Mobbing w zespole Śląsk?
2010-09-05
, aktualizacja: 06.09.2010 09:25
Tomasz Antczak, solista Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk", oskarża jego dyrektora o mobbing. Sprawa już trafiła do sądu.
Antczak to doświadczony śpiewak. Z zespołem Śląsk jest związany od wielu lat. Cierpliwie piął się po szczeblach kariery, aż w końcu został solistą. - To górna półka. Zawsze miałem satysfakcję z pracy - podkreśla. Jednak dwa lata temu wszystko zaczęło się zmieniać. W pozwie Antczak opowiada swoją historię ze szczegółami. Obecnemu dyrektorowi zespołu Adamowi Pastuchowi kończyła się wtedy kadencja. - W zespole zaczął krążyć list z poparciem dla niego, który potem trafił do marszałka województwa. Mieliśmy się pod nim podpisywać - mówi Antczak. On listu nie podpisał. - Uważam, że to nie w porządku. Szefostwo nie powinno w ogóle o coś takiego się starać - tłumaczy.
Kilkakrotnie współpracownicy dyrektora prosili go o podpis. Nic jednak nie wskórali - Antczak obstawał przy swoim.
Pastuch bez trudu został dyrektorem na kolejną kadencję. Z pozwu dowiadujemy się, że wkrótce po tym, jak oficjalnie ogłoszono wyniki konkursu, zebrał zespół i podziękował za podpisy. Pod adresem tych, którzy petycji nie podpisali, miał powiedzieć: "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie".
- I wtedy się zaczęło. Dyrektor zaczął wzywać mnie do siebie, miał pretensje i uwagi - mówi Antczak. Czara goryczy przelała się w marcu tego roku, kiedy z dnia na dzień dowiedział się, że ma mieć tzw. przesłuchanie komisyjne. - Przez 12 lat nikt nie miał uwag do mojej pracy, aż tu nagle chcą sprawdzać, czy w ogóle nadaję się do zespołu - mówi solista.
Przesłuchanie odbyło się, ale on do dziś oficjalnie nie wie, jak wypadło. Słyszał tylko, że krytykowano jego występ przy innych chórzystach. Popadł w depresję.
- Zdecydowałem się pójść do sądu, bo oczekiwanie, że podpiszę jakąś lojalkę, jest uwłaczające - mówi. W pozwie domaga się 9,9 tys. zł zadośćuczynienia. Podkreśla, że nie chodzi mu o pieniądze, tylko o sprawiedliwość.
Pracownicy Śląska przyznają, że jeszcze nie zdarzyło się w zespole oskarżenie o mobbing. Na pytanie, czy ich zdaniem takie oskarżenia są prawdziwe, odpowiadać jednak nie chcą. Dlaczego? Bo w tym zespole pracują całe rodziny, dlatego nikt nie chce się narażać.
Sławomir Danielski, szef "Solidarności" w zespole, potwierdza, że zbierano podpisy pod listem z poparciem dla dyrektora Pastucha. - Nie chcę oceniać, czy to był element mobbingu. Sąd to oceni - mówi. Przyznaje jednak, że przesłuchanie, któremu został poddany Antczak, było wyjątkowym zdarzeniem. - Wiem, że dyrekcja rozpoczęła procedurę zwolnienia Tomka. My jako związek sprzeciwiliśmy się temu - mówi Danielski.
Szefowie zespołu nie chcą komentować pozwu. - Nie znam jego treści, a dyrektor jest na urlopie - mówi Agnieszka Kukuła, rzeczniczka Śląska. Odsyła do zastępcy Pastucha.
- Najlepiej będzie poczekać na rozstrzygnięcie sądu - mówi Zbigniew Cierniak.
Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka marszałka, jest podobnego zdania. - Marszałek województwa poprosi jednak dyrektora Pastucha o wyjaśnienia w tej sprawie - zapowiada.
Kilkakrotnie współpracownicy dyrektora prosili go o podpis. Nic jednak nie wskórali - Antczak obstawał przy swoim.
Pastuch bez trudu został dyrektorem na kolejną kadencję. Z pozwu dowiadujemy się, że wkrótce po tym, jak oficjalnie ogłoszono wyniki konkursu, zebrał zespół i podziękował za podpisy. Pod adresem tych, którzy petycji nie podpisali, miał powiedzieć: "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie".
- I wtedy się zaczęło. Dyrektor zaczął wzywać mnie do siebie, miał pretensje i uwagi - mówi Antczak. Czara goryczy przelała się w marcu tego roku, kiedy z dnia na dzień dowiedział się, że ma mieć tzw. przesłuchanie komisyjne. - Przez 12 lat nikt nie miał uwag do mojej pracy, aż tu nagle chcą sprawdzać, czy w ogóle nadaję się do zespołu - mówi solista.
Przesłuchanie odbyło się, ale on do dziś oficjalnie nie wie, jak wypadło. Słyszał tylko, że krytykowano jego występ przy innych chórzystach. Popadł w depresję.
- Zdecydowałem się pójść do sądu, bo oczekiwanie, że podpiszę jakąś lojalkę, jest uwłaczające - mówi. W pozwie domaga się 9,9 tys. zł zadośćuczynienia. Podkreśla, że nie chodzi mu o pieniądze, tylko o sprawiedliwość.
Pracownicy Śląska przyznają, że jeszcze nie zdarzyło się w zespole oskarżenie o mobbing. Na pytanie, czy ich zdaniem takie oskarżenia są prawdziwe, odpowiadać jednak nie chcą. Dlaczego? Bo w tym zespole pracują całe rodziny, dlatego nikt nie chce się narażać.
Sławomir Danielski, szef "Solidarności" w zespole, potwierdza, że zbierano podpisy pod listem z poparciem dla dyrektora Pastucha. - Nie chcę oceniać, czy to był element mobbingu. Sąd to oceni - mówi. Przyznaje jednak, że przesłuchanie, któremu został poddany Antczak, było wyjątkowym zdarzeniem. - Wiem, że dyrekcja rozpoczęła procedurę zwolnienia Tomka. My jako związek sprzeciwiliśmy się temu - mówi Danielski.
Szefowie zespołu nie chcą komentować pozwu. - Nie znam jego treści, a dyrektor jest na urlopie - mówi Agnieszka Kukuła, rzeczniczka Śląska. Odsyła do zastępcy Pastucha.
- Najlepiej będzie poczekać na rozstrzygnięcie sądu - mówi Zbigniew Cierniak.
Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka marszałka, jest podobnego zdania. - Marszałek województwa poprosi jednak dyrektora Pastucha o wyjaśnienia w tej sprawie - zapowiada.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
Mobbing w zespole Śląsk?
danton2009
05.09.10, 21:25
O takim samym przypadku w jednej z instytucji kultury w częstochowie GW nie napisała; czyżby i w takich beznadziejnie przykrych sprawach byli równi i równiejsi. »
-
Mobbing w zespole Śląsk?
angrusz1
06.09.10, 20:50
Takie stosunki w pracy są w wielu miejscach .I tacy przełożeni .»




