Urzędnicy starostwa poświadczali nieprawdę z pośpiechu
2010-07-13
, aktualizacja: 13.07.2010 21:30
Wystawiali certyfikaty dostępności do informacji zastrzeżonych i poufnych bez sprawdzania kandydatów. Tłumaczą się, że nie mieli czasu. Staną za to przed sądem.
Na ławie oskarżonych usiądą była sekretarz starostwa częstochowskiego Ewa K. oraz emerytowany pułkownik Wojska Polskiego Wiesław P., który pracował w starostwie w pionie zarządzania kryzysowego.
W latach 2002-2004 Ewa K. była pełnomocnikiem starosty ds. informacji niejawnych. - Ustawa obliguje urzędnika, który ma do czynienia z informacjami zastrzeżonymi czy poufnymi do najwyższej staranności - mówi Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. - Przepisy dokładnie precyzują tryb postępowania wobec osób, którym wystawia się certyfikaty dostępności do takich informacji. Sprawdza się ich we wszystkich możliwych miejscach i służbach m.in. w policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, centralnym rejestrze karnym. Trzeba zweryfikować, czy dana osoba podała prawdziwe informacje, czy była karana, zapłaciła grzywnę.
Sposobem wydawania certyfikatów w starostwie zainteresowała się ABW. Jak ustalili jej funkcjonariusze, Ewa K. wystawiła 33 certyfikaty bezpieczeństwa bez wcześniejszego sprawdzenia kandydatów. Wiesław P. takich poświadczeń wystawił 10, gdy w 2005 roku zastępował Ewę K. Głównie chodziło o członków komisji poborowych.
Teraz byli urzędnicy odpowiedzą przed sądem za poświadczenie nieprawdy w wystawianych dokumentach. Ewa K. nie przyznała się do winy. Wyjaśniła, że nie zatajała niczego świadomie, działała jedynie pod presją czasu. Twierdzi, że wszystkie potrzebne do wydania certyfikatów zaświadczenia i opinie, począwszy do Centralnego Zarządu Więziennictwa przez ABW po Ministerstwo Obrony Narodowej, trzeba było czekać miesiącami. W tej sytuacji pobór do armii byłby zagrożony.
- Wiesław P. przyznał, że wystawiał zaświadczenia bez sprawdzenia, ale też tłumaczył się brakiem czasu - dodaje prokurator Ozimek.
Urzędnikom grozi do pięciu lat więzienia.
W latach 2002-2004 Ewa K. była pełnomocnikiem starosty ds. informacji niejawnych. - Ustawa obliguje urzędnika, który ma do czynienia z informacjami zastrzeżonymi czy poufnymi do najwyższej staranności - mówi Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. - Przepisy dokładnie precyzują tryb postępowania wobec osób, którym wystawia się certyfikaty dostępności do takich informacji. Sprawdza się ich we wszystkich możliwych miejscach i służbach m.in. w policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, centralnym rejestrze karnym. Trzeba zweryfikować, czy dana osoba podała prawdziwe informacje, czy była karana, zapłaciła grzywnę.
Sposobem wydawania certyfikatów w starostwie zainteresowała się ABW. Jak ustalili jej funkcjonariusze, Ewa K. wystawiła 33 certyfikaty bezpieczeństwa bez wcześniejszego sprawdzenia kandydatów. Wiesław P. takich poświadczeń wystawił 10, gdy w 2005 roku zastępował Ewę K. Głównie chodziło o członków komisji poborowych.
Teraz byli urzędnicy odpowiedzą przed sądem za poświadczenie nieprawdy w wystawianych dokumentach. Ewa K. nie przyznała się do winy. Wyjaśniła, że nie zatajała niczego świadomie, działała jedynie pod presją czasu. Twierdzi, że wszystkie potrzebne do wydania certyfikatów zaświadczenia i opinie, począwszy do Centralnego Zarządu Więziennictwa przez ABW po Ministerstwo Obrony Narodowej, trzeba było czekać miesiącami. W tej sytuacji pobór do armii byłby zagrożony.
- Wiesław P. przyznał, że wystawiał zaświadczenia bez sprawdzenia, ale też tłumaczył się brakiem czasu - dodaje prokurator Ozimek.
Urzędnikom grozi do pięciu lat więzienia.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Urzędnicy starostwa poświadczali nieprawdę z po...
gorzejgorzej
14.07.10, 16:46
Nie powinni być pociągani do odpowiedzialności. Niejaki Janusz Lewandowski, będąc ministrem fałszował dokumenty, by szybciej opylać polską własność. Został uniewinniony, gdyż sędzia uznał, »
Najczęściej czytane24 htydzień





