Narkotyki za więziennym murem

Marek Mamoń
2010-07-12 , aktualizacja: 12.07.2010 21:51
A A A Drukuj
Częstochowska prokuratura rozpracowała dwie niezależne od siebie grupy, zajmujące się rozprowadzaniem narkotyków w areszcie na częstochowskim Zawodziu i więzieniu w Strzelcach Opolskich. Na ławie oskarżonych zasiądzie 13 osób.
Sąd
Fot. Sławomir Kamiński / AG / Archiwum
Sąd
Częstochowscy prokuratorzy nie kryją satysfakcji: udało im się przeniknąć wyjątkowo hermetyczną społeczność. Jej szczyty zajmują na ogół odsiadujący długoletnie wyroki zabójcy czy szefowie gangów. Każda próba przeciwstawienia się im czy złamanie zmowy milczenia prowadzi do upadku na dno więziennej hierarchii i izolacji. Dlatego prokuratura nie chce ujawnić szczegółów tego śledztwa. Akt oskarżenia, który właśnie trafił do częstochowskiego sądu, opisuje działalność, jaką w areszcie na Zawodziu prowadził Paweł K., ps. "Diabeł". W latach 90. był związany z gangiem "Marcepana". W 2001 r. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach zarzuciła mu - prócz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej - handel narkotykami na ogromną skalę, handel kradzionymi autami, czerpanie zysków z nielegalnych automatów do gry, wymuszenia i pobicia (K. zawdzięczał pseudonim porywczemu charakterowi). Z "Diabłem" ściśle współpracował Oskar W. - "Młody Wiśnia", członek narkotykowego ganku Marka T., ps. "Tyju" (także ten proces toczy się przed częstochowskim sądem).

Według śledczych, narkotyki w częstochowskim areszcie grupa "Diabła" rozprowadzała od kwietnia 2007 do początku 2009 r. W tym czasie spieniężyli prawie 9,5 tys. działek konsumenckich amfetaminy. Z braku wagi operowano pojęciem "kulek"; jedna kosztowała 80 zł - trzykrotnie więcej niż na czarnym rynku. Osadzeni płacili gotówką lub kartami telefonicznymi, które za murami są cennym środkiem płatniczym. Handlowano też tabletkami ekstazy i - w mniejszym stopniu - marihuaną.

W grupie istniał ścisły podział ról. Przebywający na wolności młodszy brat "Diabła", 28 letni Łukasz K. kupował narkotyki. Te pakowano w prezerwatywy i formowano w kulki. Wnosiły je do aresztu dwie kobiety - konkubina jednego z osadzonych Oliwia K. i jej matka Katarzyna - gdy przychodziły na widzenie z Jarosławem A. W trakcie tych spotkań połykał on kulki, w celi wywoływał wymioty, a potem na spacerniaku przekazywał towar. Dystrybucją wśród aresztantów i więźniów zajmowali się Tomasz B. i Wiesław B. Sam "Diabeł" nie przyznaje się do winy, odmówił składnia wyjaśnień.

Nieco inne mechanizmy przenikania za mury narkotyków odkryli śledczy w Strzelcach Opolskich. Tam na czele grupy stali Mirosław G. i Dariusz Z. odsiadujący po 25 lat za zabójstwa. Werbowali osoby na wolności, które w ramach "charytatywnej pomocy więźniom" przygotowywały paczki żywnościowe. Amfetamina trafiała do więzienia w podwójnych dnach słoików ze smalcem, słodkich roladach oblewanych czekoladą czy tubkach pasty do zębów. Jeden z mężczyzn chował narkotyki w plastikowych opakowaniach witaminach musujących; dwie taki tubki potrafił jednocześnie schować "w otworze swego ciała " - jak napisano w akcie oskarżenia.

Początkowi prokuratura nie wykluczała, że w handel mogli być zamieszani funkcjonariusze służby więziennej. - Śledztwo nie potwierdziło tej tezy - mówi prok. Tomasz Ozimek z częstochowskiej Prokuratury Okręgowej. - Jednak ta sprawa powinna dać im do myślenia. Być może powinni zweryfikować metody kontrolowania np. osób przychodzących na widzenia.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów