AZS: zorganizujmy mecz z drużyną z 1990

- proponują Piotr Toborek, Tadeusz Iwanicki
2010-03-05 , aktualizacja: 04.03.2010 16:43
A A A Drukuj
Dwadzieścia lat minęło od pierwszego mistrzostwa Polski zdobytego przez siatkarzy AZS-u. Kawał czasu i kawałek historii klubu i naszego miasta. Uczcijmy ten jubileusz: zorganizujmy mecz z drużyną z 1990
Nysa, 1994, po wygranej ze Stalą 2:3 zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Od prawej: Marek Kwieciński, Adam Kurek i Andrzej Szewiński
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Nysa, 1994, po wygranej ze Stalą 2:3 zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Od prawej: Marek Kwieciński, Adam Kurek i Andrzej Szewiński
25 lutego 1990 roku w małej halce w Kazimierzu wydarzyło się to, na co kibice biało-zielonych czekali od 1972 roku, kiedy drużyna zadebiutowała w rozgrywkach organizowanych przez Polski Związek Siatkówki. Cieszyli się wyjątkowo, bo AZS nie należał do faworytów, a w trakcie sezonu wydawało się, że przegra rywalizację z Hutnikiem Kraków i AZS-em Olsztyn. Stało się jednak inaczej. Odmłodzony zespół wyprzedził konkurentów rzutem na taśmę.

W Kazimierzu świętowali ci najbardziej oddani, dla których wystarczyło miejsca na skromnych trybunach sali nazywanej złośliwie "kurnikiem". Po ostatnim gwizdku sędziego, nie zważając na zakazy i niebezpieczeństwo kontuzji, kibice skakali z wysokiego balkonu, aby wyściskać zawodników i łyknąć zwycięskiego szampana.

Przez 20 kolejnych lat AZS zdobył aż 16 medali (po 6 złotych i srebrnych i cztery brązowe) oraz dwa razy wygrał Puchar Polski. Ale chyba żaden z tych sukcesów nie smakował tak jak pierwszy. Dlatego tych, którzy sięgnęli po pierwsze złoto, nie wolno zapomnieć. My staramy się na naszych łamach ich przypominać, ale przydałoby się coś więcej.

Miło byłoby zobaczyć w hali Polonia drużynę z 1990 roku, najlepiej na boisku. Pewnie niełatwo ściągnąć w jednym terminie wszystkich zawodników, ale większość jest pod ręką. Andrzej Szewiński, Andrzej Solski, Piotr Owczarek, Paweł Tomaszewski, Dariusz Taterka są w Częstochowie. Radosław Panas, choć pracuje w stolicy, też przecież mieszka u nas. Marek Kwieciński w Bełchatowie. Krzysztof Stelmach pracuje w Kędzierzynie, ale Częstochowa to jego dom. Zdzisław Olejnik też daleko do Częstochowy nie ma, bo mieszka w Zduńskiej Woli.

Z rozmów z kilkoma zawodnikami z tamtej drużyny możemy wnioskować, że bardzo chętnie spotkaliby się z kolegami. Kilku nie ukrywa nawet swojego rozgoryczenia, że niespecjalnie się o nich pamięta. I nie chodzi wcale o zaszczyty i korzyści, tylko o sentymentalne spotkanie siatkarzy i kibiców, o wspólną zabawę, trochę wzruszeń i wspomnień.

Dobrym przykładem na to, jak kultywować tradycję, jest częstochowski Włókniarz. Tu przy każdej okazji symbolicznie honoruje się tych, którzy tworzyli podwaliny żużla w Częstochowie.

AZS sukcesy zaczął odnosić później niż Włókniarz (ten w ub. roku świętował 50-lecie pierwszego mistrzostwa kraju), ale już ma co wspominać i przypominać. Drużyny z 1990 roku nie pamięta wielu spośród obecnych kibiców siatkówki. Jeśli mają się czuć związani z klubem i być z niego dumni, dobrze byłoby pokazać im, że naprawdę mają z czego.

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów