W Blachowni remontują szpital. Cierpią pacjenci

Aneta Nawrot, Joanna Skiba
2009-10-29 , aktualizacja: 29.10.2009 21:45
A A A Drukuj
Huki i łomoty słychać w prawie całym budynku szpitala w Blachowni. Najgorzej jednak na oddziale urazowym, bo akurat piętro wyżej trwa przygotowywanie pomieszczeń dla powstającego oddziału hematologii.
- To młoty pneumatyczne - woła do słuchawki mężczyzna. Usiłuje przekrzyczeć maszyny. Zadzwonił do "Gazety", gdy przyszedł odwiedzić ojca i przekonał się, w jakim hałasie wybudzają się z narkozy ludzie tuż po operacji. - Tak jest przez cały czas, od ósmej rano do późnego popołudnia.

- Jakieś remonty robią. Tu nie jest jak w szpitalu, ale jak na budowie. Poza tym nikt mi nie wmówi, że jak piętro wyżej kują, to niżej się nie kurzy - skarży się druga osoba. - A przecież na urazówce leżą ludzie ze świeżymi ranami, powinni być w prawie sterylnych warunkach. Co na to sanepid?

- Niczego nie mogę na razie powiedzieć - aż nasi inspektorzy nie wrócą z kontroli w Blachowni - odpowiada Edyta Kapelka, rzeczniczka częstochowskiej stacji. - Pojechali tam, bo dostaliśmy zgłoszenie.

Szpital im. Weigla rzeczywiście przechodzi gwałtowne zmiany. Publiczny ZOZ zlikwidowano, 1 maja placówkę przejęła w 30-letnią dzierżawę Prywatna Przychodnia Lekarska Cezarego Skrzypczyńskiego. Od tamtej pory wciąż inwestuje (Skrzypczyński obiecał włożyć w "Weigla" 21 mln zł). Kupiono m.in. specjalistyczne łóżka sterowane elektronicznie i materace przeciwodleżynowe. Wzięto się też za remonty.

- Pewnie, że tu, gdzie już wszystko gotowe, jest bardzo ładnie - przyznają pacjenci. Mają rację. Nowiutkie pomieszczenia zakładu rehabilitacji aż lśnią, aż pachną. Nawet poczekalnie odnowiono nie do poznania: czysto, świeżo, drzwi przeciwpożarowe, czekający na swoją kolejkę mogą się popatrzeć w zamontowane niedawno ogromne telewizory.

A jeszcze wiosną sufity w liczącym pół wieku budynku szpitala sypały się ludziom na głowę.

- Nie obchodzi mnie to. Mnie obchodzi, że mój ledwie żywy ojciec leży w potwornym hałasie. Jak ma odpoczywać po operacji? - denerwuje się dzwoniący do "Gazety" Czytelnik.

- Fakt, urazówka najbardziej cierpi na tym remoncie, bo kucie odbywało się tuż nad nią - odpowiada dyrektor szpitala Andrzej Mierzwa. - Ale nie dało się tego uniknąć. Przygotowujemy pomieszczenia dla przyszłego oddziału hematologii, bardzo cennego, bo jedynego w całym regionie. Tam każda sala ma mieć własną łazienkę, trzeba więc było doprowadzić rury wodociągowe i kanalizacyjne.

Dyrektor podkreśla, że wiele tu zależy od decyzji pacjenta: może wybrać inny szpital. - Natomiast przenieść chorych po prostu nie miałem gdzie - dodaje. - O zamknięciu urazówki na czas remontu też nie było mowy, bo od razu by się gazety zaczęły czepiać, że nie przyjmujemy chorych i podrzucamy ich częstochowskim, i tak przepełnionym, szpitalom.

Tyle że to nie tylko problem urazówki: hałasy dochodzą m.in. na pediatrię. Dzieci i tak zestresowane pobytem w szpitalu, z dala od mamy, boją się huku pneumatycznych młotów.

- Na szczęście to, co najgorsze, już za nami. Kucie właściwie skończone, zostało robienie glazury. Nam też zależy na czasie, bo hematologię chcemy otworzyć zaraz po Nowym Roku - pociesza dyr. Mierzwa.

Inni też kuli

Nie jest pierwszy to przypadek koegzystowania chorych z firmami remontowymi i budowlanymi. Przez prawie rok sytuacja taka panowała na Zawodziu, podczas remontu ortopedii i urologii. Niedawno też mieli kilka głośnych dni pacjenci Parkitki z oddziałów sąsiadujących z kardiologią i hemodynamiką: dla zamontowania tam specjalistycznych urządzeń trzeba się było przebić przez strop. W październiku także trwał remont instalacji grzewczej szpitala w Kłobucku; nie dość, że kręcili się robotnicy, to jeszcze wyłączono ogrzewanie.

Hematologia w Blachowni

To będzie jedyny taki oddział w naszym 650-tysięcznym regionie. W dodatku powiązany ściśle z Kliniką Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, najlepszą tego typu placówką w Polsce. Ma liczyć 13 łóżek i cztery stanowiska ambulatoryjne. Zajmie się przede wszystkim pacjentami z białaczką przewlekłą, niewymagającą intensywnego leczenia. Także chorymi na białaczkę ostrą, ale już po pierwszej, najpoważniejszej fazie terapii. Tu także będzie się leczyło różnego typu chłoniaki. Do tej pory z podobnymi przypadłościami musieliśmy jeździć na Śląsk.

Komentarz "Gazety"

Gdyby sytuacja w naszej służbie zdrowia była zdrowa, a nie tak chora, jak jest teraz, Blachownia oznajmiłaby szpitalom w Częstochowie: "Mamy pilny, a konieczny remont. Weźcie naszych chorych, żeby im nie dokuczył".

Czemu tego nie robi? Po wzmiance pana dyrektora o czepiających się gazetach wnioskuję, że to znów efekt tarć między szpitalami. Może Blachownia nie zamyka oddziału na czas remontu, bo nie chce kolejnych posądzeń o podrzucanie komuś pacjentów? A może posądzeń o coś więcej - chronienie się przed nadwykonaniami? Wiadomo bowiem, że mamy koniec roku, kontrakty poprzekraczane, a za pacjentów przyjmowanych ponad kontrakt NFZ raczej nie zapłaci, bo nie ma z czego. Dokładnie o to podejrzewano Tysiąclecie, gdy w sierpniu remontowało windy i przez to ograniczyło przyjęcia na neurologii.

A może remont w obecności pacjentów to tylko efekt braku wyobraźni. Może ktoś tylko nie pomyślał: jak człowiek po operacji zniesie młot pneumatyczny nad głową.

Mieć nasz lokalny oddział hematologii to wspaniała rzecz. Mieć odnowiony, nowoczesny szpital - jeszcze lepsza. Tylko trochę drogo to wychodzi, bo kosztem chorych.

Joanna Skiba

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • W Blachowni remontują szpital. Cierpią pacjenci jedynybasia 30.10.09, 20:02

    Dlaczego nam ludziom czyli pacjentom szpitali jest ciągle żle.Ja rozumiem każdemu remont przeszkadza czy to w szpitalu czy sąsiadom jeżeli robimy go wdomu.Najpierw przeszkadzało ,personelowi»