Częstochowianka na światowym na rynku sztuki
2010-06-16
, aktualizacja: 16.06.2010 18:32
Damien Hirst, wybitny brytyjski artysta (i skandalista), obiecuje sprzedać pracę częstochowianki Aleksandry Hirszfeld drożej niż swoją sławną diamentową czaszkę - za 100 000 001 dol. Dzieło, znajdujące się w jego prywatnej kolekcji, tylko raz pokazane zostało w Polsce
"Z ogromną satysfakcją informujemy, że 10 maja 2010 w galerii Studio odbył się wernisaż jednodniowej zamkniętej wystawy Aleksandry Hirszfeld "Hirst w złotych butach" - nasza redakcja dostała zawiadomienie tej treści!
- Prezentowana praca (trzy fotografie kolorowe - dwie w formacie 41x60 cm i jedna o wymiarach 60x90 cm) stanowi dokumentację projektu, do którego udało mi się namówić Damiena Hirsta - informuje Aleksandra Hirszfeld. - Najbardziej rozpoznawalny artysta XXI wieku już wcześniej miał słabość do zacierania granicy pomiędzy rolą twórcy i producenta; teraz zdecydował się na przekroczenie kolejnej: granicy pomiędzy artystą a dziełem. Wykonanego przeze mnie (przy jego finansowym wsparciu) sobowtóra przyjął tymczasowo do prywatnej kolekcji, zapowiadając wystawienie go niebawem na aukcji za cenę wywoławczą nieco wyższą niż najdroższe z jego dzieło sztuki, czyli za 100 000 001 dol. Co sprawiło, że Hirst zainteresował się projektem? On sam twierdzi, że szczególnie urzekł go osobliwy fason złotych butów
W ten sposób powstała praca w postaci wypełnionego formaliną szklanego sześcianu o wymiarach 2x1x1 m, w którym znajduje się Damien Hirst w złotych kaloszach. W chwili obecnej znajduje się ona we wspomnianej prywatnej kolekcji Hirsta. Artysta zastrzegł sobie prawo do niepokazywania jej publicznie do momentu wystawienia na aukcji i podziału uzyskanej sumy.
Częstochowianka dla odmiany zastrzega się, że jest zobowiązana do milczenia na temat kulis swojej współpracy z Hirstem przez jeszcze mniej więcej tydzień. Natomiast jednodniowy pokaz zrodził w środowisku sztuki wzburzenie. Jedni - jak młody krytyk Michał Flopp - nieco się dystansują wobec tego działania.
- Aleksandra Hirszfeld, ubierając go w ten sposób, dokonuje gestu uzurpacji - napisał Flopp o dziele "Hirst w złotych kaloszach". - Wchodzi w cudzą skórę. Próbuje nie swojej pary butów. Jak siostry Kopciuszka - żeby sprawdzić, czy cudza gloria będzie dobrze na niej leżeć. Naśladując jego strategię, stara się zająć jego pozycję w strukturze rynku sztuki. Uprzywilejowane miejsce w polu sztuki. Także po to, by pokazać, jak bardzo taka kombinacja jest wątpliwa. Plakietka z ceną jest jak klejnot rodowy w jego dłoniach. Nic nowego, tylko powtórzenie. Ale sztuka nie poddaje się takim kategoriom jak oryginalność, w tym samym sensie jak moda czy reklama.
Znacznie bardziej stanowczy w swoich krytycznych osądach jest ceniony rzeźbiarz i performer starszego pokolenia Przemysław Kwiek. Potępia wręcz tego typu "zabawy" - jak to nazywa - i mieszanie do tego państwowych galerii sztuki. List tej treści (e-mail) wysłał do galerii Studio.
„Rozumiem, że kol. Aleksandra Hirszfeld jest jednym z pracowników Damiena Hirsta” - napisał założyciel Stowarzyszenia Artystów Sztuk Innych - „Nie rozumiem, co to znaczy: »Z ogromną satysfakcją informujemy «? (Galeria Studio?). Czyżby Galeria liczyła na jakieś pieniądze z tego reklamowego przedsięwzięcia? Jeśli chodzi o pomysł: »złote buty «, bo ten tylko tu jest niby oryginalny (gdzie dowody, że pochodzi od A. Hirszfeld, a nie od Hirsta?), to »Złote buty « notabene widziałem w Piotrkowie jako pracę Gordiana Pieca podczas swoich tam Warsztatów w r. 2005, a pomysłów tego typu, zapewniam, dobry artysta „Sztuk Efemerycznych”, ma co najmniej jeden dziennie. Na to ktoś »zażyje” mnie może stwierdzeniem: »nieważny pomysł, ważne, by go sprzedać! «. Odpowiadam: i Pałac Kultury kiedyś komuś już sprzedano (tak jak i kolumnę Zygmunta)”.
Aleksandra Hirszfeld cieszy się, że o pracy "Hirst w złotych butach" mówi się, a głosy te promieniują szeroko. Zapewnia, że nie są to tylko głosy mniej lub bardziej niechętne jej sukcesowi (bo w końcu jak inaczej nazwać współpracę z artystą o światowej renomie?). Informuje, że w efekcie odezwał się, proponując wystawę, pewien mieszkaniec Ukrainy. Ten kraj jest niejako drugim domem Hirsta, bo tamtejszy kolekcjoner kupuje prace artysty.
- Realizowałam projekt po to, żeby był komentowany jak każde dzieło - mówi częstochowianka. - Sztuka musi wzbudzać emocje. Głos Przemysława Kwieka zdumiewa mnie swoim treściami, ale cieszę się, że zaistniał, że jeden artysta zechciał dostrzec działania innego autora.
Ramka
A Ty co myślisz o projekcie? Podyskutuj: www.gazeta/czestochowa/pl, napisz: list@czestochowa.agora.pl, zadzwoń: 34 367 20 20
- Prezentowana praca (trzy fotografie kolorowe - dwie w formacie 41x60 cm i jedna o wymiarach 60x90 cm) stanowi dokumentację projektu, do którego udało mi się namówić Damiena Hirsta - informuje Aleksandra Hirszfeld. - Najbardziej rozpoznawalny artysta XXI wieku już wcześniej miał słabość do zacierania granicy pomiędzy rolą twórcy i producenta; teraz zdecydował się na przekroczenie kolejnej: granicy pomiędzy artystą a dziełem. Wykonanego przeze mnie (przy jego finansowym wsparciu) sobowtóra przyjął tymczasowo do prywatnej kolekcji, zapowiadając wystawienie go niebawem na aukcji za cenę wywoławczą nieco wyższą niż najdroższe z jego dzieło sztuki, czyli za 100 000 001 dol. Co sprawiło, że Hirst zainteresował się projektem? On sam twierdzi, że szczególnie urzekł go osobliwy fason złotych butów
W ten sposób powstała praca w postaci wypełnionego formaliną szklanego sześcianu o wymiarach 2x1x1 m, w którym znajduje się Damien Hirst w złotych kaloszach. W chwili obecnej znajduje się ona we wspomnianej prywatnej kolekcji Hirsta. Artysta zastrzegł sobie prawo do niepokazywania jej publicznie do momentu wystawienia na aukcji i podziału uzyskanej sumy.
Częstochowianka dla odmiany zastrzega się, że jest zobowiązana do milczenia na temat kulis swojej współpracy z Hirstem przez jeszcze mniej więcej tydzień. Natomiast jednodniowy pokaz zrodził w środowisku sztuki wzburzenie. Jedni - jak młody krytyk Michał Flopp - nieco się dystansują wobec tego działania.
- Aleksandra Hirszfeld, ubierając go w ten sposób, dokonuje gestu uzurpacji - napisał Flopp o dziele "Hirst w złotych kaloszach". - Wchodzi w cudzą skórę. Próbuje nie swojej pary butów. Jak siostry Kopciuszka - żeby sprawdzić, czy cudza gloria będzie dobrze na niej leżeć. Naśladując jego strategię, stara się zająć jego pozycję w strukturze rynku sztuki. Uprzywilejowane miejsce w polu sztuki. Także po to, by pokazać, jak bardzo taka kombinacja jest wątpliwa. Plakietka z ceną jest jak klejnot rodowy w jego dłoniach. Nic nowego, tylko powtórzenie. Ale sztuka nie poddaje się takim kategoriom jak oryginalność, w tym samym sensie jak moda czy reklama.
Znacznie bardziej stanowczy w swoich krytycznych osądach jest ceniony rzeźbiarz i performer starszego pokolenia Przemysław Kwiek. Potępia wręcz tego typu "zabawy" - jak to nazywa - i mieszanie do tego państwowych galerii sztuki. List tej treści (e-mail) wysłał do galerii Studio.
„Rozumiem, że kol. Aleksandra Hirszfeld jest jednym z pracowników Damiena Hirsta” - napisał założyciel Stowarzyszenia Artystów Sztuk Innych - „Nie rozumiem, co to znaczy: »Z ogromną satysfakcją informujemy «? (Galeria Studio?). Czyżby Galeria liczyła na jakieś pieniądze z tego reklamowego przedsięwzięcia? Jeśli chodzi o pomysł: »złote buty «, bo ten tylko tu jest niby oryginalny (gdzie dowody, że pochodzi od A. Hirszfeld, a nie od Hirsta?), to »Złote buty « notabene widziałem w Piotrkowie jako pracę Gordiana Pieca podczas swoich tam Warsztatów w r. 2005, a pomysłów tego typu, zapewniam, dobry artysta „Sztuk Efemerycznych”, ma co najmniej jeden dziennie. Na to ktoś »zażyje” mnie może stwierdzeniem: »nieważny pomysł, ważne, by go sprzedać! «. Odpowiadam: i Pałac Kultury kiedyś komuś już sprzedano (tak jak i kolumnę Zygmunta)”.
Aleksandra Hirszfeld cieszy się, że o pracy "Hirst w złotych butach" mówi się, a głosy te promieniują szeroko. Zapewnia, że nie są to tylko głosy mniej lub bardziej niechętne jej sukcesowi (bo w końcu jak inaczej nazwać współpracę z artystą o światowej renomie?). Informuje, że w efekcie odezwał się, proponując wystawę, pewien mieszkaniec Ukrainy. Ten kraj jest niejako drugim domem Hirsta, bo tamtejszy kolekcjoner kupuje prace artysty.
- Realizowałam projekt po to, żeby był komentowany jak każde dzieło - mówi częstochowianka. - Sztuka musi wzbudzać emocje. Głos Przemysława Kwieka zdumiewa mnie swoim treściami, ale cieszę się, że zaistniał, że jeden artysta zechciał dostrzec działania innego autora.
Ramka
A Ty co myślisz o projekcie? Podyskutuj: www.gazeta/czestochowa/pl, napisz: list@czestochowa.agora.pl, zadzwoń: 34 367 20 20
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów




więcej zdjęć