Baba z owcami, czyli luka w słowniku
20.11.2009
, aktualizacja: 20.11.2009 19:06
Jura: skałki białe, trawa zielona, na trawie owce jak obłoczki. Nad owcami... No właśnie, kto? W górach odpowiedź jest prosta: baca i juhas. U nas niby też, tyle że jedno i drugie to często gęsto kobieta. I tu wyłazi dziura w języku. Bo jak taką kobietę nazwać?
Jura: skałki białe, trawa zielona, na trawie owce jak obłoczki. Nad owcami... No właśnie, kto? W górach odpowiedź jest prosta: baca i juhas. U nas niby też, tyle że jedno i drugie to często gęsto kobieta. I tu wyłazi dziura w języku. Bo jak taką kobietę nazwać?
- Juhaska, to nie ulega wątpliwości - decyduje od razu prof. Jan Miodek. - Ale kobieta baca? Nie ma takiego słowa.
- Może bacina? Jak gaździna.
- Bacina, hmmm. Dziwnie to będzie brzmiało, strasznie dziwnie. To już chyba wolałbym bacówkę. Też nie: to ugruntowane określenie szałasu. Sytuacja bez wyjścia... Backa? Też dziwne. Jaką by tu znaleźć analogię...? Poeta i poetka. Baca i... No to chyba jednak backa.
A może wyważamy otwarte drzwi? Może inni sobie poradzili? Są w całym kraju Regionalne Związki Hodowców Owiec i Kóz. Weźmy ten w Białymstoku i spytajmy, jak tam u nich.
Niestety, przedstawiciel związku zeznaje, że u nich nie ma ani baców, ani juhasów. Mówi się gospodarz i pasterz, więc będzie gospodyni, pasterka i koniec.
Na wszelki wypadek sprawdzamy jeszcze w górach. Piotr Kohut należy do Tatrzańsko-Beskidzkiej Spółdzielni Producentów, która jednoczy gazdów z Tatr, Podhala, Spisza, Pienin, Żywiecczyzny i Beskidu Śląskiego.
- Zdarza się i zdarzało dawniej, że gdzieś bacuje albo juhasi kobieta. Bo jak ojciec zmarł i w domu zostały córki, to kto ma się owcami zajmować? Ale nie nazywało się ich jakoś specjalnie. No, na żonę bacy mawiało się bacowa - wyjaśnia.
Gdy słyszy pytanie, czy kobieta baca może być backą, śmieje się i śmieje. A potem tłumaczy, że problem jest głębszy.
Oto słowo juhas - stosunkowo młode - pochodzi z języka węgierskiego, gdzie oznaczało po prostu owczarza. - U nas kiedyś na pasącego owce mówiło się owcorz. Jak za Austro-Węgier panami stali się Węgrzy, to i słowo juhas przyszło - opowiada Kohut. - Za to baca (od baczenia, doglądania) jest słowem bardzo starym. Oznacza kogoś bardzo ważnego. Bo baca to szef ekonomiczny przedsiębiorstwa, jakim jest stado owiec. Mało tego, kiedyś też leczył i czarował, był pierwszym po wójcie. Do dzisiaj stare rody bacowskie mają specjalne honory, choćby pierwsze ławki w kościele. Dlatego trudno uznać, żeby ktoś, kto ma owce na Jurze, był od razu bacą - jest po prostu ich właścicielem. Żeby zaistniał baca, musiałby zebrać owce od kilkudziesięciu właścicieli (bo i my nie pasiemy tylko swoich zwierząt; mamy cudze), dogadać się z nimi o warunki wypasu, wyprowadzić owce, zbudować bacówkę i tam robić sery. A juhas to - wiadomo - najemnik do pasienia. Dlatego myślę, że u was lepiej by się sprawdzały słowa gospodyni (właścicielka stada) i pasterka. Albo trzeba wymyślić jakieś zupełnie nowe.
Czemu nie? Tylko jakie? Pierwsza propozycja padła wewnątrz redakcji: nie juhaska, tylko juha. Gorzej z backą. Zapraszamy Czytelników do zabawy w słowotwórstwo. Czekamy na projekty nazw: 034 367 20 20 i listy@czestochowa.agora.pl. A na autorów projektów czekają nagrody - słowniki.
- Juhaska, to nie ulega wątpliwości - decyduje od razu prof. Jan Miodek. - Ale kobieta baca? Nie ma takiego słowa.
- Może bacina? Jak gaździna.
- Bacina, hmmm. Dziwnie to będzie brzmiało, strasznie dziwnie. To już chyba wolałbym bacówkę. Też nie: to ugruntowane określenie szałasu. Sytuacja bez wyjścia... Backa? Też dziwne. Jaką by tu znaleźć analogię...? Poeta i poetka. Baca i... No to chyba jednak backa.
A może wyważamy otwarte drzwi? Może inni sobie poradzili? Są w całym kraju Regionalne Związki Hodowców Owiec i Kóz. Weźmy ten w Białymstoku i spytajmy, jak tam u nich.
Niestety, przedstawiciel związku zeznaje, że u nich nie ma ani baców, ani juhasów. Mówi się gospodarz i pasterz, więc będzie gospodyni, pasterka i koniec.
Na wszelki wypadek sprawdzamy jeszcze w górach. Piotr Kohut należy do Tatrzańsko-Beskidzkiej Spółdzielni Producentów, która jednoczy gazdów z Tatr, Podhala, Spisza, Pienin, Żywiecczyzny i Beskidu Śląskiego.
- Zdarza się i zdarzało dawniej, że gdzieś bacuje albo juhasi kobieta. Bo jak ojciec zmarł i w domu zostały córki, to kto ma się owcami zajmować? Ale nie nazywało się ich jakoś specjalnie. No, na żonę bacy mawiało się bacowa - wyjaśnia.
Gdy słyszy pytanie, czy kobieta baca może być backą, śmieje się i śmieje. A potem tłumaczy, że problem jest głębszy.
Oto słowo juhas - stosunkowo młode - pochodzi z języka węgierskiego, gdzie oznaczało po prostu owczarza. - U nas kiedyś na pasącego owce mówiło się owcorz. Jak za Austro-Węgier panami stali się Węgrzy, to i słowo juhas przyszło - opowiada Kohut. - Za to baca (od baczenia, doglądania) jest słowem bardzo starym. Oznacza kogoś bardzo ważnego. Bo baca to szef ekonomiczny przedsiębiorstwa, jakim jest stado owiec. Mało tego, kiedyś też leczył i czarował, był pierwszym po wójcie. Do dzisiaj stare rody bacowskie mają specjalne honory, choćby pierwsze ławki w kościele. Dlatego trudno uznać, żeby ktoś, kto ma owce na Jurze, był od razu bacą - jest po prostu ich właścicielem. Żeby zaistniał baca, musiałby zebrać owce od kilkudziesięciu właścicieli (bo i my nie pasiemy tylko swoich zwierząt; mamy cudze), dogadać się z nimi o warunki wypasu, wyprowadzić owce, zbudować bacówkę i tam robić sery. A juhas to - wiadomo - najemnik do pasienia. Dlatego myślę, że u was lepiej by się sprawdzały słowa gospodyni (właścicielka stada) i pasterka. Albo trzeba wymyślić jakieś zupełnie nowe.
Czemu nie? Tylko jakie? Pierwsza propozycja padła wewnątrz redakcji: nie juhaska, tylko juha. Gorzej z backą. Zapraszamy Czytelników do zabawy w słowotwórstwo. Czekamy na projekty nazw: 034 367 20 20 i listy@czestochowa.agora.pl. A na autorów projektów czekają nagrody - słowniki.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień



