcjonistki), że ma iść do... dermatologa i wtedy karta się znalazła.

Dermatolog wytrzeszczyła oczy: - Nie, nie. To nie do mnie. Może do lekarza pierwszego kontaktu - poinformowała. Nie chciała natomiast wiedzieć, czy pacjentka dobrze się czuje, czy noga boli, może założyć opatrunek.

Pani Eliza z niczym - oraz z bolącą nogą - wróciła do samochodu. Nadal potrzebowała internisty. Ten na Nadrzecznej był dla niej niedostępny, więc pojechała do najbliższego ośrodka zdrowia przy ul. Mostowej. Tam, żeby można jej było założyć kartę, musiała wypełnić deklarację przynależności do przychodni. Kiedy w końcu stanęła przed internistą, znów nie doczekała się pytania: "Czy pani dobrze się czuje? Czy noga boli? Może założyć opatrunek?". Została za to wysłana do poradni leczenia ukąszeń na Tysiącleciu.

Tam przywitały ją pielęgniarki. Brak pytania o samopoczucie, ból i opatrunek i tu okazał się obowiązującym standardem. Pacjentka została wyprawiona do sąsiedniego pawilonu, gdzie musiała pokuśtykać na piętro do rejestracji. Dopiero wtedy poradnia udzieliła instrukcji: w ciągu trzech dób weterynarz ma zbadać psa i wystawić zaświadczenie, czy zwierz nie jest wściekły. Z tym dokumentem pani Eliza przyjdzie do poradni. Poza tym ma dostać zastrzyk przeciwtężcowy

- Zaszczepicie mnie? - chciała wiedzieć pani Eliza.

- Nie. Z tym proszę do lekarza pierwszego kontaktu lub na ostry dyżur, na Zawodzie.

Szybki rajd z ul. PCK na ul. Mostową, spotkanie z internistą, który nie ma zastrzyku przeciwtężcowego i kolejna dobra rada: - Proszę jechać na szpitalny oddział ratunkowy. Kluczowe pytanie o nogę znów nie padło.

Na SOR-ze lekarz się upewnił, czy z krwawiącą nogą pacjentka krążyła po całym mieście.

- Prawie. Posłano mnie nawet do dermatologa - przyznała się pani Eliza.

- Udam, że tego nie słyszałem - lekarz na to. Dopiero on obejrzał z bliska poszkodowaną piętę. Zadysponował opatrunek, leki, wypisał recepty, kazał dać zastrzyk przeciwtężcowy i wrócić tego samego dnia po następny.

I tak się to skończyło.

Aleksandra Piątek, rzecznik praw pacjenta przy centrali NFZ-etu dziwi się, że pacjentka nie została od razu skierowana na SOR. Podkreśla też, że skoro już była w swojej przychodni, to lekarz powinien ją obejrzeć i - skoro przychodnia nie dysponowała własnym chirurgiem - przekazać pacjentkę w miejsce, gdzie chirurg był, a nie odesłać. Słowem, przychodnia powinna zorganizować opiekę, gdy sama nie mogła jej zapewnić: zadzwonić np. do szpitala i umówić przyjazd pacjentki, a nawet zapewnić transport.

Pani rzecznik uważa też, że gdy pacjentka znalazła się już w szpitalu, w poradni leczenia ukąszeń, tam właśnie powinna być nie tylko poinformowana, co dalej robić z psem, ale też opatrzona. Szczególnie, że rana nie była bardzo poważna, nie trzeba jej było czyścić i szyć, nie powodowała bezpośredniego zagrożenie życia, lecz zagrożenie innymi chorobami, np. wścieklizną. - Takie szukanie lekarza nie powinno się zdarzyć w dużym mieście, zrozumiałe mogłoby być na głębokiej prowincji, gdzie lekarzy brak - komentuje pani rzecznik.

Komentarz

Lekarz pierwszego kontaktu jest dla służby zdrowia jak opoka, przedmurze chrześcijaństwa i biuro rzeczy znalezionych. Podrzuca mu się pacjentów - trzeba czy nie. A on - znużony "rzuceniem na rubież w czasach nabrzmiałych" - jak mawiała w radiu młoda lekarka - sortuje ich z grubsza i odrzuca kolejnym lekarzom. Czasem zresztą powierzając to zadanie swojej rejestratorce.

Ale tu, gdyby chciał tak do końca być w porządku, powinien na wstępie odesłać pacjentkę do dentysty, bo przecież od zębów się ta historia zaczęła.

Cóż, stara to prawda, bardzo w służbie zdrowia rozpowszechniona: kiedy się pacjent uprze i postanowi wyzdrowieć, medycyna jest bezsilna.

Podziel się

  • 49 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

  • Pogryzł panią pies? Tym się nie zajmujemy pioter34 07.10.09, 07:45

    Miałem podobną sytucję w Jarocinie. Po pogryzieniu chciałem zaszczepić się przeciw tężcowi i wściekliźnie. Pani z rejestracji przychodni wysłała mnie do dermatologa. Tam zdziwiona »

  • Pogryzł panią pies? Tym się nie zajmujemy ulala255 07.10.09, 12:14

    "Ciężko poszkodowana" Pani ugryziona przez [b]małego pieska w piętę ( była boso?) - Byłam w podobnej sytuacji pies capnął mnie przez spodnie za łydkę, przez buta nie zrobił mi krzywdy, »

  • Pogryzł panią pies? Tym się nie zajmujemy eugeniuszmg 07.10.09, 21:45

    Panie Premierze.A może by tak jeszcze kogoś zachęcić do pracy w resorcie zaktóry jest odpowiedzialny?.Polecam artykuł,nie pierwszy to i nie ostatni takiprzypadek. »