Rozpoczęła się walka o frekwencję w referendum
2009-11-09
, aktualizacja: 09.11.2009 22:00
Dla zwolenników referendum w sprawie odwołania prezydenta Częstochowy żarty się skończyły. Do końca tygodnia muszą przekonać mieszkańców, by wzięli udział w niedzielnym głosowaniu.
ZOBACZ TAKŻE
- Tadeusz Wrona: Sam przeciw wszystkim (13-11-09, 14:45)
- Czy Częstochowa odwoła prezydenta (13-11-09, 01:00)
- Co częstochowianie mają do prezydenta Wrony? (13-11-09, 19:00)
- Sąd odrzucił dwa protesty referendalne (11-11-09, 18:34)
SONDAŻ
O tym, że nie jest to proste przekonali się inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydenta Gliwic. W niedzielę obywatele tego miasta zostali w domach. Frekwencja okazała się prawie o połowę niższa niż wymagana do ważności głosowania.
Taka postawa mieszkańców Częstochowy ucieszyłaby Wspólnotę Samorządową, czyli ugrupowanie prezydenta Tadeusza Wrony, którego losy rozstrzygną się 15 listopada. Szef klubu radnych Konrad Głębocki wierzy w niską frekwencję: - Niewielki procent mieszkańców chce brać udział w awanturach politycznych na rok przed terminowymi wyborami - przekonuje. - Zdecydowana większość szanuje kadencyjność funkcjonowania władz miasta.
- Ale tam w Gliwicach chodziło o błahostkę, czyli likwidację połączeń tramwajowych - uważa Leszek Kulawik, jeden z inicjatorów częstochowskiego referendum. - U nas Wrona likwiduje całe miasto, nie dbając o jego rozwój.
Wspólnota nie chce zdradzić, jakie niespodzianki szykuje na ostatnie dni przed referendum. Na razie przekonuje częstochowian, by w głosowaniu udziału nie brali. W ulotkach, które w ostatnią niedzielę były rozdawane przed kościołami nazywa referendum "nadużyciem demokracji", bo prezydent został wybrany na cztery lata i powinien mieć czas na spełnienie wyborczych obietnic. Z kolei w swoim liście do "drogich częstochowian" Tadeusz Wrona straszy "utratą wiarygodności poprzez polityczną destabilizację", droższymi kredytami na inwestycje, kłopotami z pozyskiwaniem i wykorzystaniem środków unijnych. - Inicjatorzy referendum przywracają tradycję liberum veto, która doprowadziła do upadku Rzeczpospolitej - ocenia prezydent.
- Liberum veto?! - denerwuje się poseł Halina Rozpondek z PO. - Pan prezydent powinien doskonale wiedzieć, w końcu był także posłem, że konstytucja prawo do referendum porównuje z prawem wyborczym, a to jest przecież podstawa demokracji!
To dlatego do udziału w referendum zgodnie namawiają PO, PiS i SLD. Radni tych partii przyjęli nawet wspólne stanowisko w tej sprawie.
- Nie atakujemy prezydenta, a jedynie apelujemy do mieszkańców, by sami podjęli decyzję w sprawie przyszłości miasta - mówi Rozpondek.
Jak to robią? - Przygotowaliśmy ponad 5 tys. niewielkich plakatów z napisem "Zdecyduj o przyszłości Częstochowy" i przypomnieniem daty referendum - wylicza posłanka. - Można je zobaczyć w mieście. Rozdamy też około 10 tys. ulotek, w których podajemy nasze pomysły na Częstochowę, by mieszkańcy mogli wybrać, jak zarządzanego miasta chcą.
Lokalny PiS plakatów i ulotek w planie nie ma. - Ale na każdym spotkaniu, czyli po kilka lub kilkanaście razy dziennie namawiamy mieszkańców do udziału w głosowaniu - twierdzi poseł Szymon Giżyński.
