Medali z kartofli nie było. Najlepsi dostali puchary
2010-08-04
, aktualizacja: 04.08.2010 21:57
Na tych zawodach nikt nie kopał się po łydkach. Wręcz przeciwnie: zawodnicy cieszyli się z sukcesów swoich rywali.
W takiej radosnej atmosferze odbyła się w środę III Letnia Olimpiada Sportowa, którą zorganizował Dom Pomocy Społecznej dla mężczyzn z niepełnosprawnością intelektualną, prowadzony przez Zgromadzenie Braci Albertynów. Przy ul. św. Jadwigi wystąpiły reprezentacje podobnych placówek dla kobiet, prowadzonych przez siostry albertynki w Poraju i Wesołej oraz z miejskiego DPS-u przy ul. Kontkiewicza.
W programie znalazło się kilkanaście dyscyplin, od turnieju warcabowego po strzelanie karnych do bramek. Drużyna gospodarzy wystąpiła w biało-czerwonych koszulkach z napisem "Polska". - Kupiliśmy te stroje przed rokiem. Nasi panowie są z nich bardzo dumni i występują w nich na wszystkich imprezach - opowiadała Renata Smużyńska, dyrektorka Domu przy ul. św. Jadwigi.
Choć część "panów" jest już po pięćdziesiątce, formą fizyczną wręcz imponują. - To dla nas największy komplement. To przecież efekt naszej opieki, wysiłków rehabilitantów - cieszyła się Roksana Kolasińska-Kulej, kierująca działem terapeutyczno-opiekuńczym.
Poza konkurencjami sportowymi zaplanowano też m.in. pokaz tresury psów, potańcówkę, poczęstunek. Dla zwycięzców czekały nagrody rzeczowe, dyplomy, puchary. - Będą medale z kartofla? - pytał jeden z mężczyzn przysłuchujących się opowieściom dyrektorki. Gdy odpowiedziała, że tym razem przygotowano puchary, westchnął: - Szkoda. Ja tak lubię kartofle!
W przygotowaniu olimpiady pomagał wolontariusz, student anglistyki w Centrum Języków Obcych. Do Domu przy ul. św. Jadwigi miał przychodzić raz w tygodniu, teraz jest tu codziennie. - Wciągnąłem się, bo znalazłem w tym mnóstwo satysfakcji - przyznał Janek (nie chciał podać nazwiska). - Nie tylko z tego, że pomagam. To są po prostu serdeczni, bezpośredni i szczerzy ludzie. Bycie z nimi ładuje moje akumulatory.
W programie znalazło się kilkanaście dyscyplin, od turnieju warcabowego po strzelanie karnych do bramek. Drużyna gospodarzy wystąpiła w biało-czerwonych koszulkach z napisem "Polska". - Kupiliśmy te stroje przed rokiem. Nasi panowie są z nich bardzo dumni i występują w nich na wszystkich imprezach - opowiadała Renata Smużyńska, dyrektorka Domu przy ul. św. Jadwigi.
Choć część "panów" jest już po pięćdziesiątce, formą fizyczną wręcz imponują. - To dla nas największy komplement. To przecież efekt naszej opieki, wysiłków rehabilitantów - cieszyła się Roksana Kolasińska-Kulej, kierująca działem terapeutyczno-opiekuńczym.
Poza konkurencjami sportowymi zaplanowano też m.in. pokaz tresury psów, potańcówkę, poczęstunek. Dla zwycięzców czekały nagrody rzeczowe, dyplomy, puchary. - Będą medale z kartofla? - pytał jeden z mężczyzn przysłuchujących się opowieściom dyrektorki. Gdy odpowiedziała, że tym razem przygotowano puchary, westchnął: - Szkoda. Ja tak lubię kartofle!
W przygotowaniu olimpiady pomagał wolontariusz, student anglistyki w Centrum Języków Obcych. Do Domu przy ul. św. Jadwigi miał przychodzić raz w tygodniu, teraz jest tu codziennie. - Wciągnąłem się, bo znalazłem w tym mnóstwo satysfakcji - przyznał Janek (nie chciał podać nazwiska). - Nie tylko z tego, że pomagam. To są po prostu serdeczni, bezpośredni i szczerzy ludzie. Bycie z nimi ładuje moje akumulatory.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy




więcej zdjęć