Częstochowa bez prezydenta Wrony
08.10.2009
, aktualizacja: 15.11.2009 23:17
Częstochowianie odwołali prezydenta Tadeusza Wronę. Co dalej?
ZOBACZ TAKŻE
- Częstochowa: Tadeusz Wrona odwołany (15-11-09, 23:34)
- Prawnicy bronią prezydenta po godzinach (19-10-09, 07:00)
- Co częstochowianie mają do prezydenta Wrony? (13-11-09, 19:00)
Rozmowa z Krzysztofem Nowakiem, dyrektorem wydziału nadzoru prawnego w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim
Dorota Steinhagen: Jeśli Tadeusz Wrona przegra referendum, to kiedy przestanie być prezydentem?
Krzysztof Nowak: W chwili ogłoszenia przez komisarza wyborczego wyników głosowania, czyli 16, może 17 listopada.
I już?
- Nie potrzeba uchwały radnych, żadnych dodatkowych formalności. Prezydent nie podpisuje umowy o pracę, bo swoją funkcję pełni na podstawie zaświadczenia o wyborze na stanowisko. Przestaje być prezydentem na podstawie zaświadczenia o odwołaniu z niego w wyniku referendum.
Odchodzi sam?
- Z wszystkimi zastępcami. Tyle że wiceprezydenci otrzymują odprawy, prezydent nie. Przepisy mówią o trzymiesięcznej odprawie dla prezydenta, ale tylko gdy odchodzi z powodu upływu kadencji, a nie przed jej zakończeniem. Gdyby dostał pieniądze, najprawdopodobniej Regionalna Izba Obrachunkowa zażądałaby od jego następcy, by te pieniądze odzyskał.
Prezydenta nie ma. To kto rządzi w mieście?
- Osoba powołana przez premiera.
Czyli komisarz?
- Formalnie: pełniący funkcję prezydent.
Kiedy premier kogoś takiego powołuje?
Bez zbędnej zwłoki, ale to może potrwać nawet kilka tygodni.
Co do tego czasu?
- I tu jest problem, bo są na ten temat dwie opinie, obie uzasadnione. Według jednych znawców doktryny prawa administracyjnego z chwilą odejścia prezydenta tracą moc wszystkie udzielone przez niego pełnomocnictwa i upoważnienia, czyli nikomu nie wolno podejmować żadnych decyzji w jego imieniu. Według innych znawców - wprawdzie prezydenta nie ma, ale tzw. organ samorządowy istnieje, choć nie jest obsadzony. Czyli pełnomocnictwa i upoważnienia obowiązują. Osobiście, z powodów praktycznych, jestem zwolennikiem tej drugiej interpretacji - nie powoduje paraliżu decyzyjnego w gminie. Gdyby jednak taka decyzja została zaskarżona, wyrok zależałby od tego, którą interpretację podziela sąd.
Potem pojawia się komisarz. Co mu wolno?
- Dokładnie to samo, co prezydentowi, ma pełnię jego władzy.
Czyli może występować o unijne pieniądze, podpisywać umowy na nie, rozpisywać i rozstrzygać przetargi?
- Może, o ile będzie chciał. Komisarz rządzi jednak zazwyczaj najwyżej trzy miesiące - do nowych wyborów, więc strategicznych decyzji raczej nie podejmuje. Głównie dba o to, by urząd funkcjonował normalnie.
Dorota Steinhagen: Jeśli Tadeusz Wrona przegra referendum, to kiedy przestanie być prezydentem?
Krzysztof Nowak: W chwili ogłoszenia przez komisarza wyborczego wyników głosowania, czyli 16, może 17 listopada.
I już?
- Nie potrzeba uchwały radnych, żadnych dodatkowych formalności. Prezydent nie podpisuje umowy o pracę, bo swoją funkcję pełni na podstawie zaświadczenia o wyborze na stanowisko. Przestaje być prezydentem na podstawie zaświadczenia o odwołaniu z niego w wyniku referendum.
Odchodzi sam?
- Z wszystkimi zastępcami. Tyle że wiceprezydenci otrzymują odprawy, prezydent nie. Przepisy mówią o trzymiesięcznej odprawie dla prezydenta, ale tylko gdy odchodzi z powodu upływu kadencji, a nie przed jej zakończeniem. Gdyby dostał pieniądze, najprawdopodobniej Regionalna Izba Obrachunkowa zażądałaby od jego następcy, by te pieniądze odzyskał.
Prezydenta nie ma. To kto rządzi w mieście?
- Osoba powołana przez premiera.
Czyli komisarz?
- Formalnie: pełniący funkcję prezydent.
Kiedy premier kogoś takiego powołuje?
Bez zbędnej zwłoki, ale to może potrwać nawet kilka tygodni.
Co do tego czasu?
- I tu jest problem, bo są na ten temat dwie opinie, obie uzasadnione. Według jednych znawców doktryny prawa administracyjnego z chwilą odejścia prezydenta tracą moc wszystkie udzielone przez niego pełnomocnictwa i upoważnienia, czyli nikomu nie wolno podejmować żadnych decyzji w jego imieniu. Według innych znawców - wprawdzie prezydenta nie ma, ale tzw. organ samorządowy istnieje, choć nie jest obsadzony. Czyli pełnomocnictwa i upoważnienia obowiązują. Osobiście, z powodów praktycznych, jestem zwolennikiem tej drugiej interpretacji - nie powoduje paraliżu decyzyjnego w gminie. Gdyby jednak taka decyzja została zaskarżona, wyrok zależałby od tego, którą interpretację podziela sąd.
Potem pojawia się komisarz. Co mu wolno?
- Dokładnie to samo, co prezydentowi, ma pełnię jego władzy.
Czyli może występować o unijne pieniądze, podpisywać umowy na nie, rozpisywać i rozstrzygać przetargi?
- Może, o ile będzie chciał. Komisarz rządzi jednak zazwyczaj najwyżej trzy miesiące - do nowych wyborów, więc strategicznych decyzji raczej nie podejmuje. Głównie dba o to, by urząd funkcjonował normalnie.
W dniu referendum mija ustawowy termin przedstawienia przez prezydenta projektu budżetu na następny rok. Potem dopiero zaczynają się dyskusje z radnymi i wynikające z nich zmiany. Pana zdaniem budżet byłby zagrożony?
- Formalnie nie, skoro komisarz ma te same prawa co prezydent. Praktycznie - niewykluczone. Komisarz nie zdoła w ciągu dnia czy dwóch zapoznać się ze wszystkimi sprawami, które toczą się w urzędzie. W efekcie więc biegną one prawem inercji i dzięki wiedzy, którą posiadają urzędnicy. Byłem wójtem w Rędzinach i moim zdaniem potrzeba co najmniej dwóch lat, żeby zdobyć całą potrzebną wójtowi, burmistrzowi, prezydentowi wiedzę: poznać przepisy i ludzi, z którymi się pracuje, wydeptać własne ścieżki do urzędu wojewódzkiego i marszałkowskiego. Bardzo młody i bardzo zdolny człowiek może potrzebowałby "tylko" półtora roku.
No to komisarz nie zdąży. Ani nowy prezydent, którego trzeba będzie wybrać niespełna rok przed terminowymi wyborami.
- Czy w Częstochowie wybory musiałyby się odbyć, będzie zależało od rady miasta.
Jak to?
- Przedterminowych wyborów nie ma - a do terminowych rządzi komisarz - jeżeli do końca kadencji jest mniej niż pół roku. Jeżeli mniej niż rok, ale więcej niż sześć miesięcy, rada w ciągu 30 dni od referendum może podjąć uchwałę, by wyborów nie przeprowadzać. Gdyby miały się odbyć, to na przełomie stycznia i lutego przyszłego roku.
To może jednak w takim wypadku lepiej zrezygnować z wyborów. Pieniądze zostaną w kasie miasta - jakieś pół miliona - a nowy prezydent i tak do przyszłorocznych wyborów niewiele zdziała.
- To, moim zdaniem, będzie decyzja polityczna. Radni będą musieli rozważyć, czy zostawić ster miasta w rękach powołanego przez premiera urzędnika, który nie składał żadnych wyborczych obietnic, więc się z ich realizacji rozliczać nie musi, czy też osobie, której władzę nad miastem oddadzą wyborcy.
- Formalnie nie, skoro komisarz ma te same prawa co prezydent. Praktycznie - niewykluczone. Komisarz nie zdoła w ciągu dnia czy dwóch zapoznać się ze wszystkimi sprawami, które toczą się w urzędzie. W efekcie więc biegną one prawem inercji i dzięki wiedzy, którą posiadają urzędnicy. Byłem wójtem w Rędzinach i moim zdaniem potrzeba co najmniej dwóch lat, żeby zdobyć całą potrzebną wójtowi, burmistrzowi, prezydentowi wiedzę: poznać przepisy i ludzi, z którymi się pracuje, wydeptać własne ścieżki do urzędu wojewódzkiego i marszałkowskiego. Bardzo młody i bardzo zdolny człowiek może potrzebowałby "tylko" półtora roku.
No to komisarz nie zdąży. Ani nowy prezydent, którego trzeba będzie wybrać niespełna rok przed terminowymi wyborami.
- Czy w Częstochowie wybory musiałyby się odbyć, będzie zależało od rady miasta.
Jak to?
- Przedterminowych wyborów nie ma - a do terminowych rządzi komisarz - jeżeli do końca kadencji jest mniej niż pół roku. Jeżeli mniej niż rok, ale więcej niż sześć miesięcy, rada w ciągu 30 dni od referendum może podjąć uchwałę, by wyborów nie przeprowadzać. Gdyby miały się odbyć, to na przełomie stycznia i lutego przyszłego roku.
To może jednak w takim wypadku lepiej zrezygnować z wyborów. Pieniądze zostaną w kasie miasta - jakieś pół miliona - a nowy prezydent i tak do przyszłorocznych wyborów niewiele zdziała.
- To, moim zdaniem, będzie decyzja polityczna. Radni będą musieli rozważyć, czy zostawić ster miasta w rękach powołanego przez premiera urzędnika, który nie składał żadnych wyborczych obietnic, więc się z ich realizacji rozliczać nie musi, czy też osobie, której władzę nad miastem oddadzą wyborcy.
- 57 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
24 głosy
-
Re: Wyobraźmy sobie, że jest rok 2012
annagoldman
08.10.09, 22:47
Można by również napisać: Wyobraźmy sobie, że jest rok 2012-Polacy wygrali Mistrzostwa Europy! Albo odpowiedz na pytanie: co byś zrobił z 40 mln zł. wygranych w LOTTO? Wszystko ma ten sam »
-
Wybory tak! Referndum?????
aspirata
09.10.09, 22:04
Gość portalu: andrzej napisał(a): Bledem jest ocenianie obecnej wladzy miasta wg ktegorii ich poprzednikow. Wpisane sa powazne zastrzezenia wobec obecnego magistratu. Refennum, ktore »
Najczęściej czytane24 htydzień





