Apteka o znaczeniu strategicznym? Ktoś za to odpowie

Dorota Steinhagen
2010-02-16 , aktualizacja: 17.02.2010 11:50
A A A Drukuj
Los lokalu w Kamienicy Kupieckiej zdaje się przesądzony. - Nie unieważnię przetargu, który wygrała apteka - zapowiada komisarz Piotr Kurpios.

Fot. Agnieszka Kosiec / AG
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy kolejna apteka w Alejach ma rację bytu?

tak, aptek jest zdecydowanie za mało
nie, panuje tu zbyt duża konkurencja
o wszystkim zadecyduje wolny rynek

Chodzi o 214 metrów kwadratowych na parterze miejskiego budynku w Al. NMP 24. Rządzący Częstochową Piotr Kurpios sprawdził, czy coś w sprawie ich przyszłości można zrobić. - Nie da się unieważnić przetargu, bo jego wynik został już ogłoszony - stwierdził we wtorek.

Gdyby wynik ogłoszony nie był, miasto mogłoby się wycofać, a tak zostało mu wyłącznie podpisać umowę ze zwycięzcą. Najprawdopodobniej stanie się to w najbliższych dniach.

- Jeśli tego nie zrobimy, przedsiębiorca będzie miał prawo domagać się zadośćuczynienia - tłumaczy Kurpios. I jak twierdzi, nie tylko o pieniądze chodzi. - Równie ważna jest kwestia zaufania obywatela do miasta. Przedsiębiorca nie może ponosić konsekwencji faktu, że jakiś urzędnik popełnił błąd - tłumaczy.

Tym błędem była decyzja, że oferta przetargu na lokal w Kamienicy Kupieckiej została skierowana do wszystkich zainteresowanych, a nie tylko restauratorów. Jeszcze przed remontem budynku władze miasta zapewniały, że po nim na parterze nadal musi istnieć lokal gastronomiczny. Tak sformułowano warunki poprzedniego przetargu. Wygrał bar Deka Smak (wcześniej BBB), czyli obiady na wagę. Ostatnio odbył się jednak kolejny przetarg na ten sam lokal, już bez żadnych ograniczeń. Teraz wygrała apteka, choć w Alejach właśnie aptek, banków i salonów telefonii komórkowej jest najwięcej, a specjaliści ostrzegają, że takie branże Alej na pewno nie ożywią. Są na to przykłady i w Polsce, i za granicą.

- To przecież niemożliwe, żeby w tym miejscu nie było restauracji! - oburzyli się Czytelnicy po naszej poniedziałkowej publikacji o przetargu. - To przecież częstochowska tradycja! Mało to aptek w mieście?

- Od niepamiętnych czasów był tam jakiś lokal - złościł się jeden z nich. - Nawet za Hitlera w tym miejscu istniała kawiarnia.

Kurpios od "Gazety" dowiedział się o decyzji naczelniczki wydziału komunalnego Haliny Szczerby, by na przetarg zaprosić wszystkich zainteresowanych bez żadnych ograniczeń. I wcale nie był z niej zadowolony. - Nie twierdzę, że urzędnik przed podjęciem każdej decyzji musi biec do przełożonego - mówi. - To była jednak decyzja o znaczeniu strategicznym dla miasta, bo jeśli chcemy, by Aleje były salonem Częstochowy, powinny się w nich mieścić dobre sklepy, restauracje, a nie tylko banki i apteki. Skoro tak, nie możemy lokali w miejskich budynkach wynajmować na działalność, która Alej nie ożywi.

Zapowiada, że ukarze odpowiedzialnych za decyzję, musi tylko sprawdzić dokładnie kto i kiedy ją podjął.

Nie zmienia to faktu, że umowy z apteką nie będzie tylko wtedy, jeśli sama apteka się z niej nie wycofa. A szansa na to jest niewielka. Tak samo, jak mała jest nadzieja, że komisarz zdoła przekonać jej właścicieli, by czynna była przez całą dobę.

Tymczasem okazuje się, że inni jakoś potrafią sobie poradzić z niechcianymi branżami w najbardziej reprezentacyjnych punktach miasta.

Mistrzem wydaje się Wrocław. - Po prostu zapisaliśmy to w planach zagospodarowania przestrzennego - tłumaczy Paweł Czuma, dyrektor biura prasowego tamtejszego magistratu. - W Rynku i tzw. strefie staromiejskiej obejmującej m.in. część głównej ulicy Wrocławia, czyli Świdnickiej, dopuszczone są tylko "komercyjne usługi centrotwórcze", a np. usługi finansowe - wykluczone. Dlatego w warunkach przetargów na miejskie lokale użytkowe nie musimy określać, czego chcemy, a czego nie, bo to wynika właśnie z planów.

Poza ścisłym centrum Wrocławia ludzie radzą sobie sami. Gdy na Biskupinie (jedna z dzielnic miasta) zamiast sklepu mięsnego miał powstać bank, tak długo protestowali, aż się bank wycofał.

W Rzeszowie z kolei miejskie władze działają metodą "łagodnej perswazji". - Po prostu oferujemy pomoc w pożądanej przez miasto działalności - wyjaśnia Maciej Kiczor z biura prasowego.

Na swoim rynku Rzeszów chciał mieć przede wszystkim knajpy i knajpeczki, ale swojej woli narzucić nie mógł, bo budynki są głównie prywatne. Za to przygotował np. możliwość przyłączenia energii elektrycznej dla każdego ogródka piwnego, który powstaje tam w lecie. Żeby się restauratorzy nie musieli o nic martwić.

Podziel się

  • 148 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

  • Apteka o znaczeniu strategicznym? Ktoś za to od... romanwat 16.02.10, 22:31

    To powiem tak:Reguły przetargu były jasne.Wygrała apteka?Wygrała!To po co to bicie piany?Ja mam swoją odpowiedź, ale zachowam dla siebie, dla świętego spokoju.Dla dociekliwych: Gdy nie »

  • Kiedy angrusz1 19.02.10, 13:10

    kończy się wypowiedzenie temu urzędnikowi - dyscyplinarka to chyba szybko .»

  • Apteka o znaczeniu strategicznym? Ktoś za to od... mirage75 21.02.10, 14:13

    Cala otoczka zwiazana z remontem kamienicy kupieckiej,plus ten kompomitujacy miasto przetarg swiadczy o tym jaki poziom reprezentuja nasze miejskie elyty.Az strach pomyslec co by sie dzialo »