Leszek Kulawik, jeden z inicjatorów referendum: - Częstochowianie nie zatrudnili prezydenta, żeby kradł i gwałcił. Zatrudnili go, żeby rozwijał miasto. Nie zrobił tego, czyli źle pracował. Złego pracownika należy zwolnić.
- Referendum nie jest biczem na nieuczciwą władzę, ale faktycznie pozostaje narzędziem kontroli politycznej mieszkańców. Nie podoba im się prezydent, nie są zadowoleni z jego rządów - mają prawo go odwołać - potwierdza dr Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
A częstochowianie nie są zadowoleni z prezydenta i miasta. Gdy rok temu firma SMG/KRC badająca opinię publiczną sprawdzała na zlecenie "Gazety", czy mieszkańcy naszego miasta widzą wokół siebie zmiany na lepsze, okazało się, że na 26 dużych miast gorzej wypadł tylko Szczecin. Swego prezydenta gorzej niż w Częstochowie ocenili tylko mieszkańcy Łodzi i Szczecina. Tegoroczna Diagnoza Społeczna 2009 też nie wypadła dla Częstochowy korzystnie - jej mieszkańcy czują się biedni, chorzy i nieszczęśliwi. - Nie można na podstawie naszych badań odpowiedzieć, w czym władza zawiodła - zastrzega autor Diagnozy prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny. - Ale że zawiodła, nie ulega wątpliwości: poziom życia mieszkańców w znacznej mierze zależy od działań lokalnej władzy.
Niechętni Wronie zarzucają mu, że więcej robi dla pątników niż dla mieszkańców. Bo drogi remontuje głównie wokół Jasnej Góry, a kierowcy w innych częściach miasta stoją w korkach albo tłuką się po dziurach. Bo stworzył muzeum pielgrzymstwa, które mieszkańców nie interesuje, a pielgrzymi i tak poza klasztor nie wychodzą.(...)
Gdy przeciwnicy zarzucają Wronie, że nadmiernie zadłuża miasto, on niezmiennie zapewnia, że zadłużenie jest na bezpiecznym poziomie i wylicza, jakie kwoty poszły na inwestycje. (...)
- Uważa, że Częstochowa i on to jedno - uważa Halina Rozpondek. Nie bezzasadnie, skoro Wrona publicznie stwierdza, że deprecjonowanie prezydenta to deprecjonowanie miasta. (...)
Nie dopuszcza też myśli, że zarzuty stawiane mu przez organizatorów referendum mogą być prawdziwe. Dla niego to tylko polityczna gra SLD, na którą nałożyły się "partykularne działania wąskiej grupy osób" sprzeciwiających się jego inwestycyjnym planom. Do dziś uważa, że odwołanie sprzed lat także spowodowała wyłącznie polityczna akcja lewicy. Jest przekonany, że było to jedno z większych nieszczęść, jakie spotkały Częstochowę. Na dowód ma dane o zadłużeniu miasta. Gdy rządził po raz pierwszy, nie było go wcale, potem gwałtownie urosło, a od jego powrotu do magistratu się stabilizuje. Teraz - gdyby został odwołany - Częstochowę w najlepszym razie czeka stagnacja.
Cały tekst czytaj w dzisiejszej papierowej "Gazecie Wyborczej"
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa