Tydzień bez ryneczku na Wałach

Joanna Skiba
26.10.2009 , aktualizacja: 26.10.2009 18:02
A A A Drukuj
Jak znoszą to częstochowianie?

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
m

Tydzień bez ryneczku na Wałach. Jak znoszą to częstochowianie? Cóż, szczęśliwi nie są. Ale zamiast odbijać się od ogrodzenia placu budowy nowego targowiska mijają je beztrosko, by zanurzyć się w cieniu bramy pod numerem 16, która prowadzi do Biznes Centrum. Wchodzę i ja, a tam świat zupełnie inny niż tydzień temu - prawdziwe centrum biznesu.

Zakupy można robić od niemal pierwszego kroku. Wzdłuż ściany, gdzie kiedyś było wejście do sklepu z guzikami Dąbrowskiego, rozłożyły się stoliki z rajstopami, kapciami, butami, obrusami i całym tego typu dobrem galanteryjnym. Po lewej - drobniejsi sprzedawcy z orzechami lub resztką grzybów, a wystarczy minąć zasuwany szlaban, by trafić między znacznie większe stoiska. Winogrona? Pomarańcze? Marcheweczka? Proszę bardzo. Zaaferowane panie wybierają chińskie botki, panowie od dzianin urządzają wyprzedaż bluzek, ówdzie przytulają się w zacisznym kątku męskie gatki, a pan z firankami przekonuje klientkę: - Lambrekiny z tego złotego do każdego okna pasują... Nawet kurteczkę z karakułów można kupić.

Stragany zajęły każdą przestrzeń wolną od ogródków piwiarń. Także pawilony wykonały w tył zwrot: otworzyły dla kupujących wejścia, które do tej pory służyły przyjęciom towaru. By nikt nie miał wątpliwości, ponalepiano gdzie się da kartki ze strzałkami: drogeria, kwiaciarnia, wędliny. Niewiele co prawda zostało miejsca, by przejść, ale kupujących to nie zraża.

Ogólne zamieszanie powiększają samochody z beczułkami piwa: ty tu wybierasz brokuły, a za plecami ci łomoczą dostawcy. Od czasu do czasu któryś zostaje obsztorcowany przez straganiarzy: "Była umowa, że w dzień nie wjeżdżacie?! Była czy nie była?".

Ciężko natomiast znoszą tłok ludzie młodzi a spragnieni, którzy usiłują podjechać pod pub autem. Brak dla nich miejsca. Wczoraj np. co chwila robił się w bramie korek: ktoś, kto planował wjazd, musiał się cofać i wypuszczać tego, co właśnie się przekonał, że nie wjedzie. Do tego przepychali się wokół piesi z siatkami i parasolami.

Nieco spokojniej jest, gdy wyjść z Biznes Centrum w stronę placu Jacka (działa pełną parą) i do pawilonów. Wszystkie są dostępne, bo zostawiono przejście między nimi a ogrodzeniem placu budowy (wiele się na nim nie dzieje, zlikwidowano betonowe ławy i trwa rozwalanie kiosków). Ale w tych, co nie przeniosły się gdzie indziej, nastroje trwają minorowe. - Mamy tu być jeszcze do soboty, a potem nam światło odetną, więc trzeba będzie zamknąć - wzdychają kupcy, a za nimi klienci. Choć niektóre sklepiki - np. jeden z obuwniczych - twardo ogłaszają: pracujemy przez cały czas trwania remontu ryneczku.

Ja im wierzę.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów