Nie ma miłosierdzia dla zabytku?
2010-06-22
, aktualizacja: 22.06.2010 18:18
Niemal w centrum Częstochowy sypie się i zarasta zabójczym grzybem zabytkowy paręsetletni dworek. - Będą pieniądze, będą plany wobec budynku - mówi przedstawiciel właściciela, czyli częstochowskiej kurii metropolitalnej
ZOBACZ TAKŻE
- Nowowiejskiego ma być wyremontowana do końca września (23-06-10, 17:14)
- Zwrot kościelnych majątków po częstochowsku (15-06-10, 10:00)
Ul. św. Kazimierza 11. Sypiący się kamienny mur, zwichrowana drewniana brama i takaż furtka. Za nimi dom - nie trzeba szczególnie wybujałej wyobraźni, by ocenić, jaki byłby piękny, gdyby ktoś o niego zadbał. Rozłożysty, prosty w formie i klasyczny w kształcie dworek posadowiony w dużym ogrodzie. Niestety - na ścianach widać liszaje odpadającego tynku, proste gzymsiki są obtłuczone, blaszany, lekko spadzisty dach przeżera rdza, a w rynny zarasta zielsko. Kiedyś ten ogród był częścią ogrodów jasnogórskich, a dworek - należącą do Jasnej Góry tzw. oficyną ogrodową. Teraz należy do częstochowskiej kurii metropolitalnej, której Jasna Góra przekazała obiekt i teren, gdy przy sąsiedniej ul. św. Barbary budowało się Wyższe Seminarium Duchowne.
W budynku mieszkają osoby świeckie. 58 lat temu od Jasnej Góry służbowe mieszkanie dostał tu zmarły rok temu Eugeniusz Brańka - zasłużony dla kultury i Kościoła wieloletni organista i chórmistrz w sanktuarium, kompozytor muzyki sakralnej i świeckiej. - Już naprawdę nie wiem, jak przekonać kurię, że ten przepiękny budynek trzeba ratować - mówi Gracjanna Lipińska - Brańka, wdowa po muzyku. - Remontu tu nie było od lat, nikt nie zajmuje się cieknącym dachem i dziurawymi rynnami. To samo z murem. Tylko czekać, aż przechodniowi spadnie na głowę jakiś kawałek i zrobi krzywdę. Jeszcze kilka lat, a budynek i mur po prostu się zawalą. A to przecież obiekt zabytkowy. Kiedyś wisiała na nim potwierdzająca ten fakt tabliczka, ale kilka lat temu zniknęła. To jednak nie powoduje, że przestał być zabytkiem.
- Obiekt do rejestru zabytków nigdy wpisany nie był - informuje Aleksandra Janikowska-Perczak, szefowa częstochowskiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków. - Jest jednak wpisany do ewidencji zabytków, a to - zwłaszcza po ostatniej nowelizacji przepisów - powoduje, że także jest pod naszą ochroną. Budynek jest datowany na początek XIX wieku, ale być może powstał w miejscu innego, starszego. Mogą o tym świadczyć bardzo ciekawe piwnice, kamienne, sklepione. W ogóle budynek jest bardzo ciekawy. Może to nie jest wybitna perła architektury, ale na pewno wart jest zachowania - tego typu obiektów w Częstochowie nie ma.
Tymczasem półtora roku temu kuria chciała dworek wyburzyć. Dysponowała ekspertyzą, że jest niebezpieczny dla ludzi. Janikowska-Perczak zdołała wyburzeniu zapobiec. Okazało się zresztą, że rysa na suficie jednego z pokoi mieszkania Brańków to tylko niegroźne pękniecie. Brańkowie na własny koszt zrobili remont. Teraz trwa kolejny remont, w drugim pokoju. Tym razem trzeba było skuć znaczną część tynków, bo od wilgoci zarosły groźnym dla zdrowia grzybem. Lipińska-Brańka też go robi na własny koszt. Zaciągnęła na ten cel kredyt. - Tylko co z tego, skoro rynny dalej są dziurawe, a dach przecieka - żali się . - Co ściany trochę przeschną, jest kolejny deszcz i wszystko zamaka od nowa. Nie chcę, żeby kuria finansowała remont w moim mieszkaniu, ale niech coś zrobią z dachem i rynnami. Nie jestem właścicielką budynku, więc trudno, żebym ja finansowała i ten remont. Zresztą naprawdę nie chodzi tylko o mnie, ale o ratowanie zabytku. Nie można pozwolić, żeby się rozpadł.
Gracjanna Lipińska-Brańka wystosowała nawet pismo do Katowic, do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków z prośbą, by ratował dworek wpisując go do rejestru zabytków. - Zasadniczo wpis do rejestru odbywa się na wniosek właściciela - tłumaczy Katarzyna Limanowska z WUOZ. - W pewnych sytuacjach jednak wojewódzki konserwator zabytków może takie postępowanie wszcząć z urzędu, choćby po takim sygnale od mieszkańca. Właściciel musi być o postępowaniu poinformowany, ma prawo brać w nim udział, ale nawet bez jego zgody wpis może się dokonać.
Gdyby wpisu dokonano, konserwator zabytków mógłby się od właściciela domagać ratowania budynku. Dlatego Janikowska-Perczak chce poprzeć prośbę Gracjanny Lipińskiej-Brańka. Zresztą już namawiała kurię, by sama z takim wnioskiem wystąpiła - byłoby łatwiej pozyskać np. unijne pieniądze na ratowanie dworku.- Ale bardzo trudno zmusić właściciela do ratowania budynku, jeśli on tego nie chce - stwierdza.
A bez zmuszania jakie plany ma kuria wobec swojej własności? - Będą pieniądze, będą plany - mówi kanclerz kurii metropolitalnej ks. Marian Mikołajczyk. - Kuria to nie przedsiębiorstwo, jesteśmy zdani na łaskę ludzi.
Komentarz
Własność to rzecz święta. Wie o tym także Kościół, który w nowej Polsce odzyskuje swoja przedwojenną własność odebraną mu przez komunistów. Ale własność także zobowiązuje. I o tym Kościół także musi pamiętać. Czymże jest taki dworek wobec świetności Jasnej Góry, czy kościoła św. Zygmunta? Świeckim zabytkiem. A że takich w Częstochowie bardzo mało, trzeba o niego dbać. I to jest obowiązek właściciela.
W budynku mieszkają osoby świeckie. 58 lat temu od Jasnej Góry służbowe mieszkanie dostał tu zmarły rok temu Eugeniusz Brańka - zasłużony dla kultury i Kościoła wieloletni organista i chórmistrz w sanktuarium, kompozytor muzyki sakralnej i świeckiej. - Już naprawdę nie wiem, jak przekonać kurię, że ten przepiękny budynek trzeba ratować - mówi Gracjanna Lipińska - Brańka, wdowa po muzyku. - Remontu tu nie było od lat, nikt nie zajmuje się cieknącym dachem i dziurawymi rynnami. To samo z murem. Tylko czekać, aż przechodniowi spadnie na głowę jakiś kawałek i zrobi krzywdę. Jeszcze kilka lat, a budynek i mur po prostu się zawalą. A to przecież obiekt zabytkowy. Kiedyś wisiała na nim potwierdzająca ten fakt tabliczka, ale kilka lat temu zniknęła. To jednak nie powoduje, że przestał być zabytkiem.
- Obiekt do rejestru zabytków nigdy wpisany nie był - informuje Aleksandra Janikowska-Perczak, szefowa częstochowskiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków. - Jest jednak wpisany do ewidencji zabytków, a to - zwłaszcza po ostatniej nowelizacji przepisów - powoduje, że także jest pod naszą ochroną. Budynek jest datowany na początek XIX wieku, ale być może powstał w miejscu innego, starszego. Mogą o tym świadczyć bardzo ciekawe piwnice, kamienne, sklepione. W ogóle budynek jest bardzo ciekawy. Może to nie jest wybitna perła architektury, ale na pewno wart jest zachowania - tego typu obiektów w Częstochowie nie ma.
Tymczasem półtora roku temu kuria chciała dworek wyburzyć. Dysponowała ekspertyzą, że jest niebezpieczny dla ludzi. Janikowska-Perczak zdołała wyburzeniu zapobiec. Okazało się zresztą, że rysa na suficie jednego z pokoi mieszkania Brańków to tylko niegroźne pękniecie. Brańkowie na własny koszt zrobili remont. Teraz trwa kolejny remont, w drugim pokoju. Tym razem trzeba było skuć znaczną część tynków, bo od wilgoci zarosły groźnym dla zdrowia grzybem. Lipińska-Brańka też go robi na własny koszt. Zaciągnęła na ten cel kredyt. - Tylko co z tego, skoro rynny dalej są dziurawe, a dach przecieka - żali się . - Co ściany trochę przeschną, jest kolejny deszcz i wszystko zamaka od nowa. Nie chcę, żeby kuria finansowała remont w moim mieszkaniu, ale niech coś zrobią z dachem i rynnami. Nie jestem właścicielką budynku, więc trudno, żebym ja finansowała i ten remont. Zresztą naprawdę nie chodzi tylko o mnie, ale o ratowanie zabytku. Nie można pozwolić, żeby się rozpadł.
Gracjanna Lipińska-Brańka wystosowała nawet pismo do Katowic, do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków z prośbą, by ratował dworek wpisując go do rejestru zabytków. - Zasadniczo wpis do rejestru odbywa się na wniosek właściciela - tłumaczy Katarzyna Limanowska z WUOZ. - W pewnych sytuacjach jednak wojewódzki konserwator zabytków może takie postępowanie wszcząć z urzędu, choćby po takim sygnale od mieszkańca. Właściciel musi być o postępowaniu poinformowany, ma prawo brać w nim udział, ale nawet bez jego zgody wpis może się dokonać.
Gdyby wpisu dokonano, konserwator zabytków mógłby się od właściciela domagać ratowania budynku. Dlatego Janikowska-Perczak chce poprzeć prośbę Gracjanny Lipińskiej-Brańka. Zresztą już namawiała kurię, by sama z takim wnioskiem wystąpiła - byłoby łatwiej pozyskać np. unijne pieniądze na ratowanie dworku.- Ale bardzo trudno zmusić właściciela do ratowania budynku, jeśli on tego nie chce - stwierdza.
A bez zmuszania jakie plany ma kuria wobec swojej własności? - Będą pieniądze, będą plany - mówi kanclerz kurii metropolitalnej ks. Marian Mikołajczyk. - Kuria to nie przedsiębiorstwo, jesteśmy zdani na łaskę ludzi.
Komentarz
Własność to rzecz święta. Wie o tym także Kościół, który w nowej Polsce odzyskuje swoja przedwojenną własność odebraną mu przez komunistów. Ale własność także zobowiązuje. I o tym Kościół także musi pamiętać. Czymże jest taki dworek wobec świetności Jasnej Góry, czy kościoła św. Zygmunta? Świeckim zabytkiem. A że takich w Częstochowie bardzo mało, trzeba o niego dbać. I to jest obowiązek właściciela.
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Nie ma miłosierdzia dla zabytku?
4dagome1
23.06.10, 09:50
typowa żydowska przewrotnośc»
-
Nie ma miłosierdzia dla zabytku?
mirekg1963
23.06.10, 10:38
Chcieli zwrotów utraconych dóbr? To niech teraz dbaja o to. Mam wrażenie, że to będzie w ten sposb - kasa z państwa pójdzie na dnowienie tego obiektu a "czarni" później to opchną! Czysty »
-
a miłosierdzie do ludzi GW ma?
jesien2010jesienludu
25.06.10, 20:15
a konserwator po co jest tablice że coś jest zabytkim niejeden se zdjoł[przykłady znamy]a tam gdzie sa domki się waląi po co komu ten konserwator jak i inne instytucje kultury i UMpo 30 albo»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