Lewica przygotowała stronę internetową www.wybierzmyprzyszłość.pl. W miasto "pchnęła" pięć samochodów z lawetami wzywającymi do udziału w referendum, np. napisem "Powstań z kolan Częstochowo". Jako ulotki chce rozdawać zmniejszone wersje obwieszczenia komisarza wyborczego o referendum. - Bo urząd miasta bardzo się stara, żeby tych obwieszczeń nie było widać - ocenia Marek Balt, szef miejskiego SLD. - Powiesimy je także na klatkach schodowych w spółdzielniach mieszkaniowych, mamy na to zgodę prezesów. Poza tym wysłaliśmy do komitetu referendalnego kilkunastu wolontariuszy, żeby pomagali np. rozdawać specjalne kalendarze, które zaczynają się od 15 listopada, czyli daty referendum.
Kilkaset obwieszczeń przygotowali też inicjatorzy referendum. - Trafią w okna wystawowe, do pubów i klubów, żeby nie zamakały i nikt ich nie zrywał - wylicza Kulawik. - Będą też naklejki do rozdawania i flagi referendalne, które powiesimy na słupach. Mamy już umowę z zakładem energetycznym.
Jak twierdzi Kulawik, w żadnym z tych materiałów nie będzie zarzutów do Wrony. - Częstochowianie swój rozum mają i doskonale wiedzą, jak oceniać rządy prezydenta.
Nikt za to nie chce się przyznać do prezerwatyw, które pojawiły się w ubiegłym tygodniu. Na opakowaniu jest napis "ZABEZPIECZ SIĘ PRZED WRONĄ" i adres www.wywalptaka.pl. Każdy, kto wpisze ten adres w interenecie, znajdzie się na oficjalnej stronie komitetu referendalnego. - Akcja się rozrasta i każdy robi, co może - twierdzi Marek Drygas z komitetu.
Aby częstochowskie referendum było ważne, w niedzielę głosy musi oddać 30 788 osób. To oznacza 16-procentową frekwencję. W Gliwicach do urn poszło niespełna 12 proc. uprawnionych, a powinno było ok. 22
Taka postawa mieszkańców Częstochowy ucieszyłaby Wspólnotę Samorządową, czyli ugrupowanie prezydenta Tadeusza Wrony, którego losy rozstrzygną się 15 listopada. Szef klubu radnych Konrad Głębocki wierzy w niską frekwencję: - Niewielki procent mieszkańców chce brać udział w awanturach politycznych na rok przed terminowymi wyborami - przekonuje. - Zdecydowana większość szanuje kadencyjność funkcjonowania władz miasta.
- Ale tam w Gliwicach chodziło o błahostkę, czyli likwidację połączeń tramwajowych - uważa Leszek Kulawik, jeden z inicjatorów częstochowskiego referendum. - U nas Wrona likwiduje całe miasto, nie dbając o jego rozwój.
Wspólnota nie chce zdradzić, jakie niespodzianki szykuje na ostatnie dni przed referendum. Na razie przekonuje częstochowian, by w głosowaniu udziału nie brali. W ulotkach, które w ostatnią niedzielę były rozdawane przed kościołami nazywa referendum "nadużyciem demokracji", bo prezydent został wybrany na cztery lata i powinien mieć czas na spełnienie wyborczych obietnic. Z kolei w swoim liście do "drogich częstochowian" Tadeusz Wrona straszy "utratą wiarygodności poprzez polityczną destabilizację", droższymi kredytami na inwestycje, kłopotami z pozyskiwaniem i wykorzystaniem środków unijnych. - Inicjatorzy referendum przywracają tradycję liberum veto, która doprowadziła do upadku Rzeczpospolitej - ocenia prezydent.
- Liberum veto?! - denerwuje się poseł Halina Rozpondek z PO. - Pan prezydent powinien doskonale wiedzieć, w końcu był także posłem, że konstytucja prawo do referendum porównuje z prawem wyborczym, a to jest przecież podstawa demokracji!
To dlatego do udziału w referendum zgodnie namawiają PO, PiS i SLD. Radni tych partii przyjęli nawet wspólne stanowisko w tej sprawie.
- Nie atakujemy prezydenta, a jedynie apelujemy do mieszkańców, by sami podjęli decyzję w sprawie przyszłości miasta - mówi Rozpondek.
Jak to robią? - Przygotowaliśmy ponad 5 tys. niewielkich plakatów z napisem "Zdecyduj o przyszłości Częstochowy" i przypomnieniem daty referendum - wylicza posłanka. - Można je zobaczyć w mieście. Rozdamy też około 10 tys. ulotek, w których podajemy nasze pomysły na Częstochowę, by mieszkańcy mogli wybrać, jak zarządzanego miasta chcą.
Lokalny PiS plakatów i ulotek w planie nie ma. - Ale na każdym spotkaniu, czyli po kilka lub kilkanaście razy dziennie namawiamy mieszkańców do udziału w głosowaniu - twierdzi poseł Szymon Giżyński.
Lewica przygotowała stronę internetową www.wybierzmyprzyszłość.pl. W miasto "pchnęła" pięć samochodów z lawetami wzywającymi do udziału w referendum, np. napisem "Powstań z kolan Częstochowo". Jako ulotki chce rozdawać zmniejszone wersje obwieszczenia komisarza wyborczego o referendum. - Bo urząd miasta bardzo się stara, żeby tych obwieszczeń nie było widać - ocenia Marek Balt, szef miejskiego SLD. - Powiesimy je także na klatkach schodowych w spółdzielniach mieszkaniowych, mamy na to zgodę prezesów. Poza tym wysłaliśmy do komitetu referendalnego kilkunastu wolontariuszy, żeby pomagali np. rozdawać specjalne kalendarze, które zaczynają się od 15 listopada, czyli daty referendum.
Kilkaset obwieszczeń przygotowali też inicjatorzy referendum. - Trafią w okna wystawowe, do pubów i klubów, żeby nie zamakały i nikt ich nie zrywał - wylicza Kulawik. - Będą też naklejki do rozdawania i flagi referendalne, które powiesimy na słupach. Mamy już umowę z zakładem energetycznym.
Jak twierdzi Kulawik, w żadnym z tych materiałów nie będzie zarzutów do Wrony. - Częstochowianie swój rozum mają i doskonale wiedzą, jak oceniać rządy prezydenta.
Nikt za to nie chce się przyznać do prezerwatyw, które pojawiły się w ubiegłym tygodniu. Na opakowaniu jest napis "ZABEZPIECZ SIĘ PRZED WRONĄ" i adres www.wywalptaka.pl. Każdy, kto wpisze ten adres w interenecie, znajdzie się na oficjalnej stronie komitetu referendalnego. - Akcja się rozrasta i każdy robi, co może - twierdzi Marek Drygas z komitetu.
Aby częstochowskie referendum było ważne, w niedzielę głosy musi oddać 30 788 osób. To oznacza 16-procentową frekwencję. W Gliwicach do urn poszło niespełna 12 proc. uprawnionych, a powinno było ok. 22
- 180 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Rozpoczęła się walka o frekwencję w referendum
edgard4
09.11.09, 22:15
Zabezpieczyć to się można na jeden sposób: skreśl TAK!»
-
Nie idąc na głosowanie, też głosuję!
dar331
10.11.09, 09:39
to jest nawet wygodniejsze niż głosowanie przez internet;»
-
Sondaż w sprawie referendum - wyniki reprezentatyw
socjolog2424
11.11.09, 01:10
Niezależna agencja badania opinii publicznej z Częstochowy przeprowadziła sondaż w sprawie referendum. Próba 260 osób. Jego wyniki są szokujące. Dostępne na reopinion.pl/badania.html»




więcej zdjęć