Noworodki umierają, a szpitale oszczędzają

Joanna Skiba, judy
2010-03-15 , aktualizacja: 14.03.2010 16:37
A A A Drukuj
Oszczędnościowe plany marszałka wobec Parkitki i Tysiąclecia zaczynają bruździć wojewodzie. Mogą zamieszać w programie ratowania noworodków
Marszałek Mariusz Kleszczewski i dyrektor szpitala wojewódzkiego w Częstochowie Kazimierz Pankiewicz chcą połączyć ginekologię i położnictwo z Parkitki i Tysiąclecia w jeden duży, 110-łóżkowy oddział i ulokować go w budynku przy ul. PCK. Tam też znajdowałyby się patologia ciąży i neonatologia. Natomiast patologia noworodków zostanie przy ul. Bialskiej.

Związkowcy Parkitki już dawno uznali to za pomysł bez sensu. - To wszystko powinno działać razem - dowodzili. Ale dyrektor szpitala w oficjalnych informacjach dla prasy trwał przy swoim i wyjaśniał, jak to będzie: "Matka po porodzie leży na oddziale położniczo-ginekologicznym, a dziecko przy niej, w łóżeczku obok. Na tym samym piętrze leżą dzieci wymagające leczenia, wcześniaki w inkubatorach itp. Matki mogą ich doglądać. Na patologię noworodka trafiają tylko przypadki najcięższe, a więc rzadkie. Do tego oddziału w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie przywożone są dzieci z całego województwa, a nawet z Katowic; jest to procedura stosowana od lat".

- To nie procedura lecz smutna konieczność - prostuje jeden z ginekologów. - Dla noworodka transport nigdy nie jest bezpieczny.

Mało tego, nowa ginekologia nie będzie miała na miejscu pełnej, szybkiej diagnostyki, bowiem na Tysiącleciu laboratorium zostanie ograniczone do podstawowego minimum - dla oszczędności. "Wożenie próbek do badań (1 km) jest powszechnie stosowanym zjawiskiem. Obecnie niektóre szpitale oddają próbki do Katowic (codziennie zbiera je samochód z tego laboratorium)" - taką wiadomość dostała "Gazeta" z Parkitki, gdy pytała dyr. Pankiewicza, czy bezpiecznie jest zostawiać tak duży szpital bez pełnego laboratorium.

Jak bowiem poradzi sobie bez niego ginekologia, skoro kobietom z problemami w czasie ciąży trzeba czasem co pół godziny robić badania krzepliwości krwi? Musi mieć też na szybko wyniki badań mikrobiologicznych.

W dodatku ze schematu połączenia szpitali wynika, że na Tysiącleciu ma zostać zamknięta anatomia patologiczna. A przecież na ginekologii operuje się np. kobiety z guzami jajnika. Lekarz musi dostać wynik badania histopatologicznego podczas tej właśnie operacji: od wiadomości, czy nowotwór jest złośliwy, czy nie, zależy, ile wycina się tkanki. - I co, będą czekać z otwartą pacjentką na wyniki z Parkitki, czy oceniać na oko? A jak źle ocenią, guz okaże się łagodny, a oni kobiecie wytną wszystko? - pyta jeden z częstochowskich ginekologów.

O zmianach przygotowywanych w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie dowiedzieli się w ubiegłym tygodniu uczestnicy superważnego spotkania w Katowicach: wicewojewoda Adam Matusiewicz, prof. Stanisław Radowicki - konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa, prof. Anita Olejek - wojewódzka konsultantka w tej samej dziedzinie i prof. Urszula Godula-Stuglik - wojewódzka konsultantka w dziedzinie neonatologii.

Spotkanie zwołano pod hasłem: ratujmy noworodki, bo mamy jeden z najwyższych w kraju wskaźników ich umieralności.

Z danych szpitali wynika, że rośnie nam liczba zgonów dzieci do 30. dnia życia. W 2007 roku wskaźnik zgonów wynosił 1,9 na tysiąc urodzeń, rok później - już 2,8. Szczegółowe dane za 2009 rok nie są jeszcze znane.

- Mamy zbyt mało miejsc, w których możemy zapewnić najlepszą opiekę kobietom w zagrożonej ciąży. Takich matek jest u nas wiele, co wynika częściowo z biedy. To jest bieda w mieście, gorsza niż na wsi. Tam rzadsze są na przykład przypadki anemii wśród ciężarnych, u nas dość częste. Jest też więcej środowisk patologicznych - mówi prof. Olejek.

Z tego powodu wojewoda - odpowiedzialny za bezpieczeństwo mieszkańców - chce zwiększyć liczbę ośrodków, gdzie kobiety w ciąży i noworodki znajdą opiekę na najwyższym poziomie. Takie centra pełnej opieki okołoporodowej muszą mieć oddział patologii ciąży, ginekologię i położnictwo oraz patologii noworodka z intensywną terapią na najwyższym, tzw. trzecim poziomie referencyjności. A także oddział intensywnej terapii dla dorosłych, potrzebny np. w razie ciężkich powikłań, do jakich dochodzi czasem po cesarskim cięciu.

Do tej pory takie placówki były dwie: Szpital Specjalistyczny nr 2 Bytomiu (jednak bez intensywnej terapii dorosłych) i Centralny Szpital Kliniczny w Katowicach Ligocie. Teraz mają powstać cztery dodatkowe: w szpitalach wojewódzkich w Częstochowie, Bielsku-Białej i Tychach oraz Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej.

Dlatego organizatorów spotkania niemile zaskoczyły informacje z Częstochowy, przekazane przez doktora Andrzeja Słabikowskiego, ordynatora ginekologii i położnictwa na Parkitce.

Kolejny problem to poziom opieki. Parkitka - podobnie jak szpitale w Bielsku i Tychach - ma oddział noworodkowy wysoko specjalistyczny, trzeciego, najwyższego stopnia. Brakuje natomiast pieniędzy, by tak samo stało się na położnictwie. Formalnie ma ono drugi stopień, choć może się starać o awans. Jednak gdy oddział z Parkitki w październiku ubiegłego roku chciał, by dyr. Pankiewicz zwrócił się do NFZ-etu o rozpisanie dla ginekologii konkursu na najwyższym poziomie referencji, usłyszał od dyrektora, że to wykluczone. Powód - szpitala nie stać na zatrudnienie trzeciego lekarza do dyżurów.

Radę na to znalazła prof. Olejek. - Jestem już po rozmowach w śląskim oddziale NFZ-etu. Mam zapewnienie, że jeśli szpitale te będą mogły zapewnić po trzech ginekologów na dyżurze, otrzymają lepszy kontrakt. To samo dotyczy położnych - mówiła konsultantka na spotkaniu u wojewody.

"Gazeta" zapytała dyr. Pankiewicza, czy plany wojewody wpłyną na proces łączenia oddziałów ginekologiczno-położniczych Parkitki i Tysiąclcia. Czekamy na odpowiedź.

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów