Urzędniczka popełniła błąd, kary nie będzie
2010-03-05
, aktualizacja: 04.03.2010 18:41
Miasto od lat nie miało wątpliwości, że w Alei 24 chce mieć restaurację i nawet wpisało to do ważnych urzędowych dokumentów. Jednak urzędniczka, która o tym zapomniała, żadnej kary nie poniesie
ZOBACZ TAKŻE
- Apteka o znaczeniu strategicznym? Ktoś za to odpowie (16-02-10, 21:55)
- Miasto zabija Aleje? (15-02-10, 12:00)
Z magistratu poszło pismo do właściciela sieci tanich aptek w Częstochowie, z których jedna ma powstać na parterze Kamienicy Kupieckiej. Komisarz Piotr Kurpios prosi Jerzego Tysia, by zrezygnował z podpisania umowy najmu lokalu. Powołuje się na "ważny interes miasta" i tłumaczy, że władze mają i zawsze miały inny pomysł na ten lokal. Prosi, bo nakazać niczego nie może. To ostatnia możliwość ratowania lokalu, bo władze miasta nie chcą apteki w najbardziej reprezentacyjnej miejskiej kamienicy, jednej z nielicznych komunalnych w Alejach. - Jeśli odpowiedź będzie pozytywna, unieważnimy przetarg i rozpiszemy kolejny - mówi Kurpios.
A ten będzie skierowany wyłącznie do przedstawicieli branży gastronomicznej, tak jak przetarg zorganizowany zaraz po zakończeniu remontu w miejskiej kamienicy. Jeszcze zanim remont się zaczął, nie było wątpliwości, że w narożnym lokalu na parterze budynku ma być restauracja, tak jak była tradycyjnie przez dziesięciolecia. We wrześniu 2004 roku zostało to nawet wpisane do pozwolenia na remont zabytkowego obiektu. Jednak gdy miesiąc temu odbywał się kolejny przetarg na ten lokal, wygrała apteka. Dlaczego? Bo naczelniczka wydziału komunalnego Halina Szczerba, który odpowiadał za określenie warunków przetargu, nie wpisała do nich ograniczenia wyłącznie dla branży gastronomicznej. - To była moja decyzja - powiedziała "Gazecie".
- Powinna była pójść do prezydenta, albo branżowego zastępcy i zapytać, czy miasto rezygnuje z gastronomii w tym miejscu - przyznaje Jarosław Wydmuch, naczelnik wydziału nadzoru i administracji w magistracie, któremu Kurpios zlecił zbadanie odpowiedzialności urzędniczki.
Ale chociaż tego nie zrobiła, ukarana nie została. - Nie doszło do naruszenia przepisów - twierdzi Wydmuch. - Prawo pozwala zmienić sposób użytkowania każdego lokalu, byle spełniał warunki stawiane w określonej działalności. Także w regulaminie przeprowadzenia przetargów nie ma żadnego zapisu, z którego by wynikał obowiązek konsultowania takiej decyzji z przełożonym.
Mimo formalnych zapisów w urzędowych dokumentach co do przeznaczenia lokalu, także w przyszłości ukarana nie zostanie. - Minęło 14 dni, odkąd pracodawca dowiedział się o sprawie, czyli już pani naczelnik ukarać nie można. Usłyszała reprymendę i pouczenie, by w przyszłości pytała przełożonych o zdanie w tak istotnych kwestiach. Zresztą mogłaby się zasłaniać faktem, że informacja o przetargu zwykłą drogą obiegu dokumentów w urzędzie trafiła do wiceprezydenta Marcina Biernata, a ten nie zareagował. Pewnie z powodu "świeżości władzy" nie zwrócił uwagi na istotę informacji, bo przetarg został przygotowany zgodnie ze wszystkimi regułami.
Bez zgody właściciela apteki Jerzego Tysia przetarg unieważniony nie zostanie. - Przedsiębiorca nie może ponosić konsekwencji faktu, że urzędnik popełnił błąd - ocenia komisarz Kurpios. Czeka więc na odpowiedź zwycięzcy przetargu.
- Odpowiedź będzie na początku przyszłego tygodnia - zapowiada Aneta Krygier z biura nieruchomości "Atena", które szuka dla Tysia lokali na nowe apteki. - Decyzja jeszcze nie jest podjęta, musimy się nad nią zastanowić.
Komentarz
Naczelnik Halina Szczerba nie poniesie służbowej kary, bo nie złamała przepisów. Jej decyzja, która doprowadziła do nerwowych ruchów w próbie ratowania reprezentacyjnego miejskiego lokalu, to tylko błąd, a za błędy - jak widać - w częstochowskim magistracie urzędnicy nie ponoszą kary.
Gdyby urzędnik popełnił przestępstwo, powinien się nim zająć sąd. Od karania za błędy są przełożeni. Tak jest w większości zakładów pracy. Ale nie w częstochowskim urzędzie miasta.
A ten będzie skierowany wyłącznie do przedstawicieli branży gastronomicznej, tak jak przetarg zorganizowany zaraz po zakończeniu remontu w miejskiej kamienicy. Jeszcze zanim remont się zaczął, nie było wątpliwości, że w narożnym lokalu na parterze budynku ma być restauracja, tak jak była tradycyjnie przez dziesięciolecia. We wrześniu 2004 roku zostało to nawet wpisane do pozwolenia na remont zabytkowego obiektu. Jednak gdy miesiąc temu odbywał się kolejny przetarg na ten lokal, wygrała apteka. Dlaczego? Bo naczelniczka wydziału komunalnego Halina Szczerba, który odpowiadał za określenie warunków przetargu, nie wpisała do nich ograniczenia wyłącznie dla branży gastronomicznej. - To była moja decyzja - powiedziała "Gazecie".
- Powinna była pójść do prezydenta, albo branżowego zastępcy i zapytać, czy miasto rezygnuje z gastronomii w tym miejscu - przyznaje Jarosław Wydmuch, naczelnik wydziału nadzoru i administracji w magistracie, któremu Kurpios zlecił zbadanie odpowiedzialności urzędniczki.
Ale chociaż tego nie zrobiła, ukarana nie została. - Nie doszło do naruszenia przepisów - twierdzi Wydmuch. - Prawo pozwala zmienić sposób użytkowania każdego lokalu, byle spełniał warunki stawiane w określonej działalności. Także w regulaminie przeprowadzenia przetargów nie ma żadnego zapisu, z którego by wynikał obowiązek konsultowania takiej decyzji z przełożonym.
Mimo formalnych zapisów w urzędowych dokumentach co do przeznaczenia lokalu, także w przyszłości ukarana nie zostanie. - Minęło 14 dni, odkąd pracodawca dowiedział się o sprawie, czyli już pani naczelnik ukarać nie można. Usłyszała reprymendę i pouczenie, by w przyszłości pytała przełożonych o zdanie w tak istotnych kwestiach. Zresztą mogłaby się zasłaniać faktem, że informacja o przetargu zwykłą drogą obiegu dokumentów w urzędzie trafiła do wiceprezydenta Marcina Biernata, a ten nie zareagował. Pewnie z powodu "świeżości władzy" nie zwrócił uwagi na istotę informacji, bo przetarg został przygotowany zgodnie ze wszystkimi regułami.
Bez zgody właściciela apteki Jerzego Tysia przetarg unieważniony nie zostanie. - Przedsiębiorca nie może ponosić konsekwencji faktu, że urzędnik popełnił błąd - ocenia komisarz Kurpios. Czeka więc na odpowiedź zwycięzcy przetargu.
- Odpowiedź będzie na początku przyszłego tygodnia - zapowiada Aneta Krygier z biura nieruchomości "Atena", które szuka dla Tysia lokali na nowe apteki. - Decyzja jeszcze nie jest podjęta, musimy się nad nią zastanowić.
Komentarz
Naczelnik Halina Szczerba nie poniesie służbowej kary, bo nie złamała przepisów. Jej decyzja, która doprowadziła do nerwowych ruchów w próbie ratowania reprezentacyjnego miejskiego lokalu, to tylko błąd, a za błędy - jak widać - w częstochowskim magistracie urzędnicy nie ponoszą kary.
Gdyby urzędnik popełnił przestępstwo, powinien się nim zająć sąd. Od karania za błędy są przełożeni. Tak jest w większości zakładów pracy. Ale nie w częstochowskim urzędzie miasta.
- 106 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
K..rwa mać, kto tu rządzi.
kingston34
05.03.10, 16:00
Zastosowanie precedensu braku kary wobec naczelnika, który popełnił co najmniej błąd pozwoli w konsekwencji innym pracownikom robić błędy(przewały) wiedząc, że nie poniosą z tego powodu »
-
Co to oznacza : nie wpisała ...
angrusz1
06.03.10, 07:05
takie samo tłumaczenie jak Rosła .Po prostu wzięła łapowkę .A to oznacza : brak zaufania do urzędników magistrackich .»
-
Urzędniczka popełniła błąd, kary nie będzie
zybm
06.03.10, 07:54
Jestem ciekaw czy gdyby pracowala u prywaciarza to uszloby to jej nasucho-popelnij blad na budowie tak z 2 razy i idziesz na zielona trawke boslyszysz ze poprawka jest kosztowna a material »




