Szpital na Tysiącleciu: Pożegnanie z urologią

Joanna Skiba
2010-02-19 , aktualizacja: 19.02.2010 18:57
A A A Drukuj
Jeszcze do wczoraj mogliśmy mieć nadzieję, że ruszy nowiutki oddział urologii na Tysiącleciu. Dziś już wiadomo - na pewno tego nie zrobią
Oddział urologii w szpitalu na Zawodziu
Fot. Piotr Deska / AG
Oddział urologii w szpitalu na Zawodziu
ZOBACZ TAKŻE
O ile bowiem właściciel szpitala, czyli marszałek województwa, wahał się, o tyle NFZ oznajmił twardo: "Narodowy Fundusz Zdrowia, oddział w Katowicach zawiadamia, że nie przewiduje obecnie kontraktu na leczenie szpitalne w drugim oddziale urologicznym w Częstochowie". Pismo właśnie trafiło na biurko dyrektora Tysiąclecia Janusza Adamkiewicza.

Ten surowo brzmiący przekaz uzasadnia Jacek Kopocz, rzecznik oddziału NFZ w Katowicach: - Nie mamy w tej chwili żadnych pieniędzy na świadczenia zdrowotne, dlatego nie możemy zawierać żadnych nowych kontraktów. - Zresztą dla pacjentów byłoby lepiej, gdyby zamiast drugiej urologii otwarta została hematologia, bo tej w Częstochowie nie ma wcale. A urologia przecież jest - w szpitalu miejskim na Zawodziu.

Jest, owszem, ale tylko z 20 miejscami. To za mało na miasto i region. Kolejka pacjentów kwalifikujących się do przyjęcia liczy blisko 400 osób, każda z nich ma przed sobą ponad 40 dni czekania. A to tylko pacjenci planowi, czyli nie potrzebujący pomocy natychmiast. Tzw. przypadków pilnych w grudniu np. było siedem, z perspektywą 19-dniowego oczekiwania na szpitalne łóżko. Efekt jest następujący: pogotowie przywozi z terenu powiatu staruszka z prostatą w bardzo złym stanie. Pacjent powinien być na urologii - i na ten oddział dostaje skierowanie od lekarza rodzinnego - ale można go umieścić tylko na oddziale wewnętrznym.

- Bo to jest mniej więcej tak jak z ginekologią dla kobiet. Czy wystarczyłaby jedna na Częstochowę? Nie. Dlatego jest na Tysiącleciu, na Parkitce, na Mickiewicza... - liczy dyr. Adamkiewicz. - Każdy mężczyzna powyżej 50. roku życia ma problemy urologiczne (ale są też pacjentki). 20 miejsc to tyle co nic.

Wszystko wskazuje jednak na to, że drugi, 30-łóżkowy oddział urologiczny, przy ul. PCK, nie powstanie. Działał tam kiedyś, potem został zawieszony, bo lekarze odeszli (powód - za niskie pensje i brak sprzętu koniecznego do pracy). - Ale nie został wykreślony z rejestru wojewody, w każdej chwili można go przywrócić - zapewniał dyr. Adamkiewicz, kiedy wiosną ubiegłego roku przystępował do odtwarzania urologii na Tysiącleciu.

Nie przywracał jej jednak ot, tak, dla własnego kaprysu. Miał promesę od marszałka i pieniądze z tego samego źródła - dotację w wysokości 2 mln 200 tys. zł. Wszystko na remont i zakup sprzętu.

- A lekarze? W Częstochowie nie opływamy w dostatek urologów. Chciał ich pan podebrać szpitalowi miejskiemu? - pytamy dyr. Adamkiewicza.

- Tego bym nie zrobił. Mam trzech umówionych specjalistów (tylu żąda NFZ do zapewnienia oddziałowi stałej pracy), w tym dwóch spoza Częstochowy. Mam też przygotowane pielęgniarki.

W październiku oddział był gotów. Marszałek zawiadomił o tym Narodowy Fundusz Zdrowia, a szpital wysłał formalną prośbę o kontrakt. Świeżo wyremontowana, odpowiadająca ministerialnym wymogom co do powierzchni i zaplecza sanitarnego, 30-łóżkowa urologia potrzebowała na rok pracy 3 mln zł. Ale ich nie dostała. Prośbę o kontrakt szpital powtórzył więc w tym roku. Odmowną odpowiedź Funduszu cytowaliśmy na wstępie.

Jednocześnie marszałek dokonał gwałtownego i niezrozumiałego zwrotu. W rozmowie z dziennikarzem "Gazety" oznajmił, że urologii przy ul. PCK prawdopodobnie nie będzie. - Nie miałoby sensu konkurowanie o kontrakt ze szpitalem na Zawodziu - tłumaczył Mariusz Kleszczewski, który w zarządzie województwa odpowiada za ochronę zdrowia. - Niech tam będzie jeden duży kontrakt i niech ten oddział się rozwija.

komentarz

Kiedy się patrzy na to wszystko z perspektywy pacjenta, ma się ochotę lecieć i bić. Urologia w Częstochowie to problem. Nawet dla tych, którzy nie potrzebują oddziału. Pacjenci, by dostać się do poradni, ustawiają się w kolejce na długo przed świtem. - Dzienny limit przyjęć to dziesięć osób. Ostatnio przyjechałem po godz. 6 i mogłem zrobić tylko w tył zwrot - opowiadał mi tydzień temu Czytelnik. - Ja kiedyś zameldowałem się o godz. 3 nad ranem - wyznawał drugi (nawet jeżeli przesadził, to niewiele).

Właśnie odebrano nam szansę na poprawę losu.

Pacjentów nie obchodzi, czy marszałek się poddał, zamiast wesprzeć Tysiąclecie w walce o kontakt, czy też - co zarzucają mu związki zawodowe lekarzy i pielęgniarek - zmiany w częstochowskich szpitalach wprowadza na zasadzie: coś nakręcimy, a jak nie wyjdzie, zrezygnujemy. Pacjentów obchodzi, że nic nie będą mieli z 2 mln zł wydanych na remonty i sprzęt. Łóżka stoją puste, a sprzęt marszałek zabierze pewnie do innego szpitala.

Fundusz twierdzi, że hematologia byłaby lepsza. A ma na nią pieniądze? Oj, wątpię: nowiutki oddział hematologiczny w Blachowni kontraktu nie dostał.

Urologia z Zawodzia też na rezygnacji Tysiąclecia nie skorzysta, bo Fundusz jej kontraktu nie powiększy. Nie da nawet tyle, by się bilansowała (początkowo jej kontrakt na 2010 r. sięgał zaledwie połowy ubiegłorocznego; z rezerw NFZ-etu udało się jeszcze coś wyskrobać, ale też za mało).

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, który zauważył dyr. Adamkiewicz: jeżeli nie będzie oddziału, nie będą się mogli szkolić kolejni specjaliści i za kilka lat zostanie nam w mieście tylko trzech aktywnych zawodowo urologów.

Podziel się

  • 42 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów