Krzyżacy z milionów krzyżyków
2010-02-16
, aktualizacja: 15.02.2010 22:12
Nie tylko oni: Polacy i Litwini też. 30 hafciarek wyszywa "Bitwę pod Grunwaldem" Jana Matejki - wielkości oryginalnej. Chcą zdążyć na 600-lecie starcia z zakonem. A może i trafić do księgi Guinnessa: krzyżyków będzie dużo, aż 8 milionów.
ZOBACZ TAKŻE
- 150 km muliny, czyli Bitwa pod Grunwaldem [WIDEO I ZDJĘCIA] (04-04-11, 15:23)
Hafciarki są z Działoszyna i okolic, Częstochowy, Łodzi i Białegostoku. Ich pracę koordynuje Janina Panek - częstochowianka z urodzenia, działoszynianka z wyboru. - Już na emeryturze zaczęłam wyszywać krzyżykami. To uspokaja nerwy - wspomina.
Początkowo wybierała wzory proste, dostępne w pasmanteriach z zestawami nici. Potem przeszła na trudniejsze. Wreszcie dołączyła do częstochowskiego stowarzyszenia Świat Babci Ewy, zbierającego pasjonatki robótek ręcznych. Spotkania odbywały się nad sklepikiem pasmanteryjnym o tej samej nazwie. Jego właściciele - Ewa i Kazimierz Lisowie - natchnęli panią Janinę i postanowiła wyszyć coś naprawdę skomplikowanego. Pan Kazimierz akurat wtedy kupił specjalny program komputerowy, który przerabiał obraz - np. zdjęcie - na wzór haftu krzyżykowego, dobierając odpowiednie kolory nici. Pani Janina obejrzała tak przekształconą widokówkę "Sydney nocą". - I zdecydowałam, że to wyszyję - opowiada. - Robota okazała się żmudna, ale efekt - więcej niż zadowalający. Wysłałam pracę na wystawę i dostała wyróżnienie (tylko wyróżnienie, bo nie spełniała norm: była za duża). Ważniejsze, że mój syn Adam powiedział wtedy: - Tak ci dobrze poszło, może byś z "Bitwą pod Grunwaldem" spróbowała...
- Tak sobie to rzuciłem, ale doszedłem do wniosku, że może by miało to jakiś sens - dodaje Adam Panek. - Znalazłem w internecie namiary na Grzegorza Żochowskiego, który zajmuje się przekształcaniem obrazów na wzory do wyszywania. Skontaktowałem się z nim i zapytałem, czy podejmie się pracy nad "Bitwą pod Grunwaldem" w skali jeden do jednego. W końcu się zgodził. I tak to się zaczęło.
Pani Janina postawiła jeden warunek: syn zajmie się stroną organizacyjną przedsięwzięcia, łącznie z szukaniem sponsorów. Na siebie wzięła znalezienie hafciarek. No i haftowanie. W lipcu 2008 r. działające przy Domu Kultury z Działoszynie kółko Penelopa ogłosiło konkurs na haft krzyżykowy. Temat - bitwa pod Grunwaldem. Wtedy także Pankowie kupili w Muzeum Narodowym zdjęcie obrazu Matejki odpowiedniej jakości i rozdzielczości. Przesłali je do Białegostoku, do Grzegorza Żochowskiego. Ten zaczął pracować nad wzorem i doborem kolorów nici.
Pani Janina miała już grono hafciarek - laureatek konkursu. - 30 pań podjęło się wyszywania - wylicza. - Za darmo.
Kilometry nici
Na samym początku kupiono 45 m kw kanwy (specjalnej dziurkowanej tkaniny do haftu krzyżykowego) i mulinę - bawełniane nici do haftu.
- Znalazłem firmę, która obiecała, że sprzeda nam mulinę po bardzo atrakcyjnej cenie. Ale kiedy doszło do finalizacji umowy, wycofała się - opowiada Adam Panek. - Trzeba było szukać kolejnego darczyńcy. Znalazł się: zamiast 2,5 zł płaciliśmy niecałe 50 groszy za motek.
Hafciarki już wyliczyły, że trzeba im na całość 280 km muliny.
- Każda z nas dostała lampkę, kawałek kanwy metr na metr i wzór, który ma się na niej znaleźć - pani Janina pokazuje książkę o 77 stronach (cały wzór mieści się w 45 takich tomach). - Z tych metrowych kawałków zostanie złożony cały obraz. I jeszcze każda z nas miała wizytę u okulisty. Ten dobrał nam odpowiednie okulary do pracy z bliska.
Praca nad wyszywaniem wymaga czasu. - A są wśród nas osoby, które pracują zawodowo albo prowadzą gospodarstwo, mają obowiązki domowe, wychowują dzieci - dodaje Teresa Pegza, jedna z hafciarek. - Im wyszywanie idzie wolniej. Ja tak bardzo lubię wyszywać, że teraz raz w tygodniu gotuję obiad na pięć, sześć dni i mrożę. Mam dzięki temu czas na "Bitwę...".
- Ja mieszkam z synową - przyznaje pani Janina. - Ona wzięła na siebie całe gospodarstwo domowe, a ja siedzę - najczęściej po turecku - i krzyżykuję.
Inne panie traktują pracę przy Matejce jak... terapię. Jedna z nich jest po udarze, siedzi w domu. Wyszywa i cieszy się, że w taki sposób może się zrealizować.
Tu tamborek, tam krosna
Hafciarki spotykają się w działoszyńskim Domu Kultury w każdy pierwszy wtorek miesiąca. - Sprawdzamy co zrobiłyśmy - mówią. - Ponieważ te wszystkie elementy będą ze sobą połączone, nie mogą się od siebie różnić.
To oznacza, że każdy krzyżyk musi być równy i tak samo przeciągnięty. A przecież każda z pań ma inną metodę pracy.
- Ja wyszywam na tamborku - wyjaśnia pani Teresa. - Najpierw te miejsca, do których trzeba użyć jednego koloru. Tak wolę.
- A ja trzymam materiał w rękach i jednocześnie wyszywam kilkoma kolorami - dodaje pani Janina.
Inna hafciarka kanwę rozpięła na specjalnych krosnach: lubi, gdy materiał jest dobrze napięty.
Ścieg czarownicy
Czy zdążą przed lipcową rocznicą bitwy? Nie wiadomo. Starają się bardzo. Ale mają do "postawienia" 8 milionów krzyżyków na powierzchni 45 m kw. I pracę przy łączeniu całości.
- Kawałki kanwy zszywać będziemy najprawdopodobniej nicią chirurgiczną lub bardzo cienką żyłką wędkarską, specjalnym ściegiem - tzw. ściegiem czarownicy - wyjaśnia pani Janina. - Ale nie zdradzę, jak się go robi. Muszę mieć jakąś swoją tajemnicę.
Całość trzeba jeszcze podkleić flizeliną i wykończyć rzepami, które wyhaftowany obraz będą utrzymywały na ramie.
- No właśnie: rama - wzdycha Adam Panek. - Nie może być z drewna, bo wówczas obraz ważyłby około tony. Chyba wykorzystamy styrodur - bardzo wytrzymały styropian.
No i trzeba znaleźć miejsce dla obrazu. W Domu Kultury w Działoszynie nie ma tak dużej ściany. Ale zainteresowało się "Bitwą..." muzeum włókiennictwa w Łodzi.
- My bardzo byśmy chcieli, aby chociaż na krótko była pokazywana w Sali Rycerskiej na Jasnej Górze - wzdycha pani Janina.
- Nieważne, gdzie, byle obejrzało ją jak najwięcej ludzi - dodaje pan Adam. - Poza tym zgłosimy nasz obraz do księgi Guinnessa.
Co dalej? Podobno "Panorama Racławicka". - Czemu nie - śmieje się pani Janina. - Tylko żeby życia starczyło. Przed rozpoczęciem wyszywania tyle go już przecież zmarnowałam...
Początkowo wybierała wzory proste, dostępne w pasmanteriach z zestawami nici. Potem przeszła na trudniejsze. Wreszcie dołączyła do częstochowskiego stowarzyszenia Świat Babci Ewy, zbierającego pasjonatki robótek ręcznych. Spotkania odbywały się nad sklepikiem pasmanteryjnym o tej samej nazwie. Jego właściciele - Ewa i Kazimierz Lisowie - natchnęli panią Janinę i postanowiła wyszyć coś naprawdę skomplikowanego. Pan Kazimierz akurat wtedy kupił specjalny program komputerowy, który przerabiał obraz - np. zdjęcie - na wzór haftu krzyżykowego, dobierając odpowiednie kolory nici. Pani Janina obejrzała tak przekształconą widokówkę "Sydney nocą". - I zdecydowałam, że to wyszyję - opowiada. - Robota okazała się żmudna, ale efekt - więcej niż zadowalający. Wysłałam pracę na wystawę i dostała wyróżnienie (tylko wyróżnienie, bo nie spełniała norm: była za duża). Ważniejsze, że mój syn Adam powiedział wtedy: - Tak ci dobrze poszło, może byś z "Bitwą pod Grunwaldem" spróbowała...
- Tak sobie to rzuciłem, ale doszedłem do wniosku, że może by miało to jakiś sens - dodaje Adam Panek. - Znalazłem w internecie namiary na Grzegorza Żochowskiego, który zajmuje się przekształcaniem obrazów na wzory do wyszywania. Skontaktowałem się z nim i zapytałem, czy podejmie się pracy nad "Bitwą pod Grunwaldem" w skali jeden do jednego. W końcu się zgodził. I tak to się zaczęło.
Pani Janina postawiła jeden warunek: syn zajmie się stroną organizacyjną przedsięwzięcia, łącznie z szukaniem sponsorów. Na siebie wzięła znalezienie hafciarek. No i haftowanie. W lipcu 2008 r. działające przy Domu Kultury z Działoszynie kółko Penelopa ogłosiło konkurs na haft krzyżykowy. Temat - bitwa pod Grunwaldem. Wtedy także Pankowie kupili w Muzeum Narodowym zdjęcie obrazu Matejki odpowiedniej jakości i rozdzielczości. Przesłali je do Białegostoku, do Grzegorza Żochowskiego. Ten zaczął pracować nad wzorem i doborem kolorów nici.
Pani Janina miała już grono hafciarek - laureatek konkursu. - 30 pań podjęło się wyszywania - wylicza. - Za darmo.
Kilometry nici
Na samym początku kupiono 45 m kw kanwy (specjalnej dziurkowanej tkaniny do haftu krzyżykowego) i mulinę - bawełniane nici do haftu.
- Znalazłem firmę, która obiecała, że sprzeda nam mulinę po bardzo atrakcyjnej cenie. Ale kiedy doszło do finalizacji umowy, wycofała się - opowiada Adam Panek. - Trzeba było szukać kolejnego darczyńcy. Znalazł się: zamiast 2,5 zł płaciliśmy niecałe 50 groszy za motek.
Hafciarki już wyliczyły, że trzeba im na całość 280 km muliny.
- Każda z nas dostała lampkę, kawałek kanwy metr na metr i wzór, który ma się na niej znaleźć - pani Janina pokazuje książkę o 77 stronach (cały wzór mieści się w 45 takich tomach). - Z tych metrowych kawałków zostanie złożony cały obraz. I jeszcze każda z nas miała wizytę u okulisty. Ten dobrał nam odpowiednie okulary do pracy z bliska.
Praca nad wyszywaniem wymaga czasu. - A są wśród nas osoby, które pracują zawodowo albo prowadzą gospodarstwo, mają obowiązki domowe, wychowują dzieci - dodaje Teresa Pegza, jedna z hafciarek. - Im wyszywanie idzie wolniej. Ja tak bardzo lubię wyszywać, że teraz raz w tygodniu gotuję obiad na pięć, sześć dni i mrożę. Mam dzięki temu czas na "Bitwę...".
- Ja mieszkam z synową - przyznaje pani Janina. - Ona wzięła na siebie całe gospodarstwo domowe, a ja siedzę - najczęściej po turecku - i krzyżykuję.
Inne panie traktują pracę przy Matejce jak... terapię. Jedna z nich jest po udarze, siedzi w domu. Wyszywa i cieszy się, że w taki sposób może się zrealizować.
Tu tamborek, tam krosna
Hafciarki spotykają się w działoszyńskim Domu Kultury w każdy pierwszy wtorek miesiąca. - Sprawdzamy co zrobiłyśmy - mówią. - Ponieważ te wszystkie elementy będą ze sobą połączone, nie mogą się od siebie różnić.
To oznacza, że każdy krzyżyk musi być równy i tak samo przeciągnięty. A przecież każda z pań ma inną metodę pracy.
- Ja wyszywam na tamborku - wyjaśnia pani Teresa. - Najpierw te miejsca, do których trzeba użyć jednego koloru. Tak wolę.
- A ja trzymam materiał w rękach i jednocześnie wyszywam kilkoma kolorami - dodaje pani Janina.
Inna hafciarka kanwę rozpięła na specjalnych krosnach: lubi, gdy materiał jest dobrze napięty.
Ścieg czarownicy
Czy zdążą przed lipcową rocznicą bitwy? Nie wiadomo. Starają się bardzo. Ale mają do "postawienia" 8 milionów krzyżyków na powierzchni 45 m kw. I pracę przy łączeniu całości.
- Kawałki kanwy zszywać będziemy najprawdopodobniej nicią chirurgiczną lub bardzo cienką żyłką wędkarską, specjalnym ściegiem - tzw. ściegiem czarownicy - wyjaśnia pani Janina. - Ale nie zdradzę, jak się go robi. Muszę mieć jakąś swoją tajemnicę.
Całość trzeba jeszcze podkleić flizeliną i wykończyć rzepami, które wyhaftowany obraz będą utrzymywały na ramie.
- No właśnie: rama - wzdycha Adam Panek. - Nie może być z drewna, bo wówczas obraz ważyłby około tony. Chyba wykorzystamy styrodur - bardzo wytrzymały styropian.
No i trzeba znaleźć miejsce dla obrazu. W Domu Kultury w Działoszynie nie ma tak dużej ściany. Ale zainteresowało się "Bitwą..." muzeum włókiennictwa w Łodzi.
- My bardzo byśmy chcieli, aby chociaż na krótko była pokazywana w Sali Rycerskiej na Jasnej Górze - wzdycha pani Janina.
- Nieważne, gdzie, byle obejrzało ją jak najwięcej ludzi - dodaje pan Adam. - Poza tym zgłosimy nasz obraz do księgi Guinnessa.
Co dalej? Podobno "Panorama Racławicka". - Czemu nie - śmieje się pani Janina. - Tylko żeby życia starczyło. Przed rozpoczęciem wyszywania tyle go już przecież zmarnowałam...
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Krzyżacy z milionów krzyżyków
ullek2
16.02.10, 19:22
...miałam okazję widzieć p.Janinę jak pracowała nad swojączęścią...niesamowite wrażenie... efekt będzie murowany Matejko będzie"zadowolony"...»
-
Krzyżacy z milionów krzyżyków
prababka44
16.02.10, 22:46
Cynik jestem , ale chylę czoła :)»
-
To kto w końcu walczył pod Grunwaldem?
sowa_46
17.02.10, 06:44
Od zawsze wiedziałem, że pod Grunwaldem walczyli Krzyżacy ale to chyba propaganda komunistyczna była. Teraz dowiaduję się, że nie Krzyżacy tylko krzyżyki, o co tu właściwie chodzi? :-)))»




więcej zdjęć