W centrum Częstochowy zawalił się dach
2010-02-04
, aktualizacja: 04.02.2010 21:31
Z kamienicy w II Alei spadł na chodnik długi kawał blachy obciążony śniegiem. Służył za dach balkonom trzeciego piętra. - To cud, że nikogo nie zabił - komentują przechodnie.
ZOBACZ TAKŻE
- Policja nie odśnieżała - wiata się zawaliła (04-02-10, 10:58)
- Problem odśnieżania wciąż aktualny (07-02-10, 21:55)
- Wszystko wyglądało jak w filmie katastroficznym - mówią ekspedientki. Ze swojego sklepu widziały spadającą część dachu z kamienicy przy Al. NMP 40. Długi arkusz pofalowanego metalu osłaniał balkony trzeciego piętra, nie wytrzymał ciężaru śniegu i lodu.
Najpierw ekspedientki usłyszały hałas. Spojrzały w okno - akurat żeby zobaczyć, jak część blaszanej konstrukcji odrywa się od ściany i uderza o balkon. - Na szczęście było to bardzo głośne uderzenie - opowiadają. - Kiedy metal zahaczył o balkon, chodnikiem szła kobieta. Usłyszała huk i spojrzała w górę. W tym czasie druga część blachy oderwała się i zaczęła spadać. Kobieta chciała uciekać, ale przewróciła się w zaspę. Konstrukcja - kawał metalu - uderzyła o chodnik dosłownie kilkanaście centymetrów obok niej. Tamta pani podniosła się i odbiegła, musiała być chyba w szoku.
- Strach pomyśleć, co by było, gdyby zamiast niej szedł tędy jakiś nastolatek ze słuchawkami w uszach. Na pewno by niczego nie usłyszał i nie odskoczył. Trup na miejscu, nie byłoby co zbierać - komentują świadkowie wypadku.
To rzeczywiście szczęśliwy zbieg okoliczności, że nikogo więcej nie było na chodniku: to bardzo ruchliwe miejsce w centrum miasta, w dodatku w szczycie komunikacyjnym, bo ok. godz. 15.
Północną nitkę II Alei wypełniły wozy służb ratunkowych. Wszystkie inne samochody musiały korzystać z objazdu. Strażacy ogrodzili część chodnika pod zawalonym dachem i cięli resztki metalu sterczące z trzeciego piętra.
Dlaczego doszło do oberwania się konstrukcji?
- Wszystko dokładnie zbadamy. Na razie sądzimy, że doszło do przeciążenia: lód. Zabezpieczamy teren, a strażacy likwidują to, co może nadal zagrażać ludziom - tłumaczyła Krystyna Prokopska, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, wezwana na miejsce. - Właściciel budynku [z tabliczki na ścianie wynika, że to ZGM - przyp. red.] poinformował nas, że na godz. 20 w czwartek miał zamówioną zwyżkę i ludzi do usuwania z dachu śniegu i lodu. Do wypadku doszło kilka godzin wcześniej. Kto mógł to przewidzieć?
Świadkowie twierdzą jednak, że w czasie, kiedy część konstrukcji spadła, na dachu byli ludzie: - Coś tam robili. A ich zachowanie po tym wszystkim było po prostu skandaliczne. Kiedy ten kawał blachy zleciał, spojrzeli w dół i spokojnie zaczęli zwijać liny, które mieli ze sobą. Skoro na dachu było sprzątanie, teren na dole powinien zostać ogrodzony taśmą, żeby nikt nie mógł na niego wejść.
Najpierw ekspedientki usłyszały hałas. Spojrzały w okno - akurat żeby zobaczyć, jak część blaszanej konstrukcji odrywa się od ściany i uderza o balkon. - Na szczęście było to bardzo głośne uderzenie - opowiadają. - Kiedy metal zahaczył o balkon, chodnikiem szła kobieta. Usłyszała huk i spojrzała w górę. W tym czasie druga część blachy oderwała się i zaczęła spadać. Kobieta chciała uciekać, ale przewróciła się w zaspę. Konstrukcja - kawał metalu - uderzyła o chodnik dosłownie kilkanaście centymetrów obok niej. Tamta pani podniosła się i odbiegła, musiała być chyba w szoku.
- Strach pomyśleć, co by było, gdyby zamiast niej szedł tędy jakiś nastolatek ze słuchawkami w uszach. Na pewno by niczego nie usłyszał i nie odskoczył. Trup na miejscu, nie byłoby co zbierać - komentują świadkowie wypadku.
To rzeczywiście szczęśliwy zbieg okoliczności, że nikogo więcej nie było na chodniku: to bardzo ruchliwe miejsce w centrum miasta, w dodatku w szczycie komunikacyjnym, bo ok. godz. 15.
Północną nitkę II Alei wypełniły wozy służb ratunkowych. Wszystkie inne samochody musiały korzystać z objazdu. Strażacy ogrodzili część chodnika pod zawalonym dachem i cięli resztki metalu sterczące z trzeciego piętra.
Dlaczego doszło do oberwania się konstrukcji?
- Wszystko dokładnie zbadamy. Na razie sądzimy, że doszło do przeciążenia: lód. Zabezpieczamy teren, a strażacy likwidują to, co może nadal zagrażać ludziom - tłumaczyła Krystyna Prokopska, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, wezwana na miejsce. - Właściciel budynku [z tabliczki na ścianie wynika, że to ZGM - przyp. red.] poinformował nas, że na godz. 20 w czwartek miał zamówioną zwyżkę i ludzi do usuwania z dachu śniegu i lodu. Do wypadku doszło kilka godzin wcześniej. Kto mógł to przewidzieć?
Świadkowie twierdzą jednak, że w czasie, kiedy część konstrukcji spadła, na dachu byli ludzie: - Coś tam robili. A ich zachowanie po tym wszystkim było po prostu skandaliczne. Kiedy ten kawał blachy zleciał, spojrzeli w dół i spokojnie zaczęli zwijać liny, które mieli ze sobą. Skoro na dachu było sprzątanie, teren na dole powinien zostać ogrodzony taśmą, żeby nikt nie mógł na niego wejść.
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Re: Znów zawalił się dach
artutitu2
04.02.10, 18:07
Nie chcę się czepiać ale ta "seria" artykułów o "walących się dachach" to rodem z Faktua lbo jakiegos innego brukowca chyba jest zaczerpnięta. A w szczególności te tytuły "mrożące krew w »
-
W centrum Częstochowy zawalił się dach
agniecha76
04.02.10, 23:13
Zastanawiam sie kto wydal zezwolenie na owy " daszek"??Jesli chodzi o prywatne kamienice , to wymogi sa rodem z hollywood.A to , ze odcien koloru sciany nie taki,ze okno »
-
Pani Aneta powinna pracować w Superaku lub Fakcie
lamia55
05.02.10, 15:21
albo innym szmatławcu.tak się akurat składa, że przechodziłam tamtędy jak straż pożarna usuwała ten"zawalony dach". Zwykła wiata nad balkonami oderwała się z jednej strony.Ludzie stali na »




więcej zdjęć