Wrona: ich zarzuty są na granicy absurdu
13.11.2009
, aktualizacja: 13.11.2009 15:03
Kiedyś mit o konflikcie między miastem dla pielgrzymów a miastem dla mieszkańców przyniósł Częstochowie wiele nieszczęść. Gdy w PRL-u "chroniono" ją przed napływem pielgrzymów, w praktyce zahamowano jej naturalny rozwój
ZOBACZ TAKŻE
- Prezydent Częstochowy musi odejść (16-11-09, 01:00)
- Częstochowa: Tadeusz Wrona odwołany (15-11-09, 23:34)
- Tadeusz Wrona: Sam przeciw wszystkim (13-11-09, 14:45)
- Co częstochowianie mają do prezydenta Wrony? (13-11-09, 19:00)
Prezydent Tadeusz Wrona o najważniejszych zarzutach stawianych mu przez organizatorów referendum:
Częstochowa jest miastem bardziej dla pielgrzymów niż mieszkańców.
- Częstochowa ze względu na swoją tradycję spełnić powinna dwie misje: być silnym ośrodkiem gospodarczym i akademickim, miastem zapewniającym wysoką jakość życia wszystkim mieszkańcom, a jednocześnie spełniać funkcję ośrodka pielgrzymkowego o światowym znaczeniu. Taki dualny kierunek rozwoju zyskał poparcie mieszkańców wyrażane w wyborach, a także potwierdzany był w sondażach opinii publicznej. Znalazł swoje odzwierciedlenie w strategii rozwoju miasta.
Nie istnieje tu konflikt. W mieście, w którym dobrze żyje się mieszkańcom, dobrze się także czuje przyjezdny pielgrzym lub turysta. Można tu zadać podobne pytanie: czy Kraków jest miastem bardziej dla turystów, czy dla mieszkańców? I tak samo popadniemy w pułapkę nonsensu. Czy lepiej żyłoby się mieszkańcom, gdyby nie były zmodernizowane parki podjasnogórskie? Czy III Aleja po modernizacji służy tylko pielgrzymom, czy także mieszkańcom? Czy bardziej z remontu ul. Kordeckiego korzystają przybywający tu na kilka godzin pielgrzymi, a mniej mieszkający stale przy tej ulicy częstochowianie?
Teza ta jest mitem. Kiedyś ten mit przyniósł Częstochowie wiele nieszczęść, gdy "chroniąc" w PRL-u miasto przed napływem pielgrzymów, w praktyce zahamowano jego naturalny rozwój. Czy więc warto jeszcze raz powtarzać błędy z lat 50. XX wieku?
Tadeusz Wrona jest człowiekiem kruchty.
- Jestem osobą wierzącą i jako katolik mam moralny obowiązek kierować się w życiu prywatnym i publicznym wyznawanymi wartościami. Nie jest czymś złym dla wspólnoty, gdy wybrany przez nią lider kieruje się takimi zasadami jak uczciwość, prawdomówność, solidarność i miłosierdzie wobec słabszych. Świat byłby lepszy, gdyby wszyscy politycy przestrzegali praw zawartych w Dekalogu.
Określenie, że ktoś jest człowiekiem kruchty, jest niezrozumiałe i uwłaczające. Oznacza bowiem piętnowanie ludzi wierzących, uczestniczących w życiu Kościoła.
Praktyka ostatnich siedmiu lat pełnienia funkcji prezydenta miasta pokazuje, że wykonując pracę dla samorządu, nie faworyzowałem żadnej grupy społecznej czy wyznaniowej. Wypełniam swoje obowiązki w sposób bezstronny, zgodny z konstytucyjną zasadą równości wszystkich obywateli wobec prawa.
Inwestycje w mieście nie służą jego rozwojowi.
- Jest to też twierdzenie na granicy absurdu. W swojej wymowie przypomina to słynny dylemat związany z twierdzeniem pewnego Kreteńczyka: "Wszyscy Kreteńczycy kłamią". I dojdź tu, czy to twierdzenie jest prawdziwe. W przypadku wspomnianego określenia o tym, że inwestycje nie służą rozwojowi, mamy podobny nonsens. Każdy może mieć swoją wizję rozwoju, nie istnieje program działań zadowalający wszystkich. Inwestycje w mieście realizuje się we wszystkich sferach zadań publicznych samorządu: od dróg, przez budynki mieszkalne, szkoły, hale sportowe, kanalizację, obiekty służące ochronie zdrowia czy kulturze, po boiska. Należy więc ustalić, jaki rozwój oraz jakie inwestycje ma autor tego twierdzenia na myśli.
