O, kurka! Gipsowa

Tadeusz Piersiak
2010-08-07 , aktualizacja: 06.08.2010 20:26
A A A Drukuj
Ta kura, to jest kura na miarę naszych możliwości! Pojawiła się najpierw przed Empikiem, stała trzy godziny, aż ktoś ją przygarnął. Okazuje się jednak, że całe stado rozbiega się po mieście

Fot. Piotr Deska / AG


- Super było przyglądać się, jak ludzie zareagowali na tę pierwszą kurę - mówi Szymon Motyl, inicjator projektu kurawakcji.pl. - Chodzili dookoła, węsząc jakąś prowokację lub szukając właściciela. Wreszcie znalazł się odważny i przygarnął kurę. I o to chodzi.

Biały ptak z czerwonym grzebieniem ma na boku (skrzydle?) napis kurawakcji.pl odsyłający na stronę internetową. Ta szybko chyba stała się sławna. 2 sierpnia kura na pl. Biegańskiego już po 10 minutach znalazła opiekuna, następnego dnia po 30 sekundach dwie osoby wyrywały sobie na "kwadratach" figurkę z rąk (do drastyczności nie doszło). We środę na przejęcie kury przy Pałacu Ślubów czekało już kilka osób. Szymon Motyl stanął z gipsowym odlewem z boku, a na miejsce wysłał kolegę. Po krótkim wyścigu kurę odebrał zwycięzca. Wczoraj skończyło się na losowaniu z kapelusza.

- Dlaczego kura? - śmieje się inspirator (malarz, pięć lat po dyplomie w naszej Akademii Jana Długosza, zarazem poważny kierownik produkcji w drukarni). - A dlaczego nie? Akurat to stworzenie przyszło mi do głowy, choć mógł to być np. ufoludek. Kura to ptak ładny, miły a do tego pożyteczny - robi przecież jaja. Mam nadzieję, że budzi ludzką sympatię - zresztą skąd tylu, co chcą się kurą zaopiekować? Ta kura, to jest... tylko trampolina dla ludzkiej wyobraźni. Jedni polecą z niej na twarz, inni będą oglądać obłoki z drugiej strony. Kto, co z nią zrobi, gdzie postawi, w jaki scenariusz ją wpisze - wolna wola: czy ktoś będzie głaskał ją co rano dla poprawienia nastroju, czy postawi ją w ogródku obok krasnali...

Kura powstaje jako odlew w przygotowanej przez artystę formie. Ma się jej narodzić 200 sztuk. Do 11 września codziennie w miejscu publicznym będzie oddawany w ręce opiekuna jeden ptak. 12 września na placu Biegańskiego stanie ich około dwieście - w tym również te, które już mają opiekunów. Pozostałe tego dnia będą do wzięcia przez chętnych. Pod warunkiem, że - jak to czynią już obecni posiadacze - sfotografują się z figurką, bądź zrobią jej portret w jakimś kontekście, a zdjęcie wyślą MMS-em na kurawakcji.pl.

Nie wszystkie kury odliczą się na pl. Biegańskiego. Z portalu widać, że niektóre zabrane zostały do Hamburga, są w drodze do Irlandii, mają je w opiece wrocławianie i warszawiacy.

- Były nawet takie zakusy, żeby przenieść kurę do Warszawy bo tutaj jest sporo częstochowian, zaangażowanych w sztukę alternatywną. - mówi Anita Buczkowska, wpółorganizatorka projektu (pisząca teksty do portalu), na emigracji w stolicy. - Byłam jednak stanowczo za Częstochową. Bywam w rodzinnym mieście, kiedy mogę i odnoszę wrażenie, że częstochowianom trzeba dużo więcej uśmiechu, a mniej pompy i powagi. Zresztą w Warszawie, nawet jakby się ktoś potknął o kurę i tak jej nie zauważy.

Bo twórcy projektu (w tym Tomasz Duda - rysujący portal i kręcący nim) mówią, że przede wszystkim chodzi o zabawę. O to, żeby w Częstochowie coś się działo. Coś, co zjednoczy ludzi nie wokół polityki, a wokół uśmiechu. Choć w internecie opis strony www.kurawakcji.pl zawiera i taki zdanie "Kura w akcji ma na celu wstrząsnąć częstochowskim kurnikiem".

- Nie uważam, że Częstochowa jest jakimś miastem upośledzonym - deklaruje Szymon Motyl. - Dzieje się tu w kulturze sporo. Jeśli ktoś uważa, że za mało - niech się sam weźmie i zrobi. Mam nadzieję, że nasz portal, po skonsumowaniu kury, stanie się również portem dla wszystkich ludzi z pomysłami "z czapy". Chętnie ich wesprzemy duchowo i organizacyjnie, aż w Częstochowie zrobi się tak kolorowo, że Warszawa i Wrocław będą nam zazdrościć.

Choć idea kury wzięta została z powietrza, to niestety ma swój materialny wymiar. Gips, formy, pręty na nóżki - to wszystko w wymagało pieniędzy, czasu i pracy. Jednak Szymon Motyl zdecydował się nie występować o wsparcie miasta czy jakiejś instytucji. To ma być gest artystyczny - indywidualny lub obecnie grupowy. Kulminacją projektu będzie bowiem kurzy wernisaż na pl. Biegańskiego: 12 września o godz. 16. Ale kontynuacją - żywa galeria internetowa, w której opiekunowie białych ptaków, będą zamieszczać relacje z życia swoich podopiecznych.

- Naszą kurę, jako dzieło sztuki może skonsumować każdy - dostaje ją na talerzu. Wernisaż będzie demokratyczny, na miejskim placu. Kurę może wziąć każdy (kto zdąży), a zdjęcie do galerii wrzucić można przecież bez stresu - mówi Szymon Motyl.

Tymczasem, dodaje Anita Buczkowska, dotychczasowi uczestnicy projektu dzwonią do organizatorów z pomysłami na rozwinięcie akcji. Sugerują np. żeby sposobem na zdobycie kury był udział w konkursie wiedzy o Częstochowie - choćby przez podanie informacji: ojcowie i dziadkowie młodych częstochowian umawiali się na randki pod zegarem - tam będzie dziś kura do wzięcia. Proponują nawet organizację gry miejskiej: podchodów w celu zdobycia kury. Każda propozycja rozbudowująca projekt jest mile widziana.

Kura z "Wyborczej"

"Gazeta" też przygarnęła kurę. Piątek spędziła na środku redakcji, witając wchodzących. Mała Julia, córka naszego kolegi z działu ogłoszeń, uznała, że figurka jest niedoskonała: nie ma oczek! Dostała mazak i od tej chwili ptak już na nas patrzy. Sypnęliśmy mu okruchów z kanapek redaktorów, ale pogardziła. Może z czasem da się oswoić?





Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • O, kurka! Gipsowa ggm 14.08.10, 00:24

    częstochowianie pewnie woleliby orła :) a bawić to u nas się nie umieją, wolą toczyć pianę»