Niemcy coś u nas kręcą
2010-03-21
, aktualizacja: 19.03.2010 18:34
Dłuższą chwilę ważyła się decyzja o realizowaniu w Częstochowie zdjęć do niemieckiego filmu "Polska Wielkanoc". Dziś już mamy potwierdzenie: filmowcy przyjadą na początku kwietnia, będą poszukiwać statystów z pomocą "Gazety Wyborczej".
Przed prawie dwoma tygodniami pojawiła się w Częstochowie wiadomość: Niemcy będą robić u nas film. Przedstawiciele producenta pojawili się w tej sprawie u prezydenta Piotra Kurpiosa.
- To była zupełnie wstępna wizyta - powiedziała nam tego dnia polska producentka filmu Małgorzata Zacharko-Galińska. - Czy ekipa pracować będzie w Częstochowie właśnie, zależy od kilku rozmów.
W zeszłym tygodniu reżyser Jakob Ziemnicki z paroma jeszcze osobami z zespołu realizatorskiego odwiedził nasze miasto. Obejrzał miejsca wstępnie wybrane na filmowe plenery, odbył kolejne rozmowy, m.in. na Jasnej Górze. Wreszcie producentka dała nam znać: jest pozytywna decyzja.
- Przyjedziemy w pierwszej połowie kwietnia - mówiła Zacharko-Galińska. - Oczywiście dziś nie powiem, jakie plenery wybraliśmy, żeby uniknąć tam zgromadzenia podczas zdjęć. "Gazetę" zaprosimy na plan, poprosimy was też o pomoc w zdobyciu częstochowskich statystów. Już dziś dziękujemy mieszkańcom Częstochowy za udostępnienie nam niektórych obiektów filmowych: swoich garaży, kamienic, sklepów, lokali użytkowych i parkingów.
Producentka wybucha śmiechem, słysząc jaka informacja o treści filmu rozeszła się po mieście: Niemiec odwiedzający Częstochowę doznaje nawrócenia na Jasnej Górze podczas świąt Wielkiej Nocy i stąd tytuł "Polska Wielkanoc". Okazuje się, że opowieść jest bardziej złożona, choć jest w niej Niemiec, Wielkanoc i Jasna Góra. Piekarz z Rensburga traci córkę. Niemiecki sąd opiekę nad wnuczką Mathildą oddaje jej polskiemu ojcu. Dziadek nie ma zaufania do Tadeusza, wykorzystuje Wielkanoc, by jechać do Częstochowy i na miejscu przyjrzeć się nowemu domowi wnuczki. Zastaje szarą polską rzeczywistość: budynek w stanie surowym. Tadeusza gnieżdżącego się tam w jednym pokoju z matką, nową żoną, a teraz jeszcze z córką. Podejrzewa polską rodzinę o nielegalne interesy, chorobę psychiczną i Bóg wie co. Zawiadamia o wszystkim niemiecki sąd, domagając się powrotu Mathildy do Rensburga. Ale...! Komediowo-dramatyczna opowieść o pułapce uprzedzeń ma swoje zaskakujące zwroty.
- Kiedy ożeniłem się w 2006 roku i moja polska rodzina spotkała się z niemiecką rodziną mojej żony, uświadomiłem sobie, jaki komediowo-dramatyczny potencjał kryje się w stosunkach polsko-niemieckich - mówi reżyser Jakob Ziemnicki. - Wszystkie te drobne różnice w mentalności, zwyczajach i kulturze rozbudziły moją wyobraźnię. Pełna konfliktów wspólna historia i związane z nią wzajemne uprzedzenia obu sąsiadujących ze sobą narodów potęgowały to wrażenie. Odezwało się też we mnie znowu uczucie, jakbym był zwieszony między dwoma światami. Urodziłem się w 1975 roku w Gdańsku, który wcześniej nazywał się Danzig. W mieście podzielonym w jego historii tak bardzo, jak ja w mojej. Jaką nazwą należy nazywać moje rodzinne miasto tak, aby nikogo nie urazić? Polską, jak czyniono to dłuższy czas, aby nie być zaliczanym do zacofanych? Czy niemiecką, jak czynią to dziś moi polscy krewni, gdy mówią po niemiecku? Poprawność polityczna nie jest prostą sprawą.
"Polska Wielkanoc" będzie kolejnym filmem Ziemnickiego z udziałem polskich aktorów. Mimo że wyjechał do Niemiec w 1980 roku, w wieku kilku lat, przypadek wciąż prowadził go do Polski. Ma w dorobku kilka filmów i kilka prestiżowych nagród. Jego ostatnia fabuła "1 maja" była na Berlinale w 2008 roku filmem otwarcia perspektywy "Kino niemieckie".
- To była zupełnie wstępna wizyta - powiedziała nam tego dnia polska producentka filmu Małgorzata Zacharko-Galińska. - Czy ekipa pracować będzie w Częstochowie właśnie, zależy od kilku rozmów.
W zeszłym tygodniu reżyser Jakob Ziemnicki z paroma jeszcze osobami z zespołu realizatorskiego odwiedził nasze miasto. Obejrzał miejsca wstępnie wybrane na filmowe plenery, odbył kolejne rozmowy, m.in. na Jasnej Górze. Wreszcie producentka dała nam znać: jest pozytywna decyzja.
- Przyjedziemy w pierwszej połowie kwietnia - mówiła Zacharko-Galińska. - Oczywiście dziś nie powiem, jakie plenery wybraliśmy, żeby uniknąć tam zgromadzenia podczas zdjęć. "Gazetę" zaprosimy na plan, poprosimy was też o pomoc w zdobyciu częstochowskich statystów. Już dziś dziękujemy mieszkańcom Częstochowy za udostępnienie nam niektórych obiektów filmowych: swoich garaży, kamienic, sklepów, lokali użytkowych i parkingów.
Producentka wybucha śmiechem, słysząc jaka informacja o treści filmu rozeszła się po mieście: Niemiec odwiedzający Częstochowę doznaje nawrócenia na Jasnej Górze podczas świąt Wielkiej Nocy i stąd tytuł "Polska Wielkanoc". Okazuje się, że opowieść jest bardziej złożona, choć jest w niej Niemiec, Wielkanoc i Jasna Góra. Piekarz z Rensburga traci córkę. Niemiecki sąd opiekę nad wnuczką Mathildą oddaje jej polskiemu ojcu. Dziadek nie ma zaufania do Tadeusza, wykorzystuje Wielkanoc, by jechać do Częstochowy i na miejscu przyjrzeć się nowemu domowi wnuczki. Zastaje szarą polską rzeczywistość: budynek w stanie surowym. Tadeusza gnieżdżącego się tam w jednym pokoju z matką, nową żoną, a teraz jeszcze z córką. Podejrzewa polską rodzinę o nielegalne interesy, chorobę psychiczną i Bóg wie co. Zawiadamia o wszystkim niemiecki sąd, domagając się powrotu Mathildy do Rensburga. Ale...! Komediowo-dramatyczna opowieść o pułapce uprzedzeń ma swoje zaskakujące zwroty.
- Kiedy ożeniłem się w 2006 roku i moja polska rodzina spotkała się z niemiecką rodziną mojej żony, uświadomiłem sobie, jaki komediowo-dramatyczny potencjał kryje się w stosunkach polsko-niemieckich - mówi reżyser Jakob Ziemnicki. - Wszystkie te drobne różnice w mentalności, zwyczajach i kulturze rozbudziły moją wyobraźnię. Pełna konfliktów wspólna historia i związane z nią wzajemne uprzedzenia obu sąsiadujących ze sobą narodów potęgowały to wrażenie. Odezwało się też we mnie znowu uczucie, jakbym był zwieszony między dwoma światami. Urodziłem się w 1975 roku w Gdańsku, który wcześniej nazywał się Danzig. W mieście podzielonym w jego historii tak bardzo, jak ja w mojej. Jaką nazwą należy nazywać moje rodzinne miasto tak, aby nikogo nie urazić? Polską, jak czyniono to dłuższy czas, aby nie być zaliczanym do zacofanych? Czy niemiecką, jak czynią to dziś moi polscy krewni, gdy mówią po niemiecku? Poprawność polityczna nie jest prostą sprawą.
"Polska Wielkanoc" będzie kolejnym filmem Ziemnickiego z udziałem polskich aktorów. Mimo że wyjechał do Niemiec w 1980 roku, w wieku kilku lat, przypadek wciąż prowadził go do Polski. Ma w dorobku kilka filmów i kilka prestiżowych nagród. Jego ostatnia fabuła "1 maja" była na Berlinale w 2008 roku filmem otwarcia perspektywy "Kino niemieckie".
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Niemcy coś u nas kręcą
praktykant.lulek
21.03.10, 19:28
eeeeee...myślałem, że będzie o wojnie, chętnie bym się wcielił w rolę młodego esesmana »
-
Niemcy coś u nas kręcą
ekojaszczur
21.03.10, 19:31
Ooo, będzie okazja aby dorobić jako statysta»
-
Niemcy coś u nas kręcą
nieeeee
21.03.10, 20:03
Ciekawy temat. Zwłaszcza, że co jakiś czas słychać, że niemiecki landesamt odebrał całkowicie prawa do opieki polskiemu rodzicowi i zakazał kontaktów z dzieckiem w języku polskim. Coś mi »
Najczęściej czytane24 htydzień



