E-biznes, czyli przedsiębiorcy zrobieni w trąbę
2010-03-17
, aktualizacja: 17.03.2010 21:36
Sprawiedliwości szukają u premiera, a jak to nie pomoże, nawet w sądzie. Wśród wprowadzonych w błąd przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości przy rozdzielaniu dotacji na e-biznes jest częstochowianin Paweł Gąsiorski.
Młodemu przedsiębiorcy zamarzyło się rozkręcenie internetowego biznesu z pomocą funduszy unijnych. W październiku ubiegłego roku stanął w kolejce pod siedzibą Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (agenda PARP w województwie śląskim). O dotacjach na e-biznes zrobiło się wówczas głośno w całej Polsce. Wszystkie telewizje pokazywały koczujących w samochodach ludzi, całonocne - niczym za komuny - kolejki z listami obecności. Wszystko po to, by jak najwcześniej złożyć wniosek o finansowe wsparcie. Dla Gąsiorskiego i jego wspólnika niemałe, bo prosili o ponad 800 tys. zł. PARP wtedy uspokajała: komitety kolejkowe są niepotrzebne, dobre wnioski dostaną dotacje, nawet gdy zostaną złożone w ostatnim dniu.
- Z moim wspólnikiem przygotowałem wniosek o dofinansowanie projektu platformy biznesowej dla przedsiębiorców. Według naszej wiedzy takiego przedsięwzięcia w Polsce jeszcze nie ma. Uwierzyliśmy w zapewnienia, że liczy się innowacyjność pomysłu - mówi Gąsiorski.
Jego dokumenty trafiły do Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego SA 26 października. Kilka dni później otrzymał informację, że we wniosku stwierdzono "uchybienia formalne podlegające możliwości poprawy".
- Urzędnicy dopatrzyli się nieczytelnych podpisów i braku imiennych pieczątek. Pieczątek rzeczywiście nie było, bo wyraźnie zaznaczyliśmy, że spółka jest w fazie organizacji. A zakwestionowany podpis? Składam go we wszystkich instytucjach, także skarbowych, i nikt nigdy nie miał zastrzeżeń - dziwi się Gąsiorski. Jego zdaniem to przez te poprawki jego wniosek spadł w kolejce, choć oficjalnie nie miało to znaczenia.
9 listopada przedsiębiorca dostał pismo z GARR, że wniosek przeszedł przez formalne sito i został skierowany do oceny merytorycznej. Gąsiorski czekał na efekty. Tymczasem 3 marca PARP ogłosiła komunikat: dofinansowanie uzyskają jedynie projekty, których wnioski zostały złożone... w pierwszym oraz drugim dniu naboru. Na pomysły składane później pieniędzy już nie wystarczyło.
Częstochowianin dotacji nie otrzymał. 16 marca dostał pocztą merytoryczną ocenę swojego wniosku. Negatywną. - Nie zgadzam się z nią. Pisał to ktoś na kolanie, kto zupełnie nie zna się na internetowym biznesie. Z powodu bezprawnego zakwestionowania podpisu spadłem po prostu w kolejce - denerwuje się częstochowianin. I zamierza złożyć w sądzie pozew przeciwko PARP. - Każdy z zarzutów do mojego projektu mogę podważyć - zapewnia.
Gąsiorski nie jest odosobniony w przekonaniu, że państwowa agenda go oszukała.
- Urzędnicy nie promują innowacyjnych pomysłów, ale ludzi, którzy są nieźli w wypełnianiu papierków - mówią ci, którym unijne pieniądze przeszły koło nosa. - Nikt nie ocenia, które projekty mają większą szansę na podbój rynku. Wystarczy, że wniosek z grubsza spełnia kryteria. Dlatego wygrywają pomysły, które z innowacyjnością mają mało wspólnego: portale społecznościowe dla żeglarzy, nowożeńców, mieszkańców różnych miejscowości.
Przedsiębiorcy, którzy nie dostali dotacji założyli portal internetowy "oszukanych przez PARP". W poniedziałek opublikowali list do Donalda Tuska. "(...) apelujemy do Pana Premiera o podjęcie interwencji w sprawie oszustwa, jakiego wg nas dopuściła się Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości w stosunku do części przedsiębiorców, którzy wzięli udział w III rundzie naboru Działania 8.1 Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka. Uważamy, że sprawa jest bezprecedensowa, bulwersująca i dotyczy fundamentalnego aspektu relacji między władzą i obywatelami - zaufania" - napisali. Domagają się, aby premier doprowadził do ponownego rozpatrzenia ich projektów, bez konieczności składania ich powtórnie. W przeciwnym razie grożą pozwem zbiorowym do sądu, a nawet interwencją w instytucjach europejskich.
Szacują, że w skali kraju poszkodowanych jest około 370 firm, które uwierzyły w zapewnienia, że kolejność składania wniosków nie będzie miała znaczenia.
Rafał Poździk z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji uspokaja: - Powołaliśmy zespół roboczy i w środę przystępujemy do rozmów. Wyciągamy rękę do przedsiębiorców, którzy znaleźli się na liście rezerwowej, by w kolejnym naborze pomóc im uzyskać dofinansowanie. Chcemy znaleźć takie rozwiązania prawne, żeby mogli złożyć wnioski jeszcze raz i mieć taką samą szansę jak wszyscy - dodaje.