Warto tu zauważyć: w latach 2003-2008 suma wydatków inwestycyjnych wyniosła 737 mln zł. Spowodowało to wzrost wartości majątku komunalnego (przy odliczeniu amortyzacji) z 168 mln zł do 695 mln zł, a więc o 527 mln zł. To jest wartość wymierna, której nie można zanegować. W związku z tym wprowadza się domniemanie - może nie takie inwestycje, może nie taki rozwój? Wypada jednak wówczas samemu zaproponować inny program rozwoju i inny kierunek wydatków inwestycyjnych.
Częstochowa jest miastem bardziej dla pielgrzymów niż mieszkańców.
- Częstochowa ze względu na swoją tradycję spełnić powinna dwie misje: być silnym ośrodkiem gospodarczym i akademickim, miastem zapewniającym wysoką jakość życia wszystkim mieszkańcom, a jednocześnie spełniać funkcję ośrodka pielgrzymkowego o światowym znaczeniu. Taki dualny kierunek rozwoju zyskał poparcie mieszkańców wyrażane w wyborach, a także potwierdzany był w sondażach opinii publicznej. Znalazł swoje odzwierciedlenie w strategii rozwoju miasta.
Nie istnieje tu konflikt. W mieście, w którym dobrze żyje się mieszkańcom, dobrze się także czuje przyjezdny pielgrzym lub turysta. Można tu zadać podobne pytanie: czy Kraków jest miastem bardziej dla turystów, czy dla mieszkańców? I tak samo popadniemy w pułapkę nonsensu. Czy lepiej żyłoby się mieszkańcom, gdyby nie były zmodernizowane parki podjasnogórskie? Czy III Aleja po modernizacji służy tylko pielgrzymom, czy także mieszkańcom? Czy bardziej z remontu ul. Kordeckiego korzystają przybywający tu na kilka godzin pielgrzymi, a mniej mieszkający stale przy tej ulicy częstochowianie?
Teza ta jest mitem. Kiedyś ten mit przyniósł Częstochowie wiele nieszczęść, gdy "chroniąc" w PRL-u miasto przed napływem pielgrzymów, w praktyce zahamowano jego naturalny rozwój. Czy więc warto jeszcze raz powtarzać błędy z lat 50. XX wieku?
Tadeusz Wrona jest człowiekiem kruchty.
- Jestem osobą wierzącą i jako katolik mam moralny obowiązek kierować się w życiu prywatnym i publicznym wyznawanymi wartościami. Nie jest czymś złym dla wspólnoty, gdy wybrany przez nią lider kieruje się takimi zasadami jak uczciwość, prawdomówność, solidarność i miłosierdzie wobec słabszych. Świat byłby lepszy, gdyby wszyscy politycy przestrzegali praw zawartych w Dekalogu.
Określenie, że ktoś jest człowiekiem kruchty, jest niezrozumiałe i uwłaczające. Oznacza bowiem piętnowanie ludzi wierzących, uczestniczących w życiu Kościoła.
Praktyka ostatnich siedmiu lat pełnienia funkcji prezydenta miasta pokazuje, że wykonując pracę dla samorządu, nie faworyzowałem żadnej grupy społecznej czy wyznaniowej. Wypełniam swoje obowiązki w sposób bezstronny, zgodny z konstytucyjną zasadą równości wszystkich obywateli wobec prawa.
Inwestycje w mieście nie służą jego rozwojowi.
- Jest to też twierdzenie na granicy absurdu. W swojej wymowie przypomina to słynny dylemat związany z twierdzeniem pewnego Kreteńczyka: "Wszyscy Kreteńczycy kłamią". I dojdź tu, czy to twierdzenie jest prawdziwe. W przypadku wspomnianego określenia o tym, że inwestycje nie służą rozwojowi, mamy podobny nonsens. Każdy może mieć swoją wizję rozwoju, nie istnieje program działań zadowalający wszystkich. Inwestycje w mieście realizuje się we wszystkich sferach zadań publicznych samorządu: od dróg, przez budynki mieszkalne, szkoły, hale sportowe, kanalizację, obiekty służące ochronie zdrowia czy kulturze, po boiska. Należy więc ustalić, jaki rozwój oraz jakie inwestycje ma autor tego twierdzenia na myśli.
Warto tu zauważyć: w latach 2003-2008 suma wydatków inwestycyjnych wyniosła 737 mln zł. Spowodowało to wzrost wartości majątku komunalnego (przy odliczeniu amortyzacji) z 168 mln zł do 695 mln zł, a więc o 527 mln zł. To jest wartość wymierna, której nie można zanegować. W związku z tym wprowadza się domniemanie - może nie takie inwestycje, może nie taki rozwój? Wypada jednak wówczas samemu zaproponować inny program rozwoju i inny kierunek wydatków inwestycyjnych.
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Wrona: ich zarzuty są na granicy absurdu
wdmuchowski
13.11.09, 16:40
To Pana wypowiedzi są na granicy, nie absurdu< tylko obłędu!»
-
do hanka
jotkael
15.11.09, 17:25
u mnie nic nie bylo»


