Awantura o wycięcie dębu

Eliza Kwiatkowska
2010-02-12 , aktualizacja: 12.02.2010 22:01
A A A Drukuj
Czy gmina Koszęcin złamała prawo wycinając półwieczny dąb bez pozwolenia właściciela drzewa? Drzewo było warte ponad 50 tys. zł
Ogromny dąb rósł przy ul. Mickiewicza, w pobliżu ogrodzenia prywatnego domu, ale od strony jezdni. - Został posadzony przez mojego ojca blisko pół wieku temu - mówi właścicielka posesji, przed którą rosło drzewo. - Byliśmy do niego bardzo przywiązani, towarzyszył nam całe życie.

W grudniu dąb poszedł pod topór. Ku całkowitemu zaskoczeniu właścicieli, bo ekipa przyjechała usunąć drzewo, gdy nie było ich w domu. W ciągu kilku godzin po dębie, który w obwodzie miał blisko dwa metry, pozostał tylko pieniek.

Zgodę na usunięcie blisko półwiecznego drzewa wydało gminie Koszęcin lublinieckie starostwo.

- Pozwolenia na wycinkę dębów wydajemy bardzo niechętnie, muszą przemawiać za tym naprawdę uzasadnione okoliczności - tłumaczy Tadeusz Toma, naczelnik wydziału ochrony środowiska w lublinieckim starostwie. - W tym przypadku chodziło przede wszytskim o bezpieczeństwo. Dąb stał w sąsiedztwie linii napowietrznej i jezdni, nad którą się pochylał. Jego stan pozostawiał wiele do życzenia: drzewo było chore. Dlatego, choć z bólem serca, ale musieliśmy wydać zgodę na jego usunięcie. W decyzji zwolniliśmy gminę od opłaty za wycinkę.

W tym wypadku wyniosłaby ona ponad 50 tys. zł, bo dąb miał blisko 2 m obwodu, a opłaty nalicza się od centymetra obwodu mierzonego w odpowiednim miejscu.

Koszęciński wójt Grzegorz Ziaja dodaje: - O usunięcie drzewa prosiło aż sześciu sąsiadów. Obawiali się, że dąb któregoś dnia po prostu się przewróci.

Właściciele drzewa twierdzą, że nie było chore i nie przeszkadzało energetykom, którzy kilka miesięcy wcześniej je odpowiednio przycięli.

- Suche gałęzie, które rzekomo na nim znaleźli, były po prostu ptasim gniazdem - mówi właścicielka drzewa. - Ci, którzy znają dęby, wiedzą, że ich konary rzadko się łamią. Podpisy faktycznie zostały zebrane, ale od ludzi, których sprawa właściwie nie dotyczy, bo albo nie wychodzą z domu, albo po prostu nigdy tędy nie przechodzą. Najważniejsze jednak, że gmina nie miała prawa wyciąć drzewa bez pozwolenia właścicieli działki, na której stało. Państwo zabrało nam przed laty grunt pod drogę, ale nigdy nas nie wywłaszczyło. Sprawa jest nieuregulowana. W księdze wieczystej figuruje ośmiu właścicieli działki - nie ma wśród nich gminy.

Faktycznie, podobnych przypadków jest sporo, także w Częstochowie. Przed laty państwo zabierało grunt pod drogi, ale tego nie formalizowało i do dzisiaj wiele fragmentów dróg pozostaje własnością prywatną.

Gmina upiera się: mieliśmy prawo do wycinki.

- Jesteśmy samoistnym właścicielem gruntu pod drogą, którą zarządzamy. A drzewo rosło w pasie drogowym. Gdybyśmy nie mieli prawa do tego gruntu, starostwo nigdy nie wydałoby nam pozwolenia na wycinkę - podkreśla wójt Ziaja.

Tyle że starostwo wydaje pozwolenie na podstawie wniosku gminy oraz oświadczenia, że ma ona prawo do władania gruntem.

Ale i tak naczelnik z wydziału ochrony środowiska lublinieckiego starostwa twierdzi: właściciele gruntu nie mają w takim wypadku nic do powiedzenia, bo decyzje podejmuje zarządca drogi - tutaj gmina Koszęcin.

Ustawa o ochronie przyrody mówi jednak inaczej. Przepisy jasno określają, że jeśli o wycinkę wnioskuje osoba lub instytucja, która nie jest właścicielem terenu, ale użytkownikiem, musi do wniosku dołączyć pozwolenie właściciela.

- Potwierdzam: w myśl nowych przepisów właściciel gruntu musi dać zgodę - oznajmia Jolanta Prażuch, zastępca dyrektora Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach.

W tym przypadku zgody nie było, co może oznaczać przekroczenie uprawnień przez gminnych urzędników.

Właściciele dębu złożyli doniesienie na policję o kradzież drzewa. Prokuratura oddaliła sprawę, ale zaskarżyli jej decyzję.

- Nie było dostatecznych dowodów - wyjaśnia Mariusz Godlewski, zastępca prokuratora rejonowego w Lublińcu. - Teraz to sąd zdecyduje, czy mamy się sprawą ponownie zająć, czy nie.

Podziel się

  • 28 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

  • Awantura o wycięcie dębu oszrany 12.02.10, 22:56

    A co sie stalo z drewnem po wycince ?»

  • Awantura o wycięcie dębu stangor 13.02.10, 14:43

    Powyższe komentarze po trosze mnie śmieszą i irytują.Według opisu w artykule dąb ten rósł w pasie drogowym a więc był własnościągminy niezależnie kto go posadził. Co do argumentów »

  • Awantura o wycięcie dębu krtol 13.02.10, 19:20

    Czy drzewo rośnie w pasie drogi, tylko dlatego że jest poza ogrodzeniem o tym nie przeświadcza. Mamy w domu podobna sytuacje, klona sadził jeszcze mój dziadek, teraz to piekne drzewo, było »