Karta pojazdu? Niech rozstrzygnie sąd
2010-03-07
, aktualizacja: 15.03.2010 08:39
- Wziąłem z "Gazety" formularz, wypełniłem go i zaniosłem do starostwa. A tam mi powiedzieli: jak pan chce zwrotu 425 zł, niech pan idzie do sądu - denerwuje się Czytelnik. - No to chyba dam sobie spokój.
Tysiące kierowców przez trzy lata - od 21 sierpnia 2003 do 14 kwietnia 2006 roku - płaciło po 500 zł za wydanie dokumentu zwanego kartą pojazdu. Trybunał Konstytucyjny uznał rozporządzenie ministra infrastruktury o wysokości tej opłaty za niezgodne z prawem. 500 zł przewyższa bowiem koszt wytworzenia dokumentu, jest więc podatkiem, którego rozporządzeniem wprowadzać nie można. I tak opłata została obniżona do 75 zł. Stąd akcja "Gazety" - "Jak odzyskać 425 złotych, przepłaconych za kartę".
Pan Jan wyrok Trybunału przyjął z zadowoleniem. - Zawsze to miło, gdy się słyszy, że ktoś ma nam oddać pieniądze, bo najczęściej jest tak, że zabiera. Dlatego wypełniłem formularz dołączony do "Gazety Wyborczej" i zawiozłem go do starostwa w Częstochowie - opowiada nasz Czytelnik. - Tam urzędniczka uznała, że do tego oświadczenie powinienem dołączyć jeszcze jeden dokument. Wsiadłem więc w auto, pojechałem do domu, wziąłem wymagany kwit i wróciłem do starostwa. Aby to załatwić, pokonałem w obie strony odległość prawie 100 km, bo mieszkam za Częstochową.
Kilka tygodni później pan Jan otrzymał odpowiedź. - Kiedy otworzyłem kopertę, aż się we mnie zagotowało - wspomina. - Nie było tam żadnej gotówki ani nawet decyzji o jej zwrocie. Tylko pismo, z którego dowiedziałem się, że jeśli chcę dochodzić swoich praw, pozostaje mi jedynie sąd.
- Urząd może wypłacić czy zwrócić pieniądze, o ile ma do tego podstawę prawną. A taką jest np. wyrok sądu - tłumaczy Grażyna Folaron, rzeczniczka starostwa w Częstochowie. - Dlatego informujemy petentów, że mogą tam właśnie się zwracać.
Dokładnie tak samo sprawa jest załatwiana w innych starostwach.
W Lublińcu o zwrot nadpłaty wnioskowało 15 osób. - Każdej odpowiedzieliśmy, że sprawę musi rozstrzygnąć sąd. Gdy przyzna rację petentowi, wypłacimy 425 zł - zapewnia urzędniczka wydziału komunikacji.
- Wszystkie wnioski o zwrot nadpłaty, które do nas trafiły, na razie rozpatrujemy negatywnie - dodaje Zdzisław Ucieklak, naczelnik wydziału komunikacji w starostwie myszkowskim. - I wyjaśniamy zainteresowanym, że muszą się zwrócić do sądu, bo sprawa nie powinna być wyjaśniana z mami, tylko ze Skarbem Państwa.
- Iść do sądu? - zastanawia się pan Jan. - Po co? Musiałbym dodatkowo zapłacić i mieć jakiegoś prawnika, a na to mnie nie stać. Wystarczy mi tych dodatkowych kosztów za benzynę, kiedy dowoziłem starostwu zupełnie niepotrzebne mu kwitki. Chyba zrezygnuję. Czuję się oszukany, a nie chcę być naciągany na kolejne wydatki.
Pan Jan wyrok Trybunału przyjął z zadowoleniem. - Zawsze to miło, gdy się słyszy, że ktoś ma nam oddać pieniądze, bo najczęściej jest tak, że zabiera. Dlatego wypełniłem formularz dołączony do "Gazety Wyborczej" i zawiozłem go do starostwa w Częstochowie - opowiada nasz Czytelnik. - Tam urzędniczka uznała, że do tego oświadczenie powinienem dołączyć jeszcze jeden dokument. Wsiadłem więc w auto, pojechałem do domu, wziąłem wymagany kwit i wróciłem do starostwa. Aby to załatwić, pokonałem w obie strony odległość prawie 100 km, bo mieszkam za Częstochową.
Kilka tygodni później pan Jan otrzymał odpowiedź. - Kiedy otworzyłem kopertę, aż się we mnie zagotowało - wspomina. - Nie było tam żadnej gotówki ani nawet decyzji o jej zwrocie. Tylko pismo, z którego dowiedziałem się, że jeśli chcę dochodzić swoich praw, pozostaje mi jedynie sąd.
- Urząd może wypłacić czy zwrócić pieniądze, o ile ma do tego podstawę prawną. A taką jest np. wyrok sądu - tłumaczy Grażyna Folaron, rzeczniczka starostwa w Częstochowie. - Dlatego informujemy petentów, że mogą tam właśnie się zwracać.
Dokładnie tak samo sprawa jest załatwiana w innych starostwach.
W Lublińcu o zwrot nadpłaty wnioskowało 15 osób. - Każdej odpowiedzieliśmy, że sprawę musi rozstrzygnąć sąd. Gdy przyzna rację petentowi, wypłacimy 425 zł - zapewnia urzędniczka wydziału komunikacji.
- Wszystkie wnioski o zwrot nadpłaty, które do nas trafiły, na razie rozpatrujemy negatywnie - dodaje Zdzisław Ucieklak, naczelnik wydziału komunikacji w starostwie myszkowskim. - I wyjaśniamy zainteresowanym, że muszą się zwrócić do sądu, bo sprawa nie powinna być wyjaśniana z mami, tylko ze Skarbem Państwa.
- Iść do sądu? - zastanawia się pan Jan. - Po co? Musiałbym dodatkowo zapłacić i mieć jakiegoś prawnika, a na to mnie nie stać. Wystarczy mi tych dodatkowych kosztów za benzynę, kiedy dowoziłem starostwu zupełnie niepotrzebne mu kwitki. Chyba zrezygnuję. Czuję się oszukany, a nie chcę być naciągany na kolejne wydatki.
- 40 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Karta pojazdu? Niech rozstrzygnie sąd
kriis.borowski
07.03.10, 22:35
A jaki dodatkowy dokument był wymagany?»
-
Karta pojazdu? Niech rozstrzygnie sąd
rusalka-0
08.03.10, 09:09
Jedno państwo a bałagan wielki, mieszkam w Rudzie Śląskiej i bez problemu otrzymałam zwrót 425 zł za kartę pojazdu, dlatego że urzędnicy miasta wraz z prezydentem miasta na czele wychodzą »
-
Karta pojazdu? Niech rozstrzygnie sąd
zybm
08.03.10, 09:39
mamy teraz e-sad to moze wystarczy to zrobić droga elektroniczna bez potrzebyudawania sie do sadu? a patrzac na to z drugiej strony wyglada to tak zeurzednicy nie licza sie z wyrokiem »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miały być przyjemne zimowe wakacje. Ale ...
- Jak przed laty będzie można zrobić zakupy ...
- Zrujnowany symbol historii miasta. Kto ...
- Nieodpłatny odbiór odpadów niebezpiecznych
- Promocja cmentarza: teraz plakaty, potem ...
- Ale historia: krewki policjant chciał ...
- Był po służbie, a zareagował na krzyk i ...





