Zawodzie pęka: - Jak to zobaczyłem, myślałem, że zawału dostanę
2010-08-05
, aktualizacja: 05.08.2010 19:47
- łapie się za serce Czytelnik. - Rysy na ścianach, w kącie liszaj, na sufitach zacieki. Na pęknięciach przylepione szkiełka. Ludzie mnie zaraz ostrzegli: gdy szkiełko też pęknie, trzeba uciekać
Na pierwsze pasek szkła odwiedzający oddział neurologii na Zawodziu natykają się zaraz przy wyjściu z windy. Szybkę mocują do różowej ściany dwie grudki zaschłego gipsu. Następne szkiełka są przy salach chorych. Każde naklejone na wyraźnym pęknięciu. To stara metoda budowlańców: jeżeli rysa się pogłębi czy poszerzy, cienkie szkło nie wytrzyma naprężeń i pryśnie. A zastosowano ją w szpitalu przy ul. Mirowskiej, bo ściany jego najnowszego pawilonu, oddanego do użytku zaledwie trzy lata temu, faktycznie pękają.
- Myślałem, że zawału dostanę, jak to zobaczyłem. No i ludzie mnie zaraz ostrzegli: gdy szkiełko pęknie, trzeba ewakuować oddział, bo budynek się zaraz zawali - opowiada Czytelnik o swojej wizycie na neurologii Zawodzia. - Mało tego, w korytarzu stoją metalowe rusztowania podtrzymujące sufit.
- A nie, to zakładają nam klimatyzację - ordynator neurologii Piotr Konieczny zachowuje spokój. Podobnie pracownicy niżej położonych: bloku operacyjnego i OIOM-u. Tam nie ma żadnych spękań ani alarmowych szybek.
O rysujących się ścianach pawilonu dyrektor szpitala Dariusz Kopczyński zawiadamiał już radnych, a więc miasto - właściciel szpitala - wie, co się dzieje. Ale czemu się dzieje?
Pawilon początkowo miał być zaledwie piętrowy - z OIOM-em na parterze i blokiem operacyjnym na piętrze. Z tym, że już w trakcie budowy ówczesny dyrektor szpitali miejskich uznał: dobrze byłoby tu też ulokować neurologię. I zapadła decyzja o nadbudowaniu jednej kondygnacji. - Oczywiście dokonano stosownych zmian w konstrukcji budynku, by wytrzymała dodatkowy nacisk - zapewnia Piotr Kaczmarczyk, zastępca dyrektora odpowiedzialny za sprawy eksploatacyjno-techniczne.
Pęknięcia pojawiły się jednak nie na oddziałach "przyciśniętych" przez nadprogramową neurologię, ale właśnie na niej, choć nad sobą ma ona tylko dach.
- Po prostu budynek osiada, jak każdy. A my jesteśmy na niewdzięcznym gruncie, miękkim, bo obok Warta. W dodatku trasa niedaleko, a i Mirowska jest ulicą wyjątkowo ruchliwą. Ile tędy TIR-ów jeździ... Drgania na pewno przenoszą się na budynki wokół - mówi dyr. Kaczmarczyk.
Jest pewien, że proces "pracowania" ścian pawilonu już się zakończył. Na dowód pokazuje właśnie paski szkła: - Od marca tu są i ani drgnęły, choć ziemia pod nami wyjątkowo rozmiękła podczas powodzi. Popękałyby natychmiast, gdyby jeszcze coś osiadało. Też jestem budowlańcem, więc wiem.
Obchodzimy cały pawilon. Na niższych kondygnacjach ściany faktycznie całe i czyste. Tylko drugie piętro straszy - także imponującym liszajem w kącie za windą i zaciekami na sufitach. Te nie miały szacunku nawet dla gabinetu ordynatora: jedna żółta plama rozgościła się tuż nad środkiem pokoju, druga nad biurkiem. Pod nią leży schludnie złożona, biała ściereczka.
- Na wszelki wypadek - wyjaśnia ordynator. - Ale wcześniej musieliśmy wiaderka podstawiać, kiedy padał deszcz.
- Przez dwa lata nic złego się nie działo, dopiero ten rok dał nam popalić - mówi dyr. Kaczmarczyk. - Dach jest tu płaski, więc zaległa na nim gruba warstwa śniegu, który potem topniał, a jeszcze później przyszły wiosenne ulewy. Woda znalazła sobie jakieś nieszczelności w dachu i dostała się do środka budynku. Miała o tyle ułatwione zadanie, że dach "poprzebijany" jest przez urządzenia techniczne: znajduje się na nim 18 central klimatyzacji. W dodatku zlokalizowanie miejsc przecieku okazało się bardzo trudne, bo widać było tylko, gdzie się leje, a nie było wiadomo, skąd. Ale w końcu się udało, dach już jest w trakcie uszczelniania.
Dyrektor szpitala Dariusz Kopczyński planuje we wrześniu spotkanie z częstochowską Przemysłówką, która budowała pawilon. Lista wszystkich skaz w budynku jest gotowa, firma zostanie poproszona o naprawy w ramach gwarancji, bo gwarancja jeszcze obowiązuje.
- Wszystkie popękane miejsca zostaną skute, ponownie zagipsowane i pomalowane. Znów będzie porządnie i czysto - zapowiada dyr. Kaczmarczyk.
- Myślałem, że zawału dostanę, jak to zobaczyłem. No i ludzie mnie zaraz ostrzegli: gdy szkiełko pęknie, trzeba ewakuować oddział, bo budynek się zaraz zawali - opowiada Czytelnik o swojej wizycie na neurologii Zawodzia. - Mało tego, w korytarzu stoją metalowe rusztowania podtrzymujące sufit.
- A nie, to zakładają nam klimatyzację - ordynator neurologii Piotr Konieczny zachowuje spokój. Podobnie pracownicy niżej położonych: bloku operacyjnego i OIOM-u. Tam nie ma żadnych spękań ani alarmowych szybek.
O rysujących się ścianach pawilonu dyrektor szpitala Dariusz Kopczyński zawiadamiał już radnych, a więc miasto - właściciel szpitala - wie, co się dzieje. Ale czemu się dzieje?
Pawilon początkowo miał być zaledwie piętrowy - z OIOM-em na parterze i blokiem operacyjnym na piętrze. Z tym, że już w trakcie budowy ówczesny dyrektor szpitali miejskich uznał: dobrze byłoby tu też ulokować neurologię. I zapadła decyzja o nadbudowaniu jednej kondygnacji. - Oczywiście dokonano stosownych zmian w konstrukcji budynku, by wytrzymała dodatkowy nacisk - zapewnia Piotr Kaczmarczyk, zastępca dyrektora odpowiedzialny za sprawy eksploatacyjno-techniczne.
Pęknięcia pojawiły się jednak nie na oddziałach "przyciśniętych" przez nadprogramową neurologię, ale właśnie na niej, choć nad sobą ma ona tylko dach.
- Po prostu budynek osiada, jak każdy. A my jesteśmy na niewdzięcznym gruncie, miękkim, bo obok Warta. W dodatku trasa niedaleko, a i Mirowska jest ulicą wyjątkowo ruchliwą. Ile tędy TIR-ów jeździ... Drgania na pewno przenoszą się na budynki wokół - mówi dyr. Kaczmarczyk.
Jest pewien, że proces "pracowania" ścian pawilonu już się zakończył. Na dowód pokazuje właśnie paski szkła: - Od marca tu są i ani drgnęły, choć ziemia pod nami wyjątkowo rozmiękła podczas powodzi. Popękałyby natychmiast, gdyby jeszcze coś osiadało. Też jestem budowlańcem, więc wiem.
Obchodzimy cały pawilon. Na niższych kondygnacjach ściany faktycznie całe i czyste. Tylko drugie piętro straszy - także imponującym liszajem w kącie za windą i zaciekami na sufitach. Te nie miały szacunku nawet dla gabinetu ordynatora: jedna żółta plama rozgościła się tuż nad środkiem pokoju, druga nad biurkiem. Pod nią leży schludnie złożona, biała ściereczka.
- Na wszelki wypadek - wyjaśnia ordynator. - Ale wcześniej musieliśmy wiaderka podstawiać, kiedy padał deszcz.
- Przez dwa lata nic złego się nie działo, dopiero ten rok dał nam popalić - mówi dyr. Kaczmarczyk. - Dach jest tu płaski, więc zaległa na nim gruba warstwa śniegu, który potem topniał, a jeszcze później przyszły wiosenne ulewy. Woda znalazła sobie jakieś nieszczelności w dachu i dostała się do środka budynku. Miała o tyle ułatwione zadanie, że dach "poprzebijany" jest przez urządzenia techniczne: znajduje się na nim 18 central klimatyzacji. W dodatku zlokalizowanie miejsc przecieku okazało się bardzo trudne, bo widać było tylko, gdzie się leje, a nie było wiadomo, skąd. Ale w końcu się udało, dach już jest w trakcie uszczelniania.
Dyrektor szpitala Dariusz Kopczyński planuje we wrześniu spotkanie z częstochowską Przemysłówką, która budowała pawilon. Lista wszystkich skaz w budynku jest gotowa, firma zostanie poproszona o naprawy w ramach gwarancji, bo gwarancja jeszcze obowiązuje.
- Wszystkie popękane miejsca zostaną skute, ponownie zagipsowane i pomalowane. Znów będzie porządnie i czysto - zapowiada dyr. Kaczmarczyk.
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Zawodzie pęka: - Jak to zobaczyłem, myślałem, ż...
niewiemcowybrac
05.08.10, 23:40
jeśli problem jest w osiadaniu fundamentów , to zagipsowanie i pomalowanie rysnic nie da ... Da Wykonawcy czas do upłynięcia gwarancji ... Kto przytomny wczasie trwania inwestycji zmienia »
-
Coż Panowie projektanci - budowea wykonan zgodnie
fajny-informator
06.08.10, 07:44
z projektem i jest problem. »
-
Made in Poland
icc217
07.08.10, 01:33
Ale pretensje do zarobkow na kazdym kroku ...»




więcej zdjęć