Takiego kataklizmu leśnicy jeszcze nie widzieli

Tadeusz Piersiak
2010-02-08 , aktualizacja: 08.02.2010 18:00
A A A Drukuj
Czy to już koniec zimowych zniszczeń? Fot. Tadeusz Piersiak / AG Czy to już koniec zimowych zniszczeń?
- To, co zniszczyła trąba powietrzna, to nic w porównaniu z tym, co stało się tej zimy - mówią leśnicy
Jedziemy wzdłuż lasu drogą do Janowa. Przygięte do ziemi brzozy, połamane konary sosen. To jednak nic w porównaniu z tym, co zobaczyliśmy jadąc do osady Dziadówki w okolicach Janowa. Do Ośrodka Wypoczynkowego "Caritasu" można dojechać asfaltową drogą przez las, a w stronę Julianki prowadzi bita droga szutrowa. Przy obu widać połamane konary, powalone drzewa, a te, które jeszcze stoją, na oko nie uszkodzone, okazują się być palami zakończonymi ułamanym ostrzem. Stoją jeszcze, ale straciły korony. - Drzewom iglastym brakuje elastyczności - tłumaczyli nam leśnicy. - Kiedy obciążone lodem i śniegiem korony przygięły się, pnie nie wytrzymywały.

- W lasach jest jedna wielka tragedia - mówił nam Jerzy Zyszczak, pracownik Ośrodka "Caritasu". - Las przy Krasianowie nadaje się w 80 procentach do wycięcia.

Krasianów - niegdyś urokliwe stawy otoczone lasami - to dziś plątanina powalonych, pokrzywionych drzew, leżących konarów i sterczących w niebo. Nadleśnictwo urządziło tam kiedyś ścieżkę edukacyjną pokazującą różnorodność rosnących drzew. Teraz będą musiały iść pod topór.

Najgorsza jest jednak sytuacja w rejonie herbskim. - Tam straty będą największe - mówi nadleśniczy z Koniecpola Jan Skrzyniarz. - U nas najbardziej dotknięte były okolice Białej Wielkiej i obszar od Szczekocin w stronę Zawiercia, ale już poza regionem częstochowskim. Nasze straty w drzewostanie oceniam na trzy, cztery procenty.

Nadleśnictwo w Herbach (17,5 tys. ha) szacuje, że jego straty będą znacznie większe niż po przejściu trąby powietrznej. Mogą sięgnąć ok. dziesięciu procent, ale och oszacowanie wciąż nie jest możliwe i nikt nie da gwarancji, że nie będą większe. W czasie śnieżyc i silnego wiatru 28 stycznia i na początku lutego padły następne osłabione drzewa.

- Ze względów bezpieczeństwa nie zapuszczamy się w głąb lasów - mów inżynier nadzoru Zbigniew Hałaczkiewicz. - Straty będą również znacznie trudniejsze do usunięcia niż te po trąbie. Tam drzewa położone były pasem, tu zniszczenia są wszędzie. Drzewa leżą wśród innych, zdrowych, trudno będzie dojść do nich ze sprzętem. Usuwanie szkód może potrwać kilka lat.

Jak mówi leśnik i u nich są obszary, gdzie lokalnie straty sięgają 80, a pewnie i 100 procent. Zbigniew Hałaczkiewicz najbardziej obawia się o los młodników, gdzie straty okażą się najprawdopodobniej najwyższe.

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów