Felieton. Historia z dachu, czyli śnieg na aucie
2010-03-20
, aktualizacja: 19.03.2010 18:53
Słońce przygrzewa mocniej, po ciężkiej zimie pozostają wspomnienia.
ZOBACZ TAKŻE
- Wyrok za stary, zamieszkaj w piwnicy (25-03-10, 21:00)
Dla pani Ani z alei Pokoju zima się jednak jeszcze nie skończyła. Bo nadal walczy z jej skutkami. Wszystko zaczęło się pod koniec lutego. Rankiem do drzwi mieszkania załomotał sąsiad. - Zrzucają śnieg z dachu, radzę odjechać autem - krzyknął od progu. Pani Ania, ze snem na powiekach, wyciągnęła spod prysznica męża, by zbiegł kilka pięter w dół i odjechał w bezpieczne miejsce. Gdy ten pośpieszył na dół, nikt już z dachu niczego nie zrzucał. Za to toyotę ledwie było widać spod zwałów śniegu i lodu. Maska auta przypominała miskę. - Zrzucili na pana auto i uciekli - oznajmił syn sąsiada, wskazując na dach.
- Dlaczego ja mam płacić za naprawę auta, niech płaci sprawca albo administracja bloku - pomyślał mąż pani Ani. Ona też nie zasypiała gruszek w popiele, zadzwoniła na komisariat. Policjanci przyjechali, pośniegowe szkody obejrzeli, co trzeba spisali. O wszystkim poinformowano kierownika administracji, notabene sąsiadującej przez ścianę z komisariatem. Niebawem dzielnicowy rozpoczął śledztwo. Zadanie dla policjanta: znaleźć sprawcę zrzucania śniegu i ustalić, kto za naprawę auta będzie musiał płacić. Z pozoru banał, wszak blok jest komunalny, czyli miejski, więc wszystko w papierach powinno być czarno na białym. A tu niespodzianka. Kierownik administracji z rozbrajająca szczerością wyznał, że nie wie, kto feralnego dnia zrzucał śnieg z dachu, bo umowa na odśnieżanie była z czterema firmami. Za to dobrotliwie poradził, by pechowy właściciel auta poszedł do PZU i stamtąd wziął kwit likwidacji szkody, przyszedł z powrotem do administracji, a on - kierownik - przyłoży na druku swoją pieczątkę. To miało załatwić koszty naprawy auta z polisy od odpowiedzialności cywilnej Zarządu Budynków Komunalnych. W PZU mąż pani Ani wyszedł na głupka, bo urzędniczka najpierw zrobiła oczy jak talerze, a potem wytłumaczyła, że takich druków to oni nie wydają. Przed dzielnicowym kierownik też poszedł w zaparte. Nawet numery polisy ZBK nie podał. Dzielnicowy traci nerwy, bo zaraz będzie musiał tłumaczyć przełożonym, dlaczego sprawę prowadzi tak ślamazarnie.
A może na dachu nie było nikogo i pani Ani z alei Pokoju to wszystko w zimową noc się przyśniło?
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Felieton. Historia z dachu, czyli śnieg na aucie
muczacza7
21.03.10, 06:14
Co za idiotyczne to ostatnie zdanie - to komentarz do artukulu?»
Najczęściej czytane24 htydzień



