Szpitalne związki kontra dyrektor
2010-09-01
, aktualizacja: 01.09.2010 18:20
Pracownicy wojewódzkiego szpitala specjalistycznego zrzeszeni we wszystkich działających tam związkach zawodowych zgłosili marszałkowi województwa wotum nieufności wobec dyrektora Kazimierza Pankiewicza
Uzasadnienie jest długie - cała lista zarzutów pracowników pod adresem szefa. Teraz najwięcej emocji budzi likwidacja stanowisk zastępcy ordynatora. Dyrektor liczy na oszczędności: nie będzie musiał wypłacać dodatku funkcyjnego ponad 30 lekarzom. - Tylu ich nie uzbiera, bo dziesięciu zastępców nie można ruszyć: jeden to radny, inny należy do związku, kolejny zaraz pójdzie na emeryturę - odpowiadają związkowcy. I komentują: - Ta likwidacja zdezorganizuje pracę w oddziałach, o czym dyr. Pankiewicz przekona się na własnej skórze. Kieruje on ogromnym szpitalem liczącym 2 tys. pracowników i właśnie przechodzącym bardzo poważne zmiany. To jednak tylko jeden z jego etatów wymagający mnóstwa czasu (na jednym z zebrań dyrektor opowiadał, że po kilka dni w miesiącu spędza w Katowicach, w NFZ-ecie). Jest miejskim radnym, a sesje rady miasta trwają czasem cały dzień. Przyjmuje w poradni, bo jest też chirurgiem onkologicznym. Operuje. Dyżuruje pod telefonem. I jest ordynatorem - bez zastępcy. Ile czasu przy tylu obowiązkach może spędzić na oddziale? I pod czyją opieką będą pacjenci podczas jego nieobecności?
Kolejna budząca emocje sprawa to niezrozumiała z punktu widzenia ekonomicznego likwidacja stacji dializ na Tysiącleciu. Dyr. Pankiewicz wyliczył co prawda, że łóżek dializacyjnych na Parkitce wystarczy, bo gdy się dostawi dodatkowe, będzie ich 26 - tylko o dwa mniej niż jest teraz przy ul. Bialskiej i PCK razem wziętych.
- Tyle że w stacji na Parkitce nie ma miejsca na dodatkowe łóżka, już teraz jest tam ciaśniej niż pozwalają wymogi ministerialne i unijne - podkreślają związkowcy. I przeprowadzają własne wyliczenia: dwa łóżka mniej to 12 dializ tygodniowo mniej. Każda dializa kosztuje 419 zł, co w tygodniu daje 5 tys. 28 zł, w roku zaś 241 tys. zł. - Liczba osób wymagających dializowania zwiększa się co rok o 10 proc. - przypomina jeden z lekarzy. - W dodatku dializa to zabieg ratujący życie, dlatego NFZ płaci za niego zawsze. Skoro tak bardzo liczymy się z pieniędzmi, powinniśmy nie tylko zostawić obie stacje, ale jeszcze je powiększyć.
Do części zarzutów dyr. Pankiewicz odniósł się w rozmowie z "Gazetą" opublikowanej 23 sierpnia. Opowiadał m.in., że lekarze ze spółki Parkitka, którzy pracują w szpitalu na nocnych dyżurach, skarżą się na systematyczne opóźnienia w wypłatach pieniędzy. - Zdarzyło się to może trzy razy i to nie z winy szpitala - podkreślał. - Ze spółką mamy umowę, że będziemy jej płacić do dziesiątego dnia miesiąca. Już po zawarciu tej umowy NFZ przesunął terminy swoich wypłat dla szpitala. Nie zawsze więc mieliśmy pieniądze na czas. A spółka za ostatnie spóźnienie zażądała odsetek.
- Dyrektor dostał naszą oficjalną zgodę na przesunięcie terminów wypłat. Wie też dobrze, że do 20. dnia miesiąca musimy zapłacić podatek. Mimo to księgowość szpitalna zwleka z wypłatami do ostatniej chwili, nasze monity kwituje śmiechem - opowiadają lekarze ze spółki.
Zwolnienia to kolejny obszar sporów. Dyrektor miał zmniejszyć administrację o 58 etatów, w rozmowie z "Gazetą" wspominał o kilku zwolnionych pracownikach tego działu, likwidacji stanowisk kierowniczych, ale i kilku awansach. Zdaniem związków od marca administracja zmniejszyła się o 9,5 etatu, stanowiska kierownicze utworzono dla czterech osób.
