Z tą opinią zgodziłaby się pewnie większość uczestników dwudniowej imprezy w częstochowskim klubie Hormon Cafe. W piątek i sobotę spotkali się tam miłośnicy tatuażu, piercingu (przekłuwania), bodypaintingu (malowania ciała). Mogli wysłuchać prelekcji, obejrzeć zdjęcia, ale przede wszystkim zobaczyć na żywo artystów tych sztuk w akcji. - Bo takie zdobienie ciała jest sztuką - przekonuje Radosław Błaszczyński, właściciel wydawanego w Krakowie miesięcznika branżowego "Tattoo Fest". - Stereotypowe postrzeganie tatuażu jako elementu subkultury więziennej czy koszarowej to już przeszłość.
Im większa powierzchnia ciała pokryta jest tatuażem, tym lepiej. - To właściwie sposób na życie, bo tatuaż jest czymś, z czym już nigdy się nie rozstaniemy - przypomina Piotr Nita, organizator imprezy, znany m.in. z częstochowskiego Teatru Autorskiego Blee. - Decyzja musi być przemyślana - podkreśla.
Dlatego profesjonalne studia wymagają, by chętni do pokrycia swego ciała rysunkiem byli pełnoletni. Tylko niektóre przyjmują osoby 16-, 17-letnie, ale warunkiem jest zgoda rodziców. - Bo mitem jest, że tatuaż można usunąć - twierdzi Błaszczyński. - Owszem, można zamienić go w rozległą bliznę albo wybielić i pokryć innym.
Ci, którzy tatuaż uważają za sztukę, odcinają się od tak popularnych obecnie motywów kwiatowych nad pośladkami czy obręczy na ramieniu, od prostych rysunków z katalogu wykonanych siną farbą.
- Skończyły się czasy tatuażu komercyjnego, zmałpowanego po gwiazdach show-biznesu. Tatuowaniem coraz częściej zajmują się wykształceni artyści - podkreśla Nita. - Moim zdaniem krok dzieli nas od tego, żeby na akademiach sztuk pięknych pojawił się taki kierunek studiów.
Zmienia się też paleta barw. Na ciele można już rysować ponad 70 kolorami, a wzór zależy wyłącznie od wyobraźni tatuowanego i talentu plastyka. - Przychodzą do mojego studia lekarze, prawnicy, biznesmeni - wylicza Błaszczyński. - Im starsi, tym dojrzalsze są ich oczekiwania. Tym bardziej przemyślane koncepcje zdobienia ciała.
Czy istnieje jakiś modelowy obraz osoby tatuującej się? - Nie ma żadnej prawidłowości - mówią zgodnie pasjonaci rysunku na ciele.
Podczas piątkowego spotkania publiczny pokaz tatuowania dał Szymon "Saper" Maliszewski, częstochowianin planujący otworzyć własne studio. Przyznał, że taki "występ" nie był łatwym zadaniem. - Ale to nic w porównaniu z tym, jak robiłem pierwszy tatuaż. Pamiętam, że ręce mi się trzęsły, ale udało się. Co prawda było to "dzieło", którym dziś nie ma co się szczycić. To był napis "Biała siła" wykonany chińskimi znakami.
Jego najwierniejszy model "Forti" twierdzi, że gotów się poddać każdej wizji artystycznej "Sapera". - Mam 19 tatuaży, z czego 11 to jego dzieło. Planuję mieć ich 77 - zapowiada.
Dlaczego? - Bo to punkowska liczba - tłumaczy.
Bodypainting i piercing nie budzą takich emocji jak tatuaż. - To zajęcia specyficzne, ale nie tak ostateczne, bo kolczyk można zdjąć, a makijaż zmyć - tłumaczy Błaszczyński. - Wszystko to jednak wiąże się z głębszą filozofią, pragnieniem indywidualnego ozdobienia ciała.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa