Powodzianie: Urzędnik przepisów nam nie tłumaczy
2010-06-18
, aktualizacja: 18.06.2010 17:29
- Ciągle nas sprawdzają, fotografują szkody. Komisje chodzą jedna za drugą. Nikt nam jednak nie tłumaczy przepisów - skarżą się powodzianie z Aniołowa, którzy nie dostaną zwrotu pieniędzy za remont zalanych domów.
ZOBACZ TAKŻE
- Listy: Mnie też uzdrowił lekarz orzecznik ZUS-u (14-07-10, 18:19)
- Orzecznik ZUS: okaz zdrowia. Dokumenty: chora (12-07-10, 07:00)
- Czekaj tata latka na wypełnienie druku E411 (23-06-10, 12:00)
- Rządowa pomoc dla powodzian? Trzeba czekać (20-06-10, 20:50)
Pana Darka z Aniołowa zalało na początku maja. Woda zniszczyła całą podłogę na parterze: panele, parkiet, wszystko do wyrzucenia. Kiedy więc dostał pierwszą zapomogę - według zapowiedzi "do 6 tys. zł na pierwsze bieżące potrzeby" - kupił kafle, kleje i zaprawy. - Nikt nam nie tłumaczył, co oznacza "bieżące potrzeby". Kupiłem więc to, co rzeczywiście było mi potrzebne - mówi pan Darek. - Po co miałem w pierwszej kolejności kupić lodówkę, pralkę, czy szafę, jeśli i tak nie miałbym ich na czym postawić - dodaje.
Powodzianie - według rządowych zapowiedzi - mogli też ubiegać się o kolejne pieniądze: do 20 tys. zł na remont domów i gospodarstw. Trzeba było jedynie złożyć wnioski w MOPS-ie. Termin: do 25 czerwca 2010 roku.
- Ta podłoga była dla mojej rodziny "bieżąca", dlatego wydałem na nią pieniądze z tych 6 tys. zł. Wziąłem więc faktury, przedkładam to wszystko urzędniczce z MOPS-u, a ona do mnie mówi, że są nieważne i że te wszystkie dokumenty mogę sobie włożyć w buty - mówi zirytowany pan Darek. W MOPS-ie dowiedział się, że najpierw powinienem złożyć podanie o dofinansowanie, a dopiero później robić zakupy. - Dwa dni różnicy i już mogę się pożegnać ze zwrotem za zakupy. Bo takie są przepisy - skarży się pan Darek. Jego sąsiad, który ma podobne problemy z rozliczeniem faktur, dodaje: - Nie mogli nam jasno o tych przepisach powiedzieć? Tak łopatologicznie. Przecież były aż trzy komisje. Ciągle nas sprawdzają, fotografują szkody, z pracy się musimy zwalniać i nic z tego nie wynika. A lepiej by było, gdyby podczas tych wizyt wkładali nam do głowy, co nam można, czego nie. Człowiek w nerwach może nie o wszystkim pamiętać.
MOPS się broni: - W komisjach są ludzie naprawdę kompetentni - mówi dyrektor częstochowskiego ośrodka Marcin Dudek. Wyjaśnia, że z każdym poszkodowanym spisują raport, w którym wyszczególniają, na co przekazać dane środki. Taki zapis to też informacja dla poszkodowanego.
- Pomocą trzeba było objąć ponad 600 gospodarstw - dodaje dyrektor MOPS-u. - Do wszystkich dotarliśmy i to bardzo szybko.
Powodzianie uważają jednak, że informacje urzędników były niezrozumiałe. Szczególnie dla ludzi starszych: - Moja mama nie może sobie z tym wszystkim dać rady. Woda zniszczyła dom, dorobek jej całego życia, a teraz boi się, że może nie mieć żadnej pomocy - dodał pan Darek.
Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSWiA: - Według przepisów, po wydaniu kwoty wypłacanej w pierwszej fazie po powodzi (do 6 tys. zł) nie trzeba mieć żadnych poświadczeń, na o się ją wydało. Nie ma też żadnych wytycznych, czy przepisów mówiących, czy rozliczać faktury z datą przed złożeniem wniosku. Resort ma pieniądze dla poszkodowanych i chce, aby pomoc dotarła do nich jak najszybciej. Natomiast sprawa każdego poszkodowanego jest sprawa indywidualną. I to jest rola pracowników samorządowych, by podchodzili do każdej sprawy indywidualnie. To oni powinni mieć najlepsze rozeznanie, kto i co stracił w powodzi, co musi zrobić w pierwszej kolejności. W sprawach wątpliwych pracownicy samorządowi zawsze mogą skontaktować się z urzędem wojewódzkim.
Komentarz
To wiedzą wszyscy: przepisy są skomplikowane. Rozumieją je tylko prawnicy i może urzędnicy. Zwykły człowiek nie bardzo wie, co znaczy po prawniczemu "potrzeba bieżąca". Dla niego jest to coś, co musi zrobić najpierw.
Nie podejrzewam urzędników MOPS-u o złą wolę. Rzeczywiście szybko dotarli do poszkodowanych, zanieśli ankiety. Ale zapomnieli o jednej ważnej sprawie: dla kogoś, kto działa w stresie, należy mówić "dużymi literami". I jeszcze co chwilę upewniać się, czy wszystko zrozumiał i zapamiętał. Pomoc społeczna to nie tylko kompetencja, to też zwykły ludzki odruch.
Powodzianie - według rządowych zapowiedzi - mogli też ubiegać się o kolejne pieniądze: do 20 tys. zł na remont domów i gospodarstw. Trzeba było jedynie złożyć wnioski w MOPS-ie. Termin: do 25 czerwca 2010 roku.
- Ta podłoga była dla mojej rodziny "bieżąca", dlatego wydałem na nią pieniądze z tych 6 tys. zł. Wziąłem więc faktury, przedkładam to wszystko urzędniczce z MOPS-u, a ona do mnie mówi, że są nieważne i że te wszystkie dokumenty mogę sobie włożyć w buty - mówi zirytowany pan Darek. W MOPS-ie dowiedział się, że najpierw powinienem złożyć podanie o dofinansowanie, a dopiero później robić zakupy. - Dwa dni różnicy i już mogę się pożegnać ze zwrotem za zakupy. Bo takie są przepisy - skarży się pan Darek. Jego sąsiad, który ma podobne problemy z rozliczeniem faktur, dodaje: - Nie mogli nam jasno o tych przepisach powiedzieć? Tak łopatologicznie. Przecież były aż trzy komisje. Ciągle nas sprawdzają, fotografują szkody, z pracy się musimy zwalniać i nic z tego nie wynika. A lepiej by było, gdyby podczas tych wizyt wkładali nam do głowy, co nam można, czego nie. Człowiek w nerwach może nie o wszystkim pamiętać.
MOPS się broni: - W komisjach są ludzie naprawdę kompetentni - mówi dyrektor częstochowskiego ośrodka Marcin Dudek. Wyjaśnia, że z każdym poszkodowanym spisują raport, w którym wyszczególniają, na co przekazać dane środki. Taki zapis to też informacja dla poszkodowanego.
- Pomocą trzeba było objąć ponad 600 gospodarstw - dodaje dyrektor MOPS-u. - Do wszystkich dotarliśmy i to bardzo szybko.
Powodzianie uważają jednak, że informacje urzędników były niezrozumiałe. Szczególnie dla ludzi starszych: - Moja mama nie może sobie z tym wszystkim dać rady. Woda zniszczyła dom, dorobek jej całego życia, a teraz boi się, że może nie mieć żadnej pomocy - dodał pan Darek.
Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSWiA: - Według przepisów, po wydaniu kwoty wypłacanej w pierwszej fazie po powodzi (do 6 tys. zł) nie trzeba mieć żadnych poświadczeń, na o się ją wydało. Nie ma też żadnych wytycznych, czy przepisów mówiących, czy rozliczać faktury z datą przed złożeniem wniosku. Resort ma pieniądze dla poszkodowanych i chce, aby pomoc dotarła do nich jak najszybciej. Natomiast sprawa każdego poszkodowanego jest sprawa indywidualną. I to jest rola pracowników samorządowych, by podchodzili do każdej sprawy indywidualnie. To oni powinni mieć najlepsze rozeznanie, kto i co stracił w powodzi, co musi zrobić w pierwszej kolejności. W sprawach wątpliwych pracownicy samorządowi zawsze mogą skontaktować się z urzędem wojewódzkim.
Komentarz
To wiedzą wszyscy: przepisy są skomplikowane. Rozumieją je tylko prawnicy i może urzędnicy. Zwykły człowiek nie bardzo wie, co znaczy po prawniczemu "potrzeba bieżąca". Dla niego jest to coś, co musi zrobić najpierw.
Nie podejrzewam urzędników MOPS-u o złą wolę. Rzeczywiście szybko dotarli do poszkodowanych, zanieśli ankiety. Ale zapomnieli o jednej ważnej sprawie: dla kogoś, kto działa w stresie, należy mówić "dużymi literami". I jeszcze co chwilę upewniać się, czy wszystko zrozumiał i zapamiętał. Pomoc społeczna to nie tylko kompetencja, to też zwykły ludzki odruch.
- 15 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Powodzianie: Urzędnik przepisów nam nie tłumaczy
romanwat
18.06.10, 21:48
>To wiedzą wszyscy: przepisy są skomplikowane. Rozumieją je tylko prawnicy i może urzędnicy.<To prawda.Mamy "wybrańców ludu", którzy w sejmie tworzą prawo.I mam proste pytanie?Co im »
-
Powodzianie: Urzędnik przepisów nam nie tłumaczy
ddlksi
18.06.10, 23:18
U mojej babki byli już dwa razy i niewiele z tego wynika. Spisali protokół, ale nawet nie zostawili kopii wiec i tak nie wiem dokładnie co tam sobie zapisali. Dostała 2 tysiące ale jak »


