A po co to panu? - dopytują urzędnicy,
2010-06-10
, aktualizacja: 10.06.2010 15:29
gdy Kowalski chce dostępu do informacji publicznej. Potem robią wszystko, by informacji nie udostępnić
ZOBACZ TAKŻE
- Pamiętaj: urzędnika nic nie ruszy (20-02-10, 08:00)
- Komisarz mówi: za dużo urzędników (07-01-10, 08:00)
- Nagrody dla urzędników jeszcze po staremu (27-12-09, 20:42)
- Błąd urzędników wart miliony (06-12-09, 22:08)
Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich - pozarządowa organizacja działająca na rzecz rozwoju społeczeństwa obywatelskiego - przeprowadziła w całej Polsce badania dotycząca dostępu do informacji publicznej. Bo to właśnie on jest jednym z fundamentów dobrze funkcjonującej demokracji, powoduje, że państwo działa w sposób przejrzysty, a dobrze poinformowani obywatele czują się odpowiedzialni za swoją małą i wielką Ojczyznę.
O opinię poproszono ponad 250 osób - dziennikarzy i społeczników. Aż 94 proc. dziennikarzy i 72 proc. działaczy organizacji pozarządowych przyznało, że napotkali trudności w dostępie do informacji publicznej. Bo odmowy wcale nie są rzadkie, choć urzędnik, który takiej informacji obywatelowi odmówi, może nawet trafić do więzienia.
- Dopytują: kim pan jest i po co panu taka informacja - opowiada Krzysztof Izdebski, prawnik ze Stowarzyszenia. - Tymczasem to nie ma prawa ich obchodzić. O informacje publiczne można się zwrócić nawet anonimowo, nie tłumacząc, po co jest potrzebna. Urzędnik natomiast ma obowiązek przekazać każdą informację, chyba że odrębne przepisy określają, co ujawnione być nie może.
Pół biedy, jeśli urzędnik orzeknie, że coś informacją publiczną nie jest. Wydaje wtedy formalną decyzję w tej sprawie, a każdą decyzję można zaskarżyć. Gorzej, gdy nie odpowiada wcale, bo nie wiadomo, jak zareagować, a przepisy w tej sprawie jednoznaczne nie są. - Zaczyna się boksowanie i nasze stowarzyszenie w tym boksowaniu próbuje pomagać - tłumaczy Izdebski.
Opór do przekazywania nawet najprostszych informacji ma według Izdebskiego kilka przyczyn. Przede wszystkim obawę, że się obywatel za dużo dowie, a przecież urzędnik wie lepiej i nie ma potrzeby tą wiedzą z obywatelem się dzielić. Na dodatek obywatel swoimi pytaniami będzie tylko przeszkadzał urzędnikowi, dezorganizował mu pracę i poddawał ją stałej kontroli. Kontroli tymczasem urzędnik nie lubi, bo przecież wie lepiej.
Ustawa o dostępie do informacji publicznej ma już prawie 10 lat, ale wciąż z dostępem wcale nie jest dobrze. - Kiedyś urzędnicy zasłaniali się ochroną danych osobowych i pod takim pretekstem odmawiali przekazania informacji - wspomina Izdebski. - Dziś szukają innych powodów. Prezydent Poznania np. odmówił przekazania wyników audytu w urzędzie miasta twierdząc, że naruszyłby prawa autorskie. Jakby to miało jakikolwiek związek z informacją publiczną.
Katowicka organizacja pozarządowa Bona Fides raz w roku sprawdza, jak z dostępem do informacji publicznej jest w samorządach województwa śląskiego. - Źle - ocenia Grzegorz Wójkowski, prezes stowarzyszenia. - Zastanawiam się, czy to nieznajomość prawa, czy raczej jego lekceważenie. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że to drugie. Urzędnicy nie odpowiadają wcale, albo nie na zadane pytanie. Albo każą pytać jutro, bo musza spytać szefa, czy mogą obywatelowi udzielić choćby najprostszą informację.
Czasem jednak, gdy okaże się, że Kowalski zna prawo i wie, na jakie przepisy się powołać żądając dostępu do informacji publicznej, niemożliwe staje się możliwe i urzędnik żądane dane przekazuje. To kolejny dowód na tezę, że urzędnicy znają swoje obowiązki i tylko robią co mogą, by ich nie wypełniać.
O opinię poproszono ponad 250 osób - dziennikarzy i społeczników. Aż 94 proc. dziennikarzy i 72 proc. działaczy organizacji pozarządowych przyznało, że napotkali trudności w dostępie do informacji publicznej. Bo odmowy wcale nie są rzadkie, choć urzędnik, który takiej informacji obywatelowi odmówi, może nawet trafić do więzienia.
- Dopytują: kim pan jest i po co panu taka informacja - opowiada Krzysztof Izdebski, prawnik ze Stowarzyszenia. - Tymczasem to nie ma prawa ich obchodzić. O informacje publiczne można się zwrócić nawet anonimowo, nie tłumacząc, po co jest potrzebna. Urzędnik natomiast ma obowiązek przekazać każdą informację, chyba że odrębne przepisy określają, co ujawnione być nie może.
Pół biedy, jeśli urzędnik orzeknie, że coś informacją publiczną nie jest. Wydaje wtedy formalną decyzję w tej sprawie, a każdą decyzję można zaskarżyć. Gorzej, gdy nie odpowiada wcale, bo nie wiadomo, jak zareagować, a przepisy w tej sprawie jednoznaczne nie są. - Zaczyna się boksowanie i nasze stowarzyszenie w tym boksowaniu próbuje pomagać - tłumaczy Izdebski.
Opór do przekazywania nawet najprostszych informacji ma według Izdebskiego kilka przyczyn. Przede wszystkim obawę, że się obywatel za dużo dowie, a przecież urzędnik wie lepiej i nie ma potrzeby tą wiedzą z obywatelem się dzielić. Na dodatek obywatel swoimi pytaniami będzie tylko przeszkadzał urzędnikowi, dezorganizował mu pracę i poddawał ją stałej kontroli. Kontroli tymczasem urzędnik nie lubi, bo przecież wie lepiej.
Ustawa o dostępie do informacji publicznej ma już prawie 10 lat, ale wciąż z dostępem wcale nie jest dobrze. - Kiedyś urzędnicy zasłaniali się ochroną danych osobowych i pod takim pretekstem odmawiali przekazania informacji - wspomina Izdebski. - Dziś szukają innych powodów. Prezydent Poznania np. odmówił przekazania wyników audytu w urzędzie miasta twierdząc, że naruszyłby prawa autorskie. Jakby to miało jakikolwiek związek z informacją publiczną.
Katowicka organizacja pozarządowa Bona Fides raz w roku sprawdza, jak z dostępem do informacji publicznej jest w samorządach województwa śląskiego. - Źle - ocenia Grzegorz Wójkowski, prezes stowarzyszenia. - Zastanawiam się, czy to nieznajomość prawa, czy raczej jego lekceważenie. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że to drugie. Urzędnicy nie odpowiadają wcale, albo nie na zadane pytanie. Albo każą pytać jutro, bo musza spytać szefa, czy mogą obywatelowi udzielić choćby najprostszą informację.
Czasem jednak, gdy okaże się, że Kowalski zna prawo i wie, na jakie przepisy się powołać żądając dostępu do informacji publicznej, niemożliwe staje się możliwe i urzędnik żądane dane przekazuje. To kolejny dowód na tezę, że urzędnicy znają swoje obowiązki i tylko robią co mogą, by ich nie wypełniać.
- 24 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
A po co to panu? - dopytują urzędnicy,
wieciorkowski.grzegorz
10.06.10, 21:08
W dniu 6 maja 2010 roku wystąpiłem równolegle do Prezydenta Kurpiosa- pisemnie i do Wojewody Śląskiego e:mailem o potwierdzone kopie dokumentów zgodnie z ustawą o dostępie do informacji »


