Nasi walczyli pod Grunwaldem 600 lat temu
2010-07-16
, aktualizacja: 16.07.2010 14:33
Współczesna drużyna rycerska z Żarek regularnie jeździ pod Grunwald na rekonstrukcję bitwy. 600 lat temu nasz region, czyli pogranicze Śląska i Małopolski też pięknie wystąpiło w wielkiej wojnie z zakonem krzyżowym
ZOBACZ TAKŻE
- Weterani spod Grunwaldu (15-07-10, 22:15)
- Ojciec gonił za komturem, stryj był przy królu (15-07-10, 22:09)
Na pewno mnóstwo było pod pierwszym Grunwaldem rycerzy mniej znacznych, którym kroniki nie poświęciły uwagi. Ale byli też tacy, co zapisali się w historii - nie tylko tego starcia.
Historyk Marceli Antoniewicz z Akademii im. Jana Długosza, znawca Średniowiecza wyjaśnia, że oddziały polsko-litewskiego wojska zwane chorągwiami były dwojakiego rodzaju.
Pierwsze to chorągwie terytorialne, np. Ziemi Krakowskiej. Na pewno walczyli w niej Bielowie z Błeszna, herbu Ostoja, czyli nasi ludzie (właśnie oni są przykładem wojaków licznych i anonimowych). Obecności w niej szczególnego splendoru nadawał fakt, że ta właśnie chorągiew miała flagę z białym orłem, czyli państwową. I to dlatego tak zażarcie - wg relacji Jana Długosza - walczyli o nią pod Grunwaldem Polacy z Krzyżakami, gdy tym ostatnim udało się ją zdobyć.
Po drugie, największe rody rycerskie wystawiały własne chorągwie, tzw. rodowe. Zwykle dowodził nimi najważniejszy w rodzie rycerz.
- Tak swoich ludzi powiódł na bój z Krzyżakami Jakub z Koniecpola, herbu Pobóg - zaczyna wyliczanie dr Antoniewicz. - Dlatego jego oddział zwano chorągwią Pobogów.
Jakub to przodek Koniecpolskich, których znamy z późniejszej historii kraju, m.in. hetmana Stanisława Koniecpolskiego. Ale ród nie wywodził się z dzisiejszego Koniecpola, założonego dopiero przez jednego z trzech synów Jakuba. Miał siedzibę w Starym Koniecpolu. Jakub był jednym z najbliższych doradców króla Władysława, a jego żona opiekowała się królewskimi dziećmi. Także syn kontynuował tradycję trzymania się blisko sfer rządowych: został kanclerzem.
Chorągiew Pobogów miała w numeracji polskiego wojska pod Grunwaldem numer 30. Chorągiew 36. prowadził kasztelan wiślicki Klemens z Moskorzewa (czyli spod Włoszczowy), herbu Pilawa, podkanclerzy królestwa polskiego. On z kolei był jednym z najbliższych doradców królowej Jadwigi, pierwszej żony Jagiełły. Ślad po nim został w Moskorzewie do dzisiaj - gotycki kościół św. Małgorzaty z oryginalnymi drzwiami, które przetrwały nietknięte od XIV wieku. Na ich żelazie wykuto po łacinie nazwisko fundatora.
- I wreszcie najbardziej wojowniczy z nich, dowódca chorągwi 42. - kasztelan Krystyn z Koziegłów, herbu Lis - dr Antoniewicz zagina trzeci palec. I od razu zbacza na swój ulubiony temat herbów: - Nie znaczy to, że miał lisa w herbie. Znajdowała się tam biała strzała w czerwonym polu, dwukrotnie przekrzyżowana. Wizerunek lisa natomiast umieszczono w klejnocie rodowym, czyli w zwieńczeniu herbowej tarczy.
Pan na Koziegłowach był przedstawicielem jednego z najstarszych i najbardziej znaczących polskich rodów rycerskich, synem Mściwoja z Kwiliny (dzisiejsza gmina Radków). To on zbudował zamek w Koziegłowach i rozbudował zamek w Mirowie, uzyskując w ten sposób dwie warownie po obu stronach polskiej granicy. Później jego syn Krystyn Młodszy dostał jeszcze w spadku zamek Bąkowiec - dzisiejsze Morsko.
Krystyn Starszy zapisał się w historii jako wybitny rycerz i aktywny polityk. W czasie wojny domowej, która wybuchła w Polsce po śmierci króla Ludwika Węgierskiego, przyłączył się do stronnictwa postulującego osadzenie na polskim tronie córki Ludwika Jadwigi. Potem został zaufanym doradcą młodej monarchini. I jednym z pięciu najbardziej zaufanych doradców Jagiełły. Od samego początku go popierał, brał udział w jego wyborze na króla polskiego, chrzcie i koronacji, a zaraz po niej pojechał z Jagiełłą na Litwę, by uczestniczyć w jej chrystianizacji. Dzięki temu stał się świadkiem tworzenia tam pierwszych kościołów katolickich, z katedrą wileńską na czele.
- Pod Grunwaldem Krystyn miał jakieś 55 lat, ale siły i energii na pewno mu nie brakowało - opowiada historyk. - Doskonale widać to po tym, co zrobił, gdy zwinięto oblężenie Malborka (po Grunwaldzie wojska polsko-litewskie stanęły pod murami stolicy Krzyżaków). Oto piorunem wyjechał do Krakowa, by u biskupa krakowskiego Wysza dostać pozwolenie na budowę kościoła w Koziegłowach - jako wotum za zwycięstwo. A potem wrócił pod Malbork... i jeszcze zdążył na rozmowy pokojowe. Niestety, Koziegłowscy wymarli, ród zakończył się na wnukach Krystyna.
Nie brał natomiast udziału w grunwaldzkiej bitwie czwarty wielki pan z naszej okolicy - Jan ze Szczekocin. Król powierzył mu inną, równie ważną rolę. Oto Jan, senior rodu Odrowążów, kasztelan lubelski, został jako najwyższy rangą dowódca oddelegowany przez Jagiełłę do obrony południowych granic Polski przed dywersją Zygmunta Luksemburczyka, wówczas jeszcze króla węgierskiego (potem także niemieckiego i włoskiego, a w końcu cesarza). Zygmuntowi marzył się rozbiór Polski, dlatego Jan ze Szczekocin stanął w Sączu, by zagrodzić Węgrom przejście z Orawy i Spisza na Podkarpacie. I sprawił się znakomicie: nie tylko ich powstrzymał, ale też nieźle przegonił, kontratakując i zwyciężając w bitwie pod Bardiowem.
Historyk Marceli Antoniewicz z Akademii im. Jana Długosza, znawca Średniowiecza wyjaśnia, że oddziały polsko-litewskiego wojska zwane chorągwiami były dwojakiego rodzaju.
Pierwsze to chorągwie terytorialne, np. Ziemi Krakowskiej. Na pewno walczyli w niej Bielowie z Błeszna, herbu Ostoja, czyli nasi ludzie (właśnie oni są przykładem wojaków licznych i anonimowych). Obecności w niej szczególnego splendoru nadawał fakt, że ta właśnie chorągiew miała flagę z białym orłem, czyli państwową. I to dlatego tak zażarcie - wg relacji Jana Długosza - walczyli o nią pod Grunwaldem Polacy z Krzyżakami, gdy tym ostatnim udało się ją zdobyć.
Po drugie, największe rody rycerskie wystawiały własne chorągwie, tzw. rodowe. Zwykle dowodził nimi najważniejszy w rodzie rycerz.
- Tak swoich ludzi powiódł na bój z Krzyżakami Jakub z Koniecpola, herbu Pobóg - zaczyna wyliczanie dr Antoniewicz. - Dlatego jego oddział zwano chorągwią Pobogów.
Jakub to przodek Koniecpolskich, których znamy z późniejszej historii kraju, m.in. hetmana Stanisława Koniecpolskiego. Ale ród nie wywodził się z dzisiejszego Koniecpola, założonego dopiero przez jednego z trzech synów Jakuba. Miał siedzibę w Starym Koniecpolu. Jakub był jednym z najbliższych doradców króla Władysława, a jego żona opiekowała się królewskimi dziećmi. Także syn kontynuował tradycję trzymania się blisko sfer rządowych: został kanclerzem.
Chorągiew Pobogów miała w numeracji polskiego wojska pod Grunwaldem numer 30. Chorągiew 36. prowadził kasztelan wiślicki Klemens z Moskorzewa (czyli spod Włoszczowy), herbu Pilawa, podkanclerzy królestwa polskiego. On z kolei był jednym z najbliższych doradców królowej Jadwigi, pierwszej żony Jagiełły. Ślad po nim został w Moskorzewie do dzisiaj - gotycki kościół św. Małgorzaty z oryginalnymi drzwiami, które przetrwały nietknięte od XIV wieku. Na ich żelazie wykuto po łacinie nazwisko fundatora.
- I wreszcie najbardziej wojowniczy z nich, dowódca chorągwi 42. - kasztelan Krystyn z Koziegłów, herbu Lis - dr Antoniewicz zagina trzeci palec. I od razu zbacza na swój ulubiony temat herbów: - Nie znaczy to, że miał lisa w herbie. Znajdowała się tam biała strzała w czerwonym polu, dwukrotnie przekrzyżowana. Wizerunek lisa natomiast umieszczono w klejnocie rodowym, czyli w zwieńczeniu herbowej tarczy.
Pan na Koziegłowach był przedstawicielem jednego z najstarszych i najbardziej znaczących polskich rodów rycerskich, synem Mściwoja z Kwiliny (dzisiejsza gmina Radków). To on zbudował zamek w Koziegłowach i rozbudował zamek w Mirowie, uzyskując w ten sposób dwie warownie po obu stronach polskiej granicy. Później jego syn Krystyn Młodszy dostał jeszcze w spadku zamek Bąkowiec - dzisiejsze Morsko.
Krystyn Starszy zapisał się w historii jako wybitny rycerz i aktywny polityk. W czasie wojny domowej, która wybuchła w Polsce po śmierci króla Ludwika Węgierskiego, przyłączył się do stronnictwa postulującego osadzenie na polskim tronie córki Ludwika Jadwigi. Potem został zaufanym doradcą młodej monarchini. I jednym z pięciu najbardziej zaufanych doradców Jagiełły. Od samego początku go popierał, brał udział w jego wyborze na króla polskiego, chrzcie i koronacji, a zaraz po niej pojechał z Jagiełłą na Litwę, by uczestniczyć w jej chrystianizacji. Dzięki temu stał się świadkiem tworzenia tam pierwszych kościołów katolickich, z katedrą wileńską na czele.
- Pod Grunwaldem Krystyn miał jakieś 55 lat, ale siły i energii na pewno mu nie brakowało - opowiada historyk. - Doskonale widać to po tym, co zrobił, gdy zwinięto oblężenie Malborka (po Grunwaldzie wojska polsko-litewskie stanęły pod murami stolicy Krzyżaków). Oto piorunem wyjechał do Krakowa, by u biskupa krakowskiego Wysza dostać pozwolenie na budowę kościoła w Koziegłowach - jako wotum za zwycięstwo. A potem wrócił pod Malbork... i jeszcze zdążył na rozmowy pokojowe. Niestety, Koziegłowscy wymarli, ród zakończył się na wnukach Krystyna.
Nie brał natomiast udziału w grunwaldzkiej bitwie czwarty wielki pan z naszej okolicy - Jan ze Szczekocin. Król powierzył mu inną, równie ważną rolę. Oto Jan, senior rodu Odrowążów, kasztelan lubelski, został jako najwyższy rangą dowódca oddelegowany przez Jagiełłę do obrony południowych granic Polski przed dywersją Zygmunta Luksemburczyka, wówczas jeszcze króla węgierskiego (potem także niemieckiego i włoskiego, a w końcu cesarza). Zygmuntowi marzył się rozbiór Polski, dlatego Jan ze Szczekocin stanął w Sączu, by zagrodzić Węgrom przejście z Orawy i Spisza na Podkarpacie. I sprawił się znakomicie: nie tylko ich powstrzymał, ale też nieźle przegonił, kontratakując i zwyciężając w bitwie pod Bardiowem.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów




