Porażka prokuratury: sprawa psiego smalcu do umorzenia
2010-09-10
, aktualizacja: 10.09.2010 21:48
Choć się przyznała, nie ma dowodów, że mieszkanka Kłobucka i jej matka bestialsko zabijały psy i wyrabiały z nich smalec. Prokuratura musi umorzyć śledztwo.
Tak prawdopodobnie zakończy się precedensowa dla częstochowskiej prokuratury i głośna w całej Polsce sprawa. - Nie udało się zebrać dowodów na to, że podejrzane znęcały się i zabijały zwierzęta ze szczególnym okrucieństwem oraz sprzedawały produkt spożywczy szkodliwy dla zdrowia i życia ludzi - informuje Romuald Basiński, rzecznik prokuratury.
Zaczęło się w sierpniu 2009 roku. Na podwórze kłobuckiego gospodarstwa weszli policjanci, członkowie częstochowskiej Fundacji For Animals i lekarz weterynarii. W domu zastali 37-letnią gospodynię Agatę G. i jej dwie córki: kilku- i kilkunastoletnią. Nie było męża kobiety, ani przebywającej za granicą matki.
W domowej lodówce policjanci znaleźli butelkę z tłuszczem nieznanego pochodzenia, w budynkach gospodarczych kilkadziesiąt zamkniętych psów, kolejne butelki smalcu, psie szczątki koło żywych czworonogów, siekierę, broń, zakrwawioną odzież, strzykawkę z grubą igłą wypełnioną jakimś płynem, krew w wirówce. Za podwórkiem fotoreporter "Gazety" odkrył kości - najprawdopodobniej psie i końskie - ze śladami po siekierze, oraz wrzucone w stertę gnoju rozkładające się martwe psy.
Przesłuchiwana w charakterze świadka Agata G. przyznała, że na jej podwórzu mordowano psy i robiono z nich smalec. Sąsiedzi twierdzili, że proceder w gospodarstwie kwitł od dawna. Do lat 80. ojciec kobiety prowadził w Kłobucku skup padłych zwierząt. Mieszkańcy dzielnicy przypuszczają, że przekazał "umiejętności" rodzinie. Psi smalec sprzedawał też mąż Agaty G. To od niego kupił butelkę tłuszczu dziennikarz "Gazety".
Kilka dni po wizycie w gospodarstwie policjanci zatrzymali Agatę G. i postawili jej zarzut zabicia ze szczególnym okrucieństwem co najmniej sześciu psów. Jednak kobieta zmieniła wcześniejsze zeznania i nie przyznała się do winy. W połowie września podobne zarzuty usłyszała jej matka. Obie zgodnie twierdzą, że to ich zmarły mąż i ojciec zabijał psy i wyrabiał z nich tłuszcz.
Prokuratura zleciła trzy badania smalcu. Pierwsze zrobił białowieski zakład Polskiej Akademii Nauk. Analiza dowiodła, że smalec był produkowany m.in. z psów. Znajdował się tam również tłuszcz z innych zwierząt. Specjaliści nie byli jednak w stanie określić czasu produkcji. Kolejną opinię wydali fachowcy z warszawskiego Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego. Nie badali smalcu, ale potwierdzili, że nie da się określić wieku tłuszczu. Uznali też, że metoda białowieskich naukowców nie daje gwarancji, że to smalec psi, bo identyczne oznaczenie ma także tłuszcz... lisi. Dlatego w połowie kwietnia prokuratura zleciła kolejną analizę, by ostatecznie ustalić skład smalcu. Wyniki potwierdziły ostatecznie, że w kilku z zabezpieczonych przez policję próbek był tłuszcz psi. Ale nie dowiodły, że był niebezpieczny dla ludzi i nie stwierdziły, ile ma lat.
- W sytuacji, kiedy dzisiejsza nauka nie dysponuje możliwościami określenia wieku tłuszczu, trudno udowodnić, że to podejrzane zabijały psy i wyrabiały z nich smalec - tłumaczy prokurator Basiński. - Kobiety winą obarczają zmarłego przed kilku laty męża i ojca. Nie mamy podstaw, by podważyć te zeznania. Znalezione w gospodarstwie szczątki zwierząt też nie świadczą, że to podejrzane je zabiły.
Co z przyznaniem się do winy Agaty G.?
- Nie mogliśmy włączyć tego do dowodów, bo zeznawała wówczas w charakterze świadka, a nie podejrzanej. Prawo nie daje możliwości wykorzystania zeznań świadka przeciwko niemu - tłumaczy Basiński. - Śledztwo zmierza więc do umorzenia. Nie ukrywamy jednak, że sprawa była precedensowa i miała ogromny walor edukacyjny i dla społeczeństwa, i organów ścigania - dodaje prokurator.
Renata Mizera, która przed rokiem kierowała częstochowskim oddziałem Fundacji For Animals jest zbulwersowana: - To porażka organów ścigania. Poczekam na umorzenie i wtedy zdecyduję, co dalej. Na pewno tego tak nie zostawię - deklaruje.
Tymczasem przez blisko rok nikt nie sprawdzał tego, co się dzieje w gospodarstwie. Choć w sierpniu ubiegłego roku powiatowy lekarz weterynarii w Kłobucku wydał decyzję, na podstawie której można było kontrolować zwierzęta zostawione na posesji, lekarze weterynarii byli tam ostatni raz... w listopadzie. I to przy okazji pobierania próbek krwi od zwierząt gospodarskich.
- Nie prowadzimy nadzoru nad zwierzętami domowymi - twierdzi Tadeusz Sarna, śląski wojewódzki lekarz weterynarii. - Interweniujemy tylko wtedy, gdy ktoś nam zgłosi, że są przetrzymywane w nieodpowiednich warunkach. Zainteresuję się tą sprawą.
Komentarz "Gazety"
Oto mamy sytuację, gdy policja i prokuratura wiedzą, że Agata G. bestialsko mordowała psy. Funkcjonariusze widzieli zakrwawione narzędzia, szczątki zwierząt, butelki smalcu. Słyszeli, jak opowiadała, że wieszała psiaki na sznurku i je dusiła. I nikt nie może nic zrobić, by poniosła karę. Zastanawiam się, czy dlatego, że mamy niedoskonały system prawny, czy raczej, że organy ścigania nie potrafiły z niego skorzystać. Pewne jest jedno: młoda kobieta może nadal robić to, co dotychczas. Na oczach swoich dzieci i całego wymiaru sprawiedliwości. Może czuć się bezkarna.
Zaczęło się w sierpniu 2009 roku. Na podwórze kłobuckiego gospodarstwa weszli policjanci, członkowie częstochowskiej Fundacji For Animals i lekarz weterynarii. W domu zastali 37-letnią gospodynię Agatę G. i jej dwie córki: kilku- i kilkunastoletnią. Nie było męża kobiety, ani przebywającej za granicą matki.
W domowej lodówce policjanci znaleźli butelkę z tłuszczem nieznanego pochodzenia, w budynkach gospodarczych kilkadziesiąt zamkniętych psów, kolejne butelki smalcu, psie szczątki koło żywych czworonogów, siekierę, broń, zakrwawioną odzież, strzykawkę z grubą igłą wypełnioną jakimś płynem, krew w wirówce. Za podwórkiem fotoreporter "Gazety" odkrył kości - najprawdopodobniej psie i końskie - ze śladami po siekierze, oraz wrzucone w stertę gnoju rozkładające się martwe psy.
Przesłuchiwana w charakterze świadka Agata G. przyznała, że na jej podwórzu mordowano psy i robiono z nich smalec. Sąsiedzi twierdzili, że proceder w gospodarstwie kwitł od dawna. Do lat 80. ojciec kobiety prowadził w Kłobucku skup padłych zwierząt. Mieszkańcy dzielnicy przypuszczają, że przekazał "umiejętności" rodzinie. Psi smalec sprzedawał też mąż Agaty G. To od niego kupił butelkę tłuszczu dziennikarz "Gazety".
Kilka dni po wizycie w gospodarstwie policjanci zatrzymali Agatę G. i postawili jej zarzut zabicia ze szczególnym okrucieństwem co najmniej sześciu psów. Jednak kobieta zmieniła wcześniejsze zeznania i nie przyznała się do winy. W połowie września podobne zarzuty usłyszała jej matka. Obie zgodnie twierdzą, że to ich zmarły mąż i ojciec zabijał psy i wyrabiał z nich tłuszcz.
Prokuratura zleciła trzy badania smalcu. Pierwsze zrobił białowieski zakład Polskiej Akademii Nauk. Analiza dowiodła, że smalec był produkowany m.in. z psów. Znajdował się tam również tłuszcz z innych zwierząt. Specjaliści nie byli jednak w stanie określić czasu produkcji. Kolejną opinię wydali fachowcy z warszawskiego Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego. Nie badali smalcu, ale potwierdzili, że nie da się określić wieku tłuszczu. Uznali też, że metoda białowieskich naukowców nie daje gwarancji, że to smalec psi, bo identyczne oznaczenie ma także tłuszcz... lisi. Dlatego w połowie kwietnia prokuratura zleciła kolejną analizę, by ostatecznie ustalić skład smalcu. Wyniki potwierdziły ostatecznie, że w kilku z zabezpieczonych przez policję próbek był tłuszcz psi. Ale nie dowiodły, że był niebezpieczny dla ludzi i nie stwierdziły, ile ma lat.
- W sytuacji, kiedy dzisiejsza nauka nie dysponuje możliwościami określenia wieku tłuszczu, trudno udowodnić, że to podejrzane zabijały psy i wyrabiały z nich smalec - tłumaczy prokurator Basiński. - Kobiety winą obarczają zmarłego przed kilku laty męża i ojca. Nie mamy podstaw, by podważyć te zeznania. Znalezione w gospodarstwie szczątki zwierząt też nie świadczą, że to podejrzane je zabiły.
Co z przyznaniem się do winy Agaty G.?
- Nie mogliśmy włączyć tego do dowodów, bo zeznawała wówczas w charakterze świadka, a nie podejrzanej. Prawo nie daje możliwości wykorzystania zeznań świadka przeciwko niemu - tłumaczy Basiński. - Śledztwo zmierza więc do umorzenia. Nie ukrywamy jednak, że sprawa była precedensowa i miała ogromny walor edukacyjny i dla społeczeństwa, i organów ścigania - dodaje prokurator.
Renata Mizera, która przed rokiem kierowała częstochowskim oddziałem Fundacji For Animals jest zbulwersowana: - To porażka organów ścigania. Poczekam na umorzenie i wtedy zdecyduję, co dalej. Na pewno tego tak nie zostawię - deklaruje.
Tymczasem przez blisko rok nikt nie sprawdzał tego, co się dzieje w gospodarstwie. Choć w sierpniu ubiegłego roku powiatowy lekarz weterynarii w Kłobucku wydał decyzję, na podstawie której można było kontrolować zwierzęta zostawione na posesji, lekarze weterynarii byli tam ostatni raz... w listopadzie. I to przy okazji pobierania próbek krwi od zwierząt gospodarskich.
- Nie prowadzimy nadzoru nad zwierzętami domowymi - twierdzi Tadeusz Sarna, śląski wojewódzki lekarz weterynarii. - Interweniujemy tylko wtedy, gdy ktoś nam zgłosi, że są przetrzymywane w nieodpowiednich warunkach. Zainteresuję się tą sprawą.
Komentarz "Gazety"
Oto mamy sytuację, gdy policja i prokuratura wiedzą, że Agata G. bestialsko mordowała psy. Funkcjonariusze widzieli zakrwawione narzędzia, szczątki zwierząt, butelki smalcu. Słyszeli, jak opowiadała, że wieszała psiaki na sznurku i je dusiła. I nikt nie może nic zrobić, by poniosła karę. Zastanawiam się, czy dlatego, że mamy niedoskonały system prawny, czy raczej, że organy ścigania nie potrafiły z niego skorzystać. Pewne jest jedno: młoda kobieta może nadal robić to, co dotychczas. Na oczach swoich dzieci i całego wymiaru sprawiedliwości. Może czuć się bezkarna.
- 30 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
29 głosów
-
Porażka prokuratury: sprawa psiego smalcu do um...
pigula72
11.09.10, 13:03
Doskonały przykład, że w naszym kraju prokuratorzy i tzw. organy ścigania są bezużyteczne. Podać im temat na tacy, żeby się wykazali... i tak to zaprzepaszczą. I jak czuć się w tym kraju »
-
Porażka prokuratury: sprawa psiego smalcu do um...
blackwolf2010
12.09.10, 13:42
do wiedzy Waszej !!! P.... wie baaaardzo dużo, prawie o każdym przypadku popełniania przestępstw, bycia w określonej grupie, ale wiedzieć a móc udowodnić...to dwie bardzo różne rzeczy, »
-
Porażka prokuratury-degeneratki triumfują
jimir
13.09.10, 10:53
Założę się że te dwie K...Y to praktykujące katoliczki i Proboszcz parafii dostawał dolę ze sprzedaży,bo przecież musiał wiedzieć!»