Dotacja na e-biznes
Jest przyznawana na dwa lata. Mogą się o nią ubiegać mali przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność nie dłużej niż rok. Pieniądze można przeznaczyć na wynagrodzenia dla pracowników, wynajęcie biura, sprzęt. Bruksela zapewnia zwrot nawet 85 proc. wydatków. Eksperci mają jednak wątpliwości, czy dotacje idą do właściwych spółek.
- Z moim wspólnikiem przygotowałem wniosek o dofinansowanie projektu platformy biznesowej dla przedsiębiorców. Według naszej wiedzy takiego przedsięwzięcia w Polsce jeszcze nie ma. Uwierzyliśmy w zapewnienia, że liczy się innowacyjność pomysłu - mówi Gąsiorski.
Jego dokumenty trafiły do Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego SA 26 października. Kilka dni później otrzymał informację, że we wniosku stwierdzono "uchybienia formalne podlegające możliwości poprawy".
- Urzędnicy dopatrzyli się nieczytelnych podpisów i braku imiennych pieczątek. Pieczątek rzeczywiście nie było, bo wyraźnie zaznaczyliśmy, że spółka jest w fazie organizacji. A zakwestionowany podpis? Składam go we wszystkich instytucjach, także skarbowych, i nikt nigdy nie miał zastrzeżeń - dziwi się Gąsiorski. Jego zdaniem to przez te poprawki jego wniosek spadł w kolejce, choć oficjalnie nie miało to znaczenia.
9 listopada przedsiębiorca dostał pismo z GARR, że wniosek przeszedł przez formalne sito i został skierowany do oceny merytorycznej. Gąsiorski czekał na efekty. Tymczasem 3 marca PARP ogłosiła komunikat: dofinansowanie uzyskają jedynie projekty, których wnioski zostały złożone... w pierwszym oraz drugim dniu naboru. Na pomysły składane później pieniędzy już nie wystarczyło.
Częstochowianin dotacji nie otrzymał. 16 marca dostał pocztą merytoryczną ocenę swojego wniosku. Negatywną. - Nie zgadzam się z nią. Pisał to ktoś na kolanie, kto zupełnie nie zna się na internetowym biznesie. Z powodu bezprawnego zakwestionowania podpisu spadłem po prostu w kolejce - denerwuje się częstochowianin. I zamierza złożyć w sądzie pozew przeciwko PARP. - Każdy z zarzutów do mojego projektu mogę podważyć - zapewnia.
Gąsiorski nie jest odosobniony w przekonaniu, że państwowa agenda go oszukała.
- Urzędnicy nie promują innowacyjnych pomysłów, ale ludzi, którzy są nieźli w wypełnianiu papierków - mówią ci, którym unijne pieniądze przeszły koło nosa. - Nikt nie ocenia, które projekty mają większą szansę na podbój rynku. Wystarczy, że wniosek z grubsza spełnia kryteria. Dlatego wygrywają pomysły, które z innowacyjnością mają mało wspólnego: portale społecznościowe dla żeglarzy, nowożeńców, mieszkańców różnych miejscowości.
Przedsiębiorcy, którzy nie dostali dotacji założyli portal internetowy "oszukanych przez PARP". W poniedziałek opublikowali list do Donalda Tuska. "(...) apelujemy do Pana Premiera o podjęcie interwencji w sprawie oszustwa, jakiego wg nas dopuściła się Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości w stosunku do części przedsiębiorców, którzy wzięli udział w III rundzie naboru Działania 8.1 Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka. Uważamy, że sprawa jest bezprecedensowa, bulwersująca i dotyczy fundamentalnego aspektu relacji między władzą i obywatelami - zaufania" - napisali. Domagają się, aby premier doprowadził do ponownego rozpatrzenia ich projektów, bez konieczności składania ich powtórnie. W przeciwnym razie grożą pozwem zbiorowym do sądu, a nawet interwencją w instytucjach europejskich.
Szacują, że w skali kraju poszkodowanych jest około 370 firm, które uwierzyły w zapewnienia, że kolejność składania wniosków nie będzie miała znaczenia.
Rafał Poździk z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji uspokaja: - Powołaliśmy zespół roboczy i w środę przystępujemy do rozmów. Wyciągamy rękę do przedsiębiorców, którzy znaleźli się na liście rezerwowej, by w kolejnym naborze pomóc im uzyskać dofinansowanie. Chcemy znaleźć takie rozwiązania prawne, żeby mogli złożyć wnioski jeszcze raz i mieć taką samą szansę jak wszyscy - dodaje.
Dotacja na e-biznes
Jest przyznawana na dwa lata. Mogą się o nią ubiegać mali przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność nie dłużej niż rok. Pieniądze można przeznaczyć na wynagrodzenia dla pracowników, wynajęcie biura, sprzęt. Bruksela zapewnia zwrot nawet 85 proc. wydatków. Eksperci mają jednak wątpliwości, czy dotacje idą do właściwych spółek.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
E-biznes, czyli przedsiębiorcy zrobieni w trąbę
marcin22w
18.03.10, 09:53
PO_kraki z PO_litycznego nadania wiedzą co robią. Ścieminiać, omamiać,obiecywać, a na koniec siebie wy_lansować:) »
Najczęściej czytane24 htydzień



