Pożądane sąsiedztwo marketu

Aneta Nawrot
2010-07-30 , aktualizacja: 30.07.2010 20:41
A A A Drukuj
Supermarkety miały wykończyć drobnych sprzedawców, tymczasem stragany z ich okolic wcale nie znikają. Sprzedawcy cieszą się wręcz z sąsiedztwa wielkich sklepów - o ile postawili na coś, czego one nie mają.
Sąsiedztwo supermarketu przy ul. Pułaskiego nie zlikwidowało ryneczku po drugiej stronie ulicy
Fot. Piotr Deska / AG
Sąsiedztwo supermarketu przy ul. Pułaskiego nie zlikwidowało ryneczku po drugiej stronie ulicy
Jakiś czas temu na internetowym forum "Gazety" pojawiła się informacja, że z powodu otwarcia "małego" Tesco, a wkrótce także Lidla przy ul. Pułaskiego ryneczek, który od wielu lat funkcjonuje po drugiej stronie tej ulicy, zostanie zlikwidowany.

Magistrat, do którego teren należy, nie potwierdza tej wiadomości, nawet nie słyszał o tym pomyśle. Także klienci ryneczku zaprzeczali plotce. Ale najbardziej zdziwieni byli sami handlujący.

- Może chodzi o to, że Tesco i Lidl zabiorą wam klientów? - dopytywała "Gazeta".

- Zabiorą? Skąd! Przyciągną ich. Dla nas te małe supermarkety to najlepsza rzecz, jaka może się zdarzyć - zapewniali. - Ludzie widzą, że w dużym sklepie owoce czy warzywa nie zawsze są najpiękniejsze (bo z chłodni albo wymacane przez innych kupujących) i nie zawsze w dużym wyborze. Nic dziwnego zresztą, to sklepy nastawione na nabiał, mięso, kosmetyki czy chemię gospodarczą. Kiedy więc ktoś już zrobi takie zakupy, a potrzebuje świeżej zieleniny i owoców, szuka ich możliwie blisko sklepu - u nas. I interes się kręci. Im supermarket bliżej, tym dla nas lepiej.

Układ: supermarket-stragan sprawdza się nie tylko przy ul. Pułaskiego. Przy Jagiellońskiej np. od lat funkcjonuje Sezam oraz centra handlowe Jagiellończycy i Estakada. Jest też ryneczek na tyłach Sezamu. Wszędzie tam handlują warzywami i owocami. A mimo to w sąsiedztwie Sezamu wciąż stoją handlarze przysłowiową pietruszką.

- Mam swoje miejsca do robienia zakupów - opowiada mieszkanka dzielnicy. - Do Jagiellończyków chodzę po jajka, duże ilości owoców i warzyw, czasami po mięso czy wędlinę. Ale już po pieczywo i nabiał idę do Sezamu. Natomiast pietruszkę, ogórki czy sałatę kupuję właśnie u drobnych handlarzy stojących na ulicy. Wiem, że zawsze mają świeże produkty: sprawdziłam.

Także przed dawnym Merkurym znajdziemy stoisko warzywno-owocowe. Rzadko się zdarza, żeby nie było do niego kolejki, choć konkuruje z nim ryneczek na Wałach, małe Tesco i Megasam. Obok ustawiają się też kwiaciarze.

- Kiedy wracam z pracy, wstępuję do Megasamu po podstawowe zakupy. Uzupełniam je w Tesco - opowiada pani z kolejki. - Na samym końcu przychodzę do tego właśnie straganu. Jeśli mi zostaną jakieś drobne, to jeszcze kwiatki kupię. Tak obładowana wsiadam do autobusu, bo przystanek jest tuż obok, i jadę do domu. To dobrze, że wszystko jest pod ręką.

Dla "Gazety"

Dr Robert Nowacki z Instytutu Rynku Wewnętrznego w Warszawie: - Kiedy do Polski wchodziły supermarkety, mali handlowcy podnieśli alarm: one nas pochłoną. Rzeczywiście, ci, którzy nie mieli pomysłu na swój biznes, nie byli elastyczni, polegli. Natomiast ci, którzy postawili na świeże warzywa i owoce, szczególnie sezonowe, świetnie prosperują. Wręcz cieszą się, że mają za plecami supermarket. W wielkopowierzchniowym sklepie jest, owszem, wybór owoców i warzyw, są promocje, ale często mamy problem z pachnącą pietruszką, koperkiem czy inną włoszczyzną. Wtedy z pomocą klientowi przychodzą właśnie drobni handlarze. Czasami mają nieco drożej, ale ich towar jest zawsze świeży - bo jest go tyle, ile uda im się sprzedać w ciągu dnia.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Pożądane sąsiedztwo marketu 4dagome1 31.07.10, 07:18

    Ryneczek na Pułaskiego jest drogi i mało tam klientów .NIe kupuje tam bo niema karteczek z cenami a sprzedawcy polują na jeleni którzy nie orientują się wcenach .Ryneczek na wałach to jest »

  • Pożądane sąsiedztwo marketu jaaca40 02.08.10, 10:39

    W dyskusji wcale nie chodziło o to czy markety zarabiają,bo to przecież jestoczywiste i wcale tego nikt nie neguje.Nie wiem dlaczego przedmówczyni tak sięuparła na te markety.Tu chodzi o to »