Do lasów nadal nie można wchodzić. Trwa sprzątanie

Tadeusz Piersiak
2010-03-25 , aktualizacja: 26.03.2010 08:16
A A A Drukuj
Przez półtora roku, trzeba będzie uprzątać podczęstochowskie lasy po zimowej katastrofie. Nadal obowiązuje w nich zakaz wstępu.
Trwa sprzatąnie lasów po katastrofie
Fot. Sebastian Adamus / AG
Trwa sprzatąnie lasów po katastrofie
Las otaczające Częstochowę nadal przerażają. Nie trzeba się zagłębiać między drzewa - wystarczy np. jechać asfaltem w stronę Skrajnicy - by po obu stronach zauważyć leżące i stojące, splątane powalone drzewa i oberwane konary. Powoli jednak wraca do nich życie: robotnicy zaczynają uprzątać powalony drzewostan (szkoda, że nie pojawili się na wiadukcie nad torami przy wyjeździe z Częstochowy na Olsztyn). Kiedy wyjedzie się poza Blachownię, widać krzątających się ludzi i bale poukładane w sągi.

- Robotnicy weszli do lasów z początkiem lutego - mówi nadleśniczy z Herbów Waldemar Hylla. - Najpierw tam, gdzie były najcenniejsze drzewa lub gdzie było zagrożenia dla ludzi. Ze zniszczonych przez szadź drzew pozyskaliśmy już ok. 20-25 tys. m sześc. drewna. Zniszczenia szacuję jednak na 280 tys. Skutki zimowej katastrofy usuwać będziemy przynajmniej przez półtora roku. Są znacznie większe, niż wydawało się nam w styczniu.

By prace szły szybciej, drwalom pracującym tradycyjnymi metodami, pomagają nawet górale spod Nowego Targu oraz nowoczesne wielofunkcyjne maszyny: harvestery i forvardery.

Jedziemy pod Cisie, gdzie z udziałem maszyn porządkowane są lasy leśnictwa Trzepizury. Wśród przewróconych sosen działa forvarder. Na oko - duży Ursus - tyle że wyposażany w ruchome ramię. Na końcu tego ramienia ma jednak szczególne urządzenie: trzy zwrócone ku sobie, wielkie koła zębate uzupełnione tarczą piły. Kolos łapie drzewo u samej podstawy, piła wycina je, ramię podnosi nad ziemię i wtedy koła zębate przesuwają pień, z którego piła odcina gałęzie i nierówności, a potem tnie drewno na kawałki. Tak obrobione bale spadają na stos. Wycięcie i obróbka jednej sosny zajmuje maszynie może minutę. Robotnikowi z piłą zajęłoby to kilkanaście minut.

- W parze pracuje druga maszyna, która pocięte bale transportuje i układa w sągi - wyjaśnia Patryk, młody operator harvestera. - Teraz jest właśnie w innym rejonie lasu.

- Ta część lasu ma 5,37 ha - mówi leśniczy z Trzepizur Marek Dybski. - 32-letnie sosny, które tu rosły, zniszczone są w 80 proc. Są jednak tzw. młodniki z drzewami do 20 lat zniszczone całkowicie. To co się stało, jest gorsze niż trąba powietrzna. Ona położyła całe obszary lasu, a drzewa padały jak po sznurku - w jednym kierunku. Po szadzi drzewa złamane leżą wśród zdrowych, czasem splątane ze stojącymi.

Leśniczy wspomina, że po trąbie wywieźli z lasów 33 tys. m sześc. - teraz będzie nie mniej niż 25 tys. W innych leśnictwach jest jeszcze gorzej.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów