Z siekierą na komendę

Marek Mamoń
2010-03-10 , aktualizacja: 10.03.2010 18:22
A A A Drukuj
Drzwi uszkodzone w efekcie ataku Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta Drzwi uszkodzone w efekcie ataku
Dopiero pięć policyjnych kul zatrzymało 42-letniego Andrzeja W., który za pomocą siekiery i młotka demolował siedzibę Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie. W historii naszej policji takiego ataku jeszcze nie było
Uciekający napastnik został postrzelony
Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Uciekający napastnik został postrzelony
W środę około godz. 11 przed szklanymi drzwiami przy głównym wejściu do siedziby policji przy ul. ks. Jerzego Popiełuszki pojawił się mężczyzna. Różnił się od innych interesantów tym, że trzymał w dłoniach... siekierę i młotek. Przy ich użyciu wybił dziurę w hartowanym szkle skrzydła drzwi, potem w podobny sposób rozbił dwoje drzwi wewnętrznych.

- To był atak szaleńca. Nic do niego nie docierało. Nie pomagały żadne próby perswazji, nawet krzyk "Policja! Będziemy strzelać!" nie zrobił na nim żadnego wrażenia - relacjonowali potem świadkowie wydarzeń. Andrzejowi W. udało się - z pominięciem portierni - wtargnąć na wewnętrzny korytarz komendy. Przy próbie zatrzymania rzucił się na policjanta. Wówczas z bocznego korytarza łączącego I komisariat z komendą miejską przez zamknięte przeszklone drzwi padł pierwszy strzał. Potem następne... Napastnik rzucił się do ucieczki, za nim policjanci. Co rusz słychać było odgłosy strzałów. Mężczyzna zdołał przebiec przez dwa pasy jezdni, biegł w kierunku al. Jana Pawła II. Policjanci pochwycili go dopiero na wysokości stacji paliw BP. Broczył krwią. Trafiło go pięć pocisków: cztery w nogi, jeden w ramię. Rannego przewieziono do szpitala na Parkitce. Lekarze określili jego stan jako stabilny, niezagrażający życiu. Był cały czas przytomny. Nie chciał tłumaczyć policjantom motywów swej desperacji. Prokuratorowi powiedział w szpitalu, że "nie udzieli mu żadnego wywiadu".

Niemal cale zdarzenie w komendzie zarejestrowała kamera zamontowana przy wejściu do budynku. Prokuratura zabezpieczyła film, cztery pistolety, z których strzelali funkcjonariusze, znaleziono też kilkanaście łusek po pociskach. - Trudno już teraz powiedzieć, ile oddano strzałów, jednak większość była ostrzegawcza - mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej Romuald Basiński.

Ustalono, że napastnik został postrzelony przez dwóch funkcjonariuszy - jeden pracuje w I komisariacie, drugi - w komendzie miejskiej. Z pierwszych ustaleń częstochowskiej prokuratury wynika, że użycie broni przez policjantów było zasadne. Wymachujący siekierą napastnik stanowił realne zagrożenie dla chcących go uspokoić funkcjonariuszy, a obezwładnienie go w inny sposób było niemożliwe. Wczesnym popołudniem w środę zapadła decyzja, że śledztwo w sprawie wydarzeń w częstochowskiej komendzie przejmuje Prokuratora Okręgowa w Katowicach. - To normalna procedura podyktowana zasadą obiektywizmu - mówi prok. Basiński. - Jeszcze dziś wszystkie zebrane przez nas materiały przekażemy kolegom z Katowic.

Jak ustaliliśmy, 42-letni napastnik to mieszkający w centrum miasta rzemieślnik prowadzący firmę budowlaną. Nigdy do tej pory nie miał konfliktu z prawem, nie kojarzyli go nawet funkcjonariusze pracujący w I komisariacie, który obejmuje miejsce zamieszkania Andrzeja W. Śledczy nieoficjalnie ustalili w rozmowach z jego krewnymi i sąsiadami, że w ostatnim czasie zachowywał się "co najmniej dziwnie". Jest niemal pewne, że śledztwo będzie wymagało obserwacji psychiatrycznej i opinii biegłych co do poczytalności mężczyzny, który potencjalnie może odpowiadać za czynną napaść z bronią w ręku na funkcjonariuszy policji.

Podziel się

  • 159 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    59 głosów