Bardziej jednak porusza szpital sprawa okulistyki i planowanego okrojenia oddziału po połączeniu we wrześniu okulistyk z Parkitki i Tysiąclecia. Ma na nim zostać 30 łóżek (tylko te z Parkitki) i połowa obsady lekarskiej. To ostatnie nie oznacza zwolnień, lekarze mogą przejść na połówki etatów albo kontrakty. Dyrektor twierdzi, że oddział nawet w takim kształcie sobie poradzi, bo do tej pory obie okulistyki miały obłożenie łóżek w granicach 55-58 proc. Wystarczy też, żeby pacjentów trzymał krócej, niekoniecznie aż tydzień, jak to robi teraz, ustanawiając wojewódzki rekord długości w tej dziedzinie. Okulistyka bowiem ma zajmować się oczami, a nie leczyć nadciśnienie pacjenta i dopiero po doprowadzeniu go do porządku, operować np. zaćmę.
- Ale dyrektor nie wspomniał, ilu mamy pacjentów przysyłanych przez placówki ze Śląska dawane nam za wzór. Ich okulistyki przyjmują tylko osoby nadające się do szybkich zabiegów, a te z nadciśnieniem i chorym sercem odsyłają do Częstochowy - denerwują się związkowcy. - Zaś wykorzystanie tylko połowy łóżek jest efektem niskiego kontraktu.
Związki pytają też o kontrakt dla połączonych okulistyk: - Też ma być połączony. A skoro obsada lekarska zostanie zmniejszona o połowę, kto ten większy kontrakt wyrobi? No i dyrektor napomykał o wprowadzeniu tam pracy zmianowej.
Na to szczególnie nerwowo reagują lekarze: - System zmianowy jest najgorszą formą opieki nad pacjentem. Lekarz zostaje na oddziale przez kilka godzin, potem idzie do domu, a jego następca zaczyna wszystko od nowa. Kiedyś kolega nie zdążył przed obchodem przeczytać dokładnie kart pacjentów. Większość chorych widział po raz pierwszy, nie mógł sobie przypomnieć danych jednego z nich, więc po prostu go zapytał: "Co panu dolega?". Usłyszał: "Leżę tu już trzy dni, codziennie ktoś inny mnie o to pyta. Wy jesteście lekarzami, wy mi powiedzcie, co mi dolega"
Do drobniejszych, ale też poruszanych spraw, należy wykorzystanie pralni i kuchni. Kiedy marszałek Mariusz Kleszczewski, motor napędowy połączenia Parkitki i Tysiąclecia, rekomendował ich pracownikom ten manewr, zaczął od wyliczania korzyści, jakie dadzą wspólne pralnia i kuchnia. Pierwsza miała przynieść 0,6 mln zł oszczędności rocznie, druga - 0,4 mln. Toteż rychło obie te instytucje doczekały się od pracowników przydomka: ratunkowa. Ironia polegała na tym, że pralnia Parkitki (to ona miała służyć obu szpitalom) nie istnieje. Wydzierżawiona przed laty została ze zrujnowanymi pomieszczeniami i bez maszyn. Marszałek obiecywał pieniądze na remont. Ten się odbył, ale zamiast prania budynek przyjmie urzędników, bo znajdą się w nim pomieszczenia biurowe. - Teraz słyszymy, że i kuchnia może być wydzierżawiona. Byle się nie skończyło tak jak z pralnią - komentują związkowcy. - Tymczasem można by było wykorzystać ją lepiej. Pozostaje też sprawa łamania ustawy 59a, która mówi, że jeśli szpitalowi z roku na rok zwiększy się kontrakt, to 40 proc. wartości tego wzrostu dyrekcja musi przekazać na podwyżki płac - po uzgodnieniu ze związkami. Związki twierdzą, że szpital zalega z tymi pieniędzmi od 2008 roku, w sądzie domagają się kwoty niemal 8 mln zł do podziału między pracowników. Sprawa wypłaty z 2009 r. też nie jest wyjaśniona; ściągnięci z Katowic kontrolerzy PIP zostawili zalecenie: dyrektor ma uzgodnić ze związkami wypłatę pracownikom ponad 2 mln zł.
- Nie możemy się doprosić o pieniądze, które zarobiliśmy. Podczas strajku w 2007 roku walczyliśmy o trzy średnie pensje krajowe, ale zadowoliliśmy się podwyżką o 1,5 tys. zł. Od tamtej pory nie żądaliśmy więcej - podkreślają przedstawiciele pracowników. - Za to wciąż słyszymy, że także my powinniśmy przyczynić się do ratowania szpitala - własnymi pensjami. Kiedy skończy się wymagać od nas rezygnacji z tego czy tamtego, a zacznie wymagać od dyrekcji dobrego zarządzania? - pytają.
joanna.skiba@czestochowa.agora.pl
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Szpitalne związki kontra dyrektor
niunia_1977
01.09.10, 21:07
szkoda, że nikt nie wspomniał o dyskryminacji pracowników byłego szpitala na PCK, którzy od marca są pracownikami "Parkitki" a premie mają wypłacane wg starego systemu. Podział na »
Najczęściej czytane24 htydzień





