Wolontariusz - niepotrzebny. Chętny na adopcję - przeszkadza

Eliza Kwiatkowska
2010-02-24 , aktualizacja: 23.02.2010 17:12
A A A Drukuj
Dlatego lepiej schronisko dla bezdomnych zwierząt zamykać wcześniej. Czy w końcu to się zmieni?
Wolontariuszka ze schroniska zabiera psy na spacer
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Wolontariuszka ze schroniska zabiera psy na spacer
Podejście do wielu spraw trzeba zmienić - uważa wiceprezydent Marcin Biernat, który w tym tygodniu chce porozmawiać z kierownictwem schroniska przy ul. Gilowej. To miasto co roku płaci z budżetu na funkcjonowanie placówki. Jeśli uzna, że pieniądze nie są właściwie wykorzystywane, może wypowiedzieć umowę.

Dobrze, że po raz pierwszy od wielu lat ktoś wreszcie zauważył, że schronisko powinno funkcjonować inaczej. Wprowadzenie zmian będzie co prawda przedsięwzięciem karkołomnym, ale możliwym pod warunkiem prozwierzęcego nastawienia i dużej determinacji nowych władz miasta. Bo prowadzący schronisko częstochowski oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami to organizacja skostniała. A i kierownictwo schroniska niechętne jest wszelkim zmianom, bo one przecież wymagają zaangażowania i pasji. A tego, niestety, od wielu lat nie widzę. Co moim zdaniem działa nie tak?

Po 14 zamknięte

Schroniska, którym zależy na adopcji zwierząt, są otwarte w tygodniu do godz. 16-17, a w soboty i niedziele do godz. 14. Nasze - do godz. 14, w niedziele nieczynne. Dlaczego w innych miastach można, a u nas nie? Powtarzany od lat argument, że nie ma pieniędzy na dodatkowych pracowników, stracił swoją moc rok temu, gdy schronisko dostało od miasta 200 tys. zł rocznie więcej niż dotychczas. Andrzej Stolarczyk, prezes częstochowskiego TOZ-u zobowiązał się wówczas, że otworzy schronisko po południu. Skończyło się na przedłużeniu jedynie w środę. O niedzieli, kiedy ludzie mają najwięcej czasu, zapomniano.

Adopcja? Jestem zajęty

Wielu naszych czytelników od lat sygnalizuje, że pracownicy schroniska pozostawiają osoby, które chcą przygarnąć czworonoga, samym sobie. Brakuje informacji o usposobieniu psa lub kota, nie mówiąc już o zachęcie do adopcji. Wielu odchodzi bez zwierzaka, bo nie jest w stanie podjąć samodzielnie decyzji, którego czworonoga adoptować. Na pomoc pracowników trudno liczyć. Są wyraźnie zniecierpliwieni, że ktoś im przeszkadza w wykonywaniu obowiązków.

Znajdźcie nas sami

Miasto powierzyło prowadzenie schroniska organizacji pozarządowej, by ta mogła zdobywać dodatkowe pieniądze wykorzystując swój status. Przez lata wysłuchiwałam od prezesa TOZ-u i kierownictwa schroniska, że miasto daje za mało, że mają długi, że na nic nie starcza. Jednocześnie nie pamiętam, by schronisko zorganizowało w tym czasie jakąkolwiek akcję na rzecz zwierząt. Nawet założenie strony internetowej, dzięki której można teraz prowadzić wirtualne adopcje, spotkało się z oporem. - Po co - pytał prezes Stolarczyk. Schroniska w całym kraju prześcigają się w organizowaniu imprez, koncertów, akcji edukacyjnych, wreszcie zdobywają środki unijne. Nie widziałam nigdy stoiska TOZ-u na żadnej z miejskich imprez, podczas których prezentują się niemal wszystkie organizacje pozarządowe. Nasze schronisko ogranicza się do zbierania 1 procenta, adopcji na odległość, czy sprzedaży kalendarza. I czeka na inicjatywę innych.

Wolontariuszom dziękujemy

Wolontariusze potrzebni są wszędzie, tylko nie u nas, bo to więcej pracy, obowiązków i kłopotów. Kłopotów dla kierownictwa. Mam wrażenie, że prezes TOZ-u w ogóle nie widzi korzyści płynących z obecności wolontariuszy. Korzyści dla zwierząt. Powtarza jedynie pytanie: dlaczego wolontariusze chcą wyłącznie wyprowadzać psy, a nie na przykład sprzątać. Sprzątali niejednokrotnie, ale przecież nie muszą ciągle wyręczać w pracach i tak już licznej załogi schroniska. Niemal we wszystkich schroniskach wolontariusze są mile widziani, wręcz niezbędni, codziennie od świtu do nocy. Nasze schronisko ograniczyło im wizyty do dwóch godzin w tygodniu, a teraz na czas remontu w ogóle zawiesiło.

Nie przyjedziemy

Schronisko ma nie tylko opiekować się bezdomnymi zwierzętami, ale także je wyłapywać. Zgłoszenia o błąkających się psach są przyjmowane, ale doczekanie się na pracowników schroniska graniczy z cudem. Przekonała się o tym niedawno jedna ze szkół podstawowych, do której przybłąkał się pies. Przez lata mieszkańcy zgłaszając interwencję słyszeli: nie przyjedziemy, bo nie mamy czym. W ubiegłym roku schronisko dostało od miasta specjalny samochód. Ale z interwencjami i tak jest problem.

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów