Policja twierdzi, że burmistrz Myszkowa jechał wężykiem
2010-07-13
, aktualizacja: 13.07.2010 21:49
Czy Janusz Romaniuk kierował autem "na podwójnym gazie"? - Był agresywny, robił co mógł, by utrudnić nam pracę. Odmówił dmuchania w alkomat - relacjonują policjanci. Czekają na wynik badania krwi.
ZOBACZ TAKŻE
- Myszkowem pierwszy raz chce rządzić kobieta (06-07-10, 22:01)
W sobotnie popołudnie oficer dyżurny komendy policji w Sandomierzu odebrał anonimowy telefon o jadącej wężykiem toyocie auris. Wysłany w pościg patrol zatrzymał samochód na krajowej "dziewiątce" w miejscowości Pęchów w gminie Klimontów, kilka kilometrów od Sandomierza. Kierowcą okazał się burmistrz Myszkowa Janusz Romaniuk. W aucie nie było pasażerów.
- Od kierowcy czuć był woń alkoholu. Był agresywny. To zachowanie plus wygląd wskazywały jednoznacznie, że jest po kielichu. I pewnie dlatego nie chciał poddać się testowi na obecność alkoholu w wydychanym powietrzu - usłyszeliśmy od policjantów. Nie zdecydowali się jednak na sporządzenie raportu o nagannym zachowaniu kierowcy, kładąc agresję Romaniuka na karb zdenerwowania sytuacją. - Kierowca został przewieziony do zespołu opieki zdrowotnej w Sandomierzu, gdzie pobrano mu krew do badań. Samochód odholowano na policyjny parking - potwierdza "Gazecie" przebieg sobotniej interwencji rzecznik świętokrzyskiej policji, komisarz Zbigniew Pedrycz.
Dopiero w niedzielę policja oddała samochód burmistrzowi. Wtedy już nie odmówił dmuchania w alkomat. Romaniuk wrócił do Myszkowa bez żadnych zarzutów. Próbka jego krwi została wysłana do Akademii Medycznej w Łodzi. Dopiero za około cztery tygodnie sandomierska policja otrzyma oficjalny wynik badań.
Chcieliśmy we wtorek porozmawiać z burmistrzem o tym, co stało się w sobotę pod Sandomierzem i dlaczego nie chciał dmuchać w alkomat. Sekretarka oznajmiła, że nie może połączyć telefonicznej rozmowy, bo w gabinecie burmistrza jest ważna narada. Pytania Romaniukowi przekazaliśmy więc mailem za pośrednictwem rzecznika prasowego urzędu miasta. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
- Od kierowcy czuć był woń alkoholu. Był agresywny. To zachowanie plus wygląd wskazywały jednoznacznie, że jest po kielichu. I pewnie dlatego nie chciał poddać się testowi na obecność alkoholu w wydychanym powietrzu - usłyszeliśmy od policjantów. Nie zdecydowali się jednak na sporządzenie raportu o nagannym zachowaniu kierowcy, kładąc agresję Romaniuka na karb zdenerwowania sytuacją. - Kierowca został przewieziony do zespołu opieki zdrowotnej w Sandomierzu, gdzie pobrano mu krew do badań. Samochód odholowano na policyjny parking - potwierdza "Gazecie" przebieg sobotniej interwencji rzecznik świętokrzyskiej policji, komisarz Zbigniew Pedrycz.
Dopiero w niedzielę policja oddała samochód burmistrzowi. Wtedy już nie odmówił dmuchania w alkomat. Romaniuk wrócił do Myszkowa bez żadnych zarzutów. Próbka jego krwi została wysłana do Akademii Medycznej w Łodzi. Dopiero za około cztery tygodnie sandomierska policja otrzyma oficjalny wynik badań.
Chcieliśmy we wtorek porozmawiać z burmistrzem o tym, co stało się w sobotę pod Sandomierzem i dlaczego nie chciał dmuchać w alkomat. Sekretarka oznajmiła, że nie może połączyć telefonicznej rozmowy, bo w gabinecie burmistrza jest ważna narada. Pytania Romaniukowi przekazaliśmy więc mailem za pośrednictwem rzecznika prasowego urzędu miasta. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Policja twierdzi, że burmistrz Myszkowa jechał ...
erykartowski
14.07.10, 10:52
Co wy mi tu k... Ja jezdem panem prezydentem/prezesem/dyrektorem i mniewszystko k... wolno. Typowe zachowanie Polaka na stołku.»
Najczęściej czytane24 htydzień